Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Dominka Lewicka-Kluc...
WIERSZE NA WSKROŚ MI...
Katarzyna Zwolska-Pł...
Anna Musiał - OcZKO
Radek Wiśniewski - O...
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Pościg za cieniem
21-22 STYCZEŃ 2019
P O Ś C I G ZA C I E N I E M





Elżbieta Lipińska

Dziadek

Nieprawda że nic nie zostało.
Murek stoi jak stał.
Błyszczy w promieniach słońca,
jakbyś jeszcze wczoraj glansował go spodniami
wyciągając szyję jak gąsior
żeby dobrze widzieć
jak baby niosą ciasto do piekarni,
jak ciotka Kaśka zamiata ziemię spódnicą,
przechodzi kondukt (kto to znowu umarł?)
stryj Wawrzek z trąbą spieszy
na próbę w remizie,
a dziura w skarpetce łyska raźno – łys, łys.

Za to gdzieś się zgubiła dyscyplina na koziej nóżce –
straszak niejadków,
odleciały balony z winem porzeczkowym,
nie ma już czego powiększać lupa,
przez którą twoje błękitne oko
wydawało się okiem cyklopa.

Karbidka zgasła razem z tobą panie sztajgier.




Mateusz Melanowski

Własne siły

do katowic czysto, mówię przez cb radio,
włączając się tym samym w piątkowy gwar
mojego rodzinnego miasta, na widok którego
nic jednak nie czuję, ale może nie było mnie tu
zbyt krótko. teraz jestem, żeby odwiedzić dziadka
w szpitalu. jak wszyscy pójdą, to mnie zabierz,
prosi, przyszedłem tu o własnych siłach, a sam
widzisz. potem jadę do rodziców. wyremontowali
mieszkanie. ładnie, mówię, patrząc w ich nowe lustro
w łazience.




Karolina Kułakowska

17.

Babko, która mnie kochałaś. Powracasz w obrazach
osób, przedmiotów czasami niezrozumiałych.
Gdy ciotka męża, prawie rówieśniczka, uczy
skutecznie stawiać granice. Bez uśmiechu
wytopionego w nylonie.


Odpoczywaj w przedpokoju

Wreszcie wiosna. Wychodzę na podwórze i wyjmuję
z warsztatu ojca leżak (nie jest jeszcze gorąco,
ale można się opalać, jak się coś podłoży).

Kładę się w słońcu. Przychodzi mama i mówi,
że leżę na prześcieradle, którym przykryto babcię,
gdy umarła. Myślę wtedy o wszystkich chorobach,

które odeszły razem z nią, kolorowych tabletkach w kasetce,
pożółkłej skórze. Zapachu rzadkich włosów na poduszce.
O słowach, które nie wyjdą.




Dorota Szatters

Starosek

babci Lucy i dziadkowi Pietrkowi

ma 80 lat
wszystkie zęby, okaleczoną rękę, zniszczony kręgosłup i pamięć
ledwo chodzi, ledwo poznaje
ale gdy na kościelnej wieży zegar wybija dziewiątą
prostuje się i idzie do roboty
na nocka, na gruba, na Buchac,
jak co trzeci tydzień, przez czterdzieści sześć lat
przez drzwi, ajnfart, na droga
i w lewo, prosto i pod mostem, i zaś prosto, przez pola na skróty
w halpkach, w śniegu i błocie,
z bajlagom w kabzi

już nie pamięta imion dzieci ale pamięta nazwę kopalni
już nie czuje smaku chleba ale wciąż na języku ma smak
węglowego pyłu, który go pobudza i uszczęśliwia
znowu jest richtig ślonski chop
twardy, niezniszczalny
krew przeciska się przez zwężone żyły
dociera do tętnic szyjnych, różowi policzki,
Kaj mom koszula?
Kaj mom galoty? woła z komory
Luca, dej mi hozontregi!

krok na co dzień drobny wydłuża
dłonie bez bólu prostuje
buty na zdeformowane stopy na odwrót zakłada
Jakoś dojda – myśli zakłopotany swoją niesprawnością
Zrobiyłaś mi sznity z fetom? Luca, gdom do ciebie!

A Luca siedzi na stołku przy wygasłym piecu i płacze
Pon Bócku, miyj nos w swoi opiece.

