Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Wakacyjne pocztówki
Bogdan Zdanowicz
Marek Przybyła i jeg...
Nauczyciele są ważni
21 marca Światowy Dz...
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Marek Przybyła i jego Boginie


Halina Cendrowska

Marek Przybyła i jego Boginie 




Mam wrażenie
Że odrodziłam się 
W zupełnie innym świecie
Sama patrzę w przeszłość 
Owinięta szumem sosen
( Dama Murasaki - Japonia - XI wiek )



Oglądam galerię obrazów Marka Przybyły i mam nieodparte uczucie przeniesienia się w czasie. Wschód i Zachód, Przeszłość i Przyszłość - patrzą na mnie z portretów, ukazujących twarze i postacie, które nie poddają się konwencjom współczesnego świata. Boginie są znowu wśród nas. Niekoniecznie te, o twarzach znanych z reklam kolorowych gazetek i proszków do prania. Boginie, których sacrum promieniuje na nowo, przypominają kobietom, że one same noszą w sobie cząstkę boskości. 

Patrzę na rozwieszone w galerii obrazy i wyobrażam sobie, że nowy czas w dziejach ludzkości już się zaczął. I zupełnie niespodziewanie słyszę głos, który proroczym tonem oświadcza, że teraz wiele się zmieni, ponieważ to właśnie kobiecość zawsze wyznaczała nowe trendy, a nasze czasy pokażą wśród kobiet więcej elementów rewolucji, niż kiedykolwiek było to w przeszłości możliwe. Na początku zaś zostanie przedefiniowane pojęcie kobiecego piękna.
Myślę sobie, że w malarstwie  i nie tylko w malarstwie, niekonwencjonalność zawsze była w cenie. Nierzadko ta „niekonwencjonalność” przyjmowała postać powrotu do tego co było, albo przybierała „technicyzujące” spojrzenie na piękno ludzkiego ciała. 

Marek Przybyła i jego symboliczny cykl kobiecych postaci jest przeciwwagą „technicyzującej” czy komputerowej mody. Jest powrotem do tego co było w kobietach „boskie” od czasu pojawienia się naszego gatunku. I jest przypomnieniem faktu, że cała Europa i Azja, od czasów neolitu, miały zdumiewająco jednolity system idei religijnych, który skupiał się w kulcie noszącej wiele tytułów Bogini. Te obrazy opowiadają o czasach, które nie znały bogów. Boginię uważano za nieśmiertelną, niezmienną, wszechwładną. A kobieta w tym świecie żyła w większej harmonii ze sobą i ze swoim otoczeniem. Kult Bogini był ściśle związany z czcią księżyca i życiodajnych sił odradzającej się przyrody. Wiedzę o tym - do dzisiaj - noszą komórki kobiecego ciała. Te kobiety, które ją wyparły, dostają co miesiąc ataków wściekłości i bólu. Żeby sprawiedliwości dziejowej stało się zadość, ta bolesna furia, skupia się często na mężczyznach - potomkach tych - którzy zmusili kobiety do zapomnienia. 

Powolnym krokiem przemierzam galerię. Jeszcze nie analizuję postaci, które sportretował Marek Przybyła. Nie szukam historii, jakie mogą się kryć za tymi twarzami. Najpierw kolory. Żywe i archaiczne. Przyciągają zapomnianym pięknem renesansu. Albo czegoś, co było znacznie dawniej. Mam wrażenie, że moja pamięć się budzi. Widzę w tych obrazach otwarte drogi do nauki i przekazywania wiedzy, do rządzenia, do uzdrowienia. Do władania spirytualną stroną rzeczywistości. Do życia jako szczęśliwa: dziewczyna, kobieta, matka. Ognisko domowe staje się w tej wizji czymś realnym, a nie pokoikiem, którym rządzi telewizor czy komputer. Dom to znowu najstarszy ośrodek społeczny - znajdujący się pod opieką kobiety, a macierzyństwo otoczone jest jako sacrum - największą tajemnicą. Dom to Przyroda. To nieutracony raj.