Po dziesiątej, po drugiej zmianie na Buchacu pilnować ojca przyjdzie Truda
Luca już nie ma sił





Sława Sibiga


*
pamiętnik babci –
tam gdzie wpis o powstaniu
jego imię


*
dziura w dachu
odziedziczona po babci
wiosenna pełnia




Renata Iwaniec

Nie wiem jaka broń będzie użyta

w trzeciej wojnie światowej, ale czwarta będzie na kije i kamienie

Albert Einstein

mój dziadek miał wiele orderów
wieszały się po każdej wojnie
zadziornie i uszczypliwie szeptał:
co ty wiesz o życiu

babcia po cichu wciskała pieniądze
za porzeczki zbierane w ich ogrodzie

zrzędliwy gorzki jak tułaczka chłopa po gnoju
chyba mnie nie lubił przez niecne wojny
pierdział na progu za pamięć
na dobre czasy moje




Joanna Fligiel

Wiersz o ptakach, albo kotach, albo wierze

Mój dziadek Henryk kochał
ptaki i nienawidził kotów,
bo człowiek musi kochać i nienawidzić,
wtedy jest prawdziwy.
Nigdy
nie wpuściłby kota do domu.

Potem umarła babcia,
chociaż była młodsza od dziadka,
o całe dwanaście lat, więc
dziadek nie rozumiał dlaczego.

Babcia była pokręcona,
dosłownie i w przenośni,
więc nikogo to nie dziwiło,
oprócz oczywiście dziadka,

ciągle powtarzał,
aż nie chciało się go słuchać
„specjalnie wziąłem młodszą żonę,
żeby mnie pochowała”.

Dziadek myślał już o pochówku,
kiedy miał trzydzieści trzy lata,
a babcia dwadzieścia jeden.

Dziadek nigdy nie ośmielił się
zwrócić do babci „Ptaszku”,
zawsze mówił do niej Halina,
choć w dowodzie jak wół stało Helena.

Nigdy też nie powiedział
do babci „Kotku”,
choć babcia kochała koty,
a nienawidziła na przykład:
gołębi.

Refren:
bo człowiek musi kochać i nienawidzić,
wtedy jest prawdziwy.

Kiedy umarła babcia,
przyplątała się kotka,
pokręcona jak babcia
przed śmiercią
przez gościec.

Dziadek tylko stał i patrzył
jak kotka wchodzi do domu
wychudzona jak babcia
po obozie
koncentracyjnym.

Gdy zobaczyłam tego pożal się boże kota
z pożal się boże dziadkiem, który ciągle powtarzał,
że nie po to wziął młodszą żonę,
mogłam już tylko powiedzieć:
„pożal się boże”,

choć wówczas ciężko było
mi już uwierzyć
że boże może się pożalić
nad kimkolwiek.
Ale nigdy nie mów nigdy.

Ale to nie koniec.
Dziadek
jeszcze przeżył
kota,
syna,
zięcia
i mojego ojca.

Byliśmy pewni,
że przeżyje wszystkich
i wtedy lekarz zignorował objawy.
Nienawidzę tego lekarza.
Refren.




Janusz Solarz

Bramy raju

Jedna z pierwszych kolacji w wigilijny wieczór
trwała aż do dwunastej, bo ponoć w powietrzu
mroźnej zimowej nocy, raz na rok od święta,
miały ludzkim językiem przemówić zwierzęta.
W nocnym eksperymencie brał udział pies z kotem,
chomik, dwie złote rybki i koza pod płotem.
Kiedy wybiła północ i wzrosło napięcie,
a babcia z aparatem czyhała na zdjęcie,
pies zaczął wąchać wiecheć kociego ogona,
kot syknął, pies zawarczał, bo w pobliżu gonad
wzrasta wrażliwość zwierząt na niebezpieczeństwo.
Komentarzem do zdarzeń stało się przekleństwo,
które wypsnęło się z ust smarkatej sawantki
i nie było świadectwem pracy guwernantki.
Potem przyszło olśnienie: “Już wiem, co to znaczy.
Dorosłym jest wygodniej wszystko przeinaczyć.
Każdy miesiąc dowodzi, a nie tylko grudzień,
Że dar mowy zwierzętom zawdzięczają ludzie.”




Aglaja Janczak

Kołyska w korzeniach. Obchód.


1.
dobry wieczór
pozdrawiam:

hortensje rdest lilak gladiole agapanty
eustomę zwaną dzikim dzwonkiem prerii
ostróżki jak niebieskie szyjki napuszonych ptaków
i dalie – wdzięczne kryzy katedralnej rozety

zastygam bez ruchu w ciemnej toni stawu
gdzie senne pod trzcinami rdzawe zeppeliny -
nieme królowe niewidzialnych miast
liczą

żółtobrzeżki
zgubione guziki


2.
wakacje pachną sokiem
traw, liści i śliwek
c o ś
patrzy zaczepnie w rozbestwionych
korzeniach

dziadek drzemie zmęczony na bujanej huśtawce
babcia idzie przez ogród
a za nią idzie
ziemia




Izabela Fietkiewicz-Paszek

Moje Braniewo

Między sierpniem a sierpniem upływało wtedy kilkaset
prawdziwie różnych dni. Jeśli coś przeciekało przez palce
– to jedynie woda w strumieniu. Było się z zapartym tchem.

Zapach maciejki uwodził w ciepłe wieczory, jasne
Wielkim Wozem (dopiero co wspólnie odkrytym) i światłem
latarki, sekretnie przechwyconej z dorosłego pokoju.

Komnata posiwiałych kufrów. Powleczony pajęczyną świat kusił
i straszył. W gąszczu rdzawych narzędzi (ich przeznaczenia nikt
nie dociekał) rozbrzmiewał nasz śmiech. Po latach chciałam
wsłuchać się w jego echo – stojąc pośrodku pustego garażu.

Przy stole zawsze było dość miejsca dla wszystkich,
w cudowny sposób. Jedynie babcia nie wydawała się
starsza z każdym rokiem, tylko chodziła jakby wolniej,

zwłaszcza do bramy, żegnać, przed odjazdem. Co rok
na zawsze. Babcia. Jej powiekami bezszelestnie
zamknęło się nasze dzieciństwo.

Najbardziej ściska za gardło tamta pewność.
Czasem jeszcze próbujemy jej odszukać.

2005/2019




Dorota Nowak

dziadek

odwiedzał nas cztery razy w ciągu roku
w marcu czerwcu wrześniu i grudniu
jakby postanowił że nowe musi zacząć
od ucałowań od rachunku sumienia

mama mówiła że w wielkim mieście
z którego dziadek przyjeżdżał do nas
na uwagę zasługuje rynek i stragany –
miejsce rodzinnych spotkań do rana

miałam metr czterdzieści pięć wzrostu
gdy po raz ostatni pojechaliśmy do niego
zostawił po sobie fajkę – cichego zabójcę
świadectwo bezradności babci

pamiętam jedynie zawstydzenie
gdy na powitanie całował mnie w rękę




Katarzyna Brus-Sawczuk wnuczka Heleny

Była polonistką

trzymała mnie za słowo
znajdowała słowa
wybierała je
jak dojrzałe pomidory
w sierpniu
-słowami łagodziła
słowa szanowała
dzięki niej
posługuję się słowami[HELENA]




Grzegorz Malecha

/Babci Irenie/

zdziwiona patrzy na twój uśmiech

budzisz się
być może ostatni raz
masz okazję

przyjrzeć się twarzy pielęgniarki
jej zręcznym rękom z których

morfina smakuje jak kompot wiśniowy
- mama cię gani że pijesz prosto z garnka

nie pamiętasz jej głosu
ale wiśnie na pewno znad Dniepru

oczami staruszki patrzy na nie ośmiolatka
zbliża się maj - kwitną
niedługo dojrzeją
wypełnią

smakiem jej usta




Danuta Bartoszuk

w odwrocie

czy poznałabym ciepło babci
gdyby Pelagia nie pospieszyła się z odejściem

nasze dzieci
babka Elżbieta stosowała bezpardonową selekcję
nie miałam miejsca na liście obecności
córka córki to za mało na coś więcej niż geny

nasze dzieci po latach powracają echem
inna babcia inne wnuki
tylko syn córki wyautowany
jak kiedyś jego matka

gdy koło historii
przejeżdża po odciskach
z pokerową miną pokazuję środkowy
i przytulam jedynaka




Ewa Świąc

Jak dziad, to i baba (sztuczna chmura nad garnkiem)


Widzisz ją nad garnkiem, bez kontekstu. Duży garnek i chłodny fartuch - tak myślisz, bo skąd mogłabyś wiedzieć,
że jest chłodny - sztuczny jedwab, upstrzony niebiesko-białymi zygzakami.

Powyżej ramion czerwone pajęczyny - wyobrażasz sobie pająka, który chwilę temu drążył kanaliki pod cienką skórą.
Podążasz wzrokiem za strużkami potu, niemal czujesz, że są mokre.

Błyszczy, wszystko błyszczy. Tłuszcz wytapiający sie z pulchnego policzka, biel, niejednoznaczność szelestu
pomieszanego z lepkim, oczka na powierzchni talerza. Parzysz język.