Kiedy oglądam serię Bogiń namalowaną przez Marka Przybyłę, przypominam sobie wizje dotyczące raju. Powstawały one we wszystkich kulturach świata i miały jeden punkt wspólny: królowały tam kobiety. Boginie. W najdawniejszych czasach ukazywane były w triadzie: jako dziewice, dojrzałe  i stare kobiety, ale pamiętano, że była to jedna i ta sama Bogini. Na rzeźbach często nie zaznaczano jej twarzy i miało  to swoje symboliczne znaczenie. Bogini zawierała w sobie wszystkie możliwości i  dlatego wyrażało ją wiele imion. Pomimo upływu tysięcy lat i konsekwentnego niszczenia wiedzy o Boginiach, ich imiona zachowały się w pamięci jako chroniące kobiety Siły. Możemy i dziś na nowo odkrywać i rozumieć co znaczy: Tiamat, Lilith, Kali, Durga, Aditi, Anath, Ereszkigal, Hekate, Venus, Pachamama, Sedna... To tylko fragment listy imion Bogiń, które nie zawarły porozumienia z układami społecznymi gwarantującymi mężczyznom absolutną władzę. Takim mężczyznom, w stosunku do których słowo „wróg i mąż” znaczy jedno i to samo: próbę podporządkowania Przyrody z pozycji zdobywcy i niszczyciela. 

Nie o tych mężczyznach mówią obrazy Marka Przybyły. W swoim cyklu - jakby w cieniu - pokazuje także tych, którzy nie niszczyli, a wspomagali. Którzy mieli odwagę walczyć, aby tego subtelnego piękna nie udało się zniszczyć. Nie było ich wielu, ale przeżyli, i to oni od Bogini otrzymali jabłko nieśmiertelności.
Model pokojowego współistnienia kobiet i mężczyzn, jaki dziś próbuje się odbudować, jest w trakcie tworzenia. Drga i ewoluuje. Tworzy kolejne wizje o czasach z przeszłości i tych, które są przed nami. Do tego modelu należy niewątpliwie malarstwo nie zawierające scen przemocy, należy subtelna - pozbawiona elementów obronnych - architektura, a także ekologiczne rolnictwo. To wszystko mieliśmy już w kulturze Bogini wiele tysięcy lat temu. I pomimo zniszczeń oraz bezsensownych wojen o władzę, pamięć o Niej istnieje, a wielu ludzi do dziś nie zgadza się być biologicznymi cyborgami.


Przechadzam się po galerii. Spaceruję patrząc na wielkie i piękne oczy. Kim one były? Marek Przybyła nadał im imiona. Rozpoznałam Lilith. Żydowskie mity mówią o niej, jako pierwszej kobiecie w raju, tej, która powiedziała „nie” Adamowi i Aniołom, a potem nie dała się ani zastraszyć, ani zabić. Lilith symbolizuje dziś twórczy proces powrotu do własnych korzeni. Do matki, która nie miała na imię Ewa i nie należała do mężczyzny. Do kobiety bezgrzesznej, która nigdy nie została wygnana z raju. Do tej, która sama budowała, rodziła, walczyła i nie szła na kompromisy. 

W innej, portretowanej twarzy, zabłysły cechy Tiamt, kosmicznej Matki, smoka, praoceanu. Kolejna postać mówi o zdolnościach uzdrawiania i odnawiania. Marek Przybyła w swoim cyklu namalował boginie i kobiety, które swoim postępowaniem na takie określenie zasłużyły. Kiedy, jak w przyspieszonym filmie, pączkując i przekwitając, mijają kolorowe kultury, zmieniają się na tych obrazach twarze i funkcje Kobiety. Od tej siedzącej na lwim tronie, do ukrytej - jak drogocenny skarb - w komnacie kolejnego pałacu - domu. Te zmiany widać w tatuażach, których kobiety używały, zanim przyszła moda na podkreślające urodę stroje. Widać w symbolach, jakie pojawiły się wokół ich ciał. Piękno, miłość, sztuka i literatura, towarzyszyły kobietom od zawsze, i to niezależnie od tego, czy były córkami, żonami, czy metresami. Mężczyznom takie towarzyszki przynosiły zaszczyt i sławę. Wyzwanie i spełnienie. Czasami były natchnieniem, czasami doradzającym szeptem. Wiedzę dotyczącą przyrody, powiewność w tańcu, umiejętność subtelnej konwersacji, kaligrafii, oddania w wierszu tego, co słowami nie da się ująć  - wszystko to niosły w bezcennym darze. 


Malarz oprawił twarze i malowane przez siebie postacie w  niekonwencjonalne ramy, jakby chciał przypomnieć, że kobiety mają dziś szansę na swój własny „renesans”. Niekoniecznie na seminariach czy warsztatach. Swoim Boginiom nadał rysy kobiet wschodu i zachodu, a ich ciała obnażył lub pokrył archaiczną ozdobą. Najbardziej jednak fascynują mnie ich oczy, które błyszczą potęgą władzy nad czasem. Tajemniczą i równocześnie bardzo wyraźną. Ktoś powiedział, że kiedy przez wszystkie rzeczy przeziera tajemnica, wszechświat staje się jakby świętym obrazem. 

Czy napisano kiedyś książki na temat kobiet, które  uwiecznił na swoich obrazach Marek Przybyła? Kobiety raczej tego nie zrobiły. One wciąż walczą o przetrwanie i strzegą swojej tajemnicy. Niektóre tak zamaskowały do niej drogę, że same już nie wiedzą, że jakaś tajemnica jest w ich sercach ukryta. A z mężczyzn, niewielu ją zna, czy ma odwagę spojrzeć w takie niezwykle, pełne różnorakiej wiedzy i otwartej seksualności oczy. Zbliżyć się do tej tajemnicy i otwarcie o niej mówić? W kulturze ludzi - posługujących się polskim językiem - nie jest to przyjęte. Kiedy dojrzewałam, pojawił się jednak obok mnie taki mężczyzna. Obserwowałam, jak codziennie rano przynosił Avie Gardner kolorowy napój. Celebrowali te słoneczne poranki na tarasie w takiej energii, że drżałam ze wzruszenia. Uczyłam się. A potem zaczęłam czytać jego książki i wiersze. W tych ostatnich znalazłam to, co Marek Przybyła namalował: 

„ Na początku Eurynome, bogini wszechrzeczy, wyłoniła się naga z Chaosu, nie miała jednak na czym oprzeć stóp, wobec czego, tańcząc samotnie na falach, oddzieliła morze od nieba...Kręcąc się wokoło schwyciła wiatr północny, roztarła go w dłoniach i patrzcie: oto powstał wielki wąż Ofion. Eurynome tańczyła, by się rozgrzać ruchy jej stawały się coraz gwałtowniejsze, aż Ofion, pełen pożądania, owinął się wokół jej boskich członków i z nią połączył...”
                                                                                                  ( Pelazgijski mit o stworzeniu )




*Eurynome, której imię znaczy Daleka Wędrówka, w Sumerze nazywano Wzniosłą Gołębicą ( Jahu ). Można ją podziwiać w chrześcijańskich kościołach. Znalazłam ją też na obrazie malarza z Zagłębia Dąbrowskiego. 





Halina Cendrowska


Halina Cendrowska. Pisarka, terapeutka, zielarka, podróżniczka. Urodzona w Polsce. W Niemczech zapoznaje się ze wschodnimi sztukami walki i technikami medytacji. Wiele lat poświęca studiom taoizmu i tantryzmu, praktykując różne kierunki jogi. Jest nauczycielką qi gong i kieruje ośrodkiem samopoznania i alternatywnych terapii. Niespodziewany wyjazd do Azji, zwiąże jej życie z nowym krajem; Nepalem. Dziesięcioletni pobyt w Indiach spowodował, że odcisnęło się na niej piętno duchowości orientu. Podczas pobytu w buddyjskich klasztorach i hinduskich aszramach, uzupełnia swoją wiedzę, obserwując z dystansu fenomen mieszania się i wzajemnego oddziaływania na siebie różnych kultur. Na koncie ma jako pisarka - trzy książki poświęcone tantrze w życiu codziennym. Asatoma Sat Gamaya. Jej znak. Kobiety z rodziny Ariów.
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
6,376,761 Unikalnych wizyt