Szelest zostaje w kącie, porzucony w koszu z brudną bielizną. Z tobą już zawsze - chłodne na ciepłym,
więcej chłodnego niż ciepłego, a potem na odwrót, ciepło - zimno. Zimniej.

Widzisz ją w garnku, biały korpus, tłuste oka
kleją się do ust.




Ewa Frączek

Poemat dla twórców świata

I.

lata trzydzieste czterdzieste. z niepotrzebnym
zrób co chcesz


opowiadają żarty tłumaczą puentę. palec
chwieje się nad smartfonem jeszcze potrafią
celować w prawnuka pokazywać rozmazaną plamę
nudzić dolewać, a jeśli dokładać to rękami
żon, zosiu kupiłem udko kurczaka
na ulicy tej, wiesz której, podgrzej. hitler przytulił ich
ramionami pełnymi arszeniku i octu, ale
trochę na niby. mała żydówka z pierwszej be nigdy
się nie pojawiła w ponownym życiu. kwitują fakt
wzruszeniem ramion, tak było i już, po co gadać.
msza z radia i litwin na banknocie lepkim od ulanej
kawy, taki prezent dla trzydziestoletnich wnuczek po tym jak
podgrzały kurczaka same a zosia oczami przypominającymi
kropki, wgłębienia w chlebie, oddalała się
od tu i teraz. ach jacy byli
szarmanccy tańczyli na deskach ustawionych
naprędce w małomiasteczkowym błocie i cała sala śpiewa
z nami. i dobrzy byli wszyscy jeśli nie bili i źli byli
jeśli robili to często. oto definicja
szczęścia.

II.

lata pięćdziesiąte sześćdziesiąte. jak wyżej

jeszcze znają zasady godowego tańca. idzie im dobrze
oto moje skromne zdanie. choć wierzą że na doorsach
skończyła się muzyka mogą jeszcze wsuwać rękę w majtki
sekretarki, na serio za jej przyzwoleniem. mogą zacząć od nowa
dajmy sobie szansę na drugie życie i nie widzieć, że trochę to głupie
tak wciągać brzuch, pakować walizki
kupione ze wspólnego. swoje dzieci lubią
starają się przy nich nie mówić że ekspresso nie pytać
co to podcast. piją wino. wódą z barku ojca gardzą
tak bardzo że gdy nikt nie widzi czerpią z niej garściami, święte źródło
ułudy i rozkroku, chwila słabości tajemnicy. jak to
że szli w białym marszu po postrzale papieża jedynego polaka
i śpiewali że chcemy boga w książkach szkołach milicyjna pało. dziś
gumkują zawzięcie wszystkie czarno-białe fotografie stamtąd
myśli stamtąd, fryzury stamtąd, szerokie nogawki i plamy
potu pod pachami. i jeszcze nogi nieogolone przyszłych
teraz przeszłych żon.

III.

lata siedemdziesiąte osiemdziesiąte.
więcej nie pamiętam


wiedzą że na doorsach nie skończyła się muzyka
a mimo to różnią się nadto
między sobą. wspólny mianownik jak jednorożec
socjologowie szukają haseł i są zbyt śmieszni by mogli coś o nich
powiedzieć na serio. o ich korpokarierach inteligencji sztucznej
a prawdziwej. z trunków powszednich tylko trawa. umór wyłącznie
w weekendy, to ci bogatsi. biedniejsi żyją presją lub udają
artystów i piją co dzień. ich samiec alfa gotuje płodzi
i przewija. ich samiec beta nie daje rady gdy ona mu mówi
że jeszcze kibel jest brudny. przed dziećmi klęczą seplenią
ciaciapacia buzi buzi a dziecko go jeb łyżeczką w oko.
i tak to wszystko na kredyt, a jeśli ktoś kogoś zostawia
w tym bajzlu nie dość patriarchalnym
to jednak ona. cuda się zdarzają podobno
co trzy pokolenia.

IV.

i później

nie wiem, a bym chciała spróbować, razem z ich weganizmem.
ale nie ta kolejność, nie ten wektor, jak macron
to tylko we francji. dotykam kijem na odległość i słyszę
fajerwerki, kuba wojewódzki szoł, słowa jako aparat do robienia
puent a przecież przyjaciele to nie wasza bajka, synku
od komiksów avengersów seriali netflixa,
jeszcze (może na szczęście)
samotny czytaj wolny.




Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
6,020,755 Unikalnych wizyt