Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Barbara Janas-Dudek,...
AGLAJA JANCZAK
#16DniPrzeciwkoPrzem...
Wiersze depresyjne. ...
ciało na wakacjach
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

#16DniPrzeciwkoPrzemocyZeWzględuNaPłeć

#16DniPrzeciwkoPrzemocyZeWzględuNaPłeć




Wioletta Grzegorzewska - Czerwone liście derenia



Gdy czerwienieje dereń w moim obcym domu,
myślę o tych kobietach, które wieczorami
bez pozwolenia kleru, państwa i współwinnych
przechodziły przez ciemną bramę do gabinetów
Medyka przy Alei Wolności i modlę się z nimi o hostię
Postinoru, i śnię o Tobie, szesnastoletnia,
która z testem ciążowym chciałaś stać się lżejsza
od powietrza po tym, jak wierząca matka
wyrzuciła Cię z domu, wiedząc, że uwiódł Cię
i zapłodnił pachnący Old Spicem wujek, ksiądz;
i o Tobie Katarzyno znad Wisłoku,
która w czasie wojny błagałaś, by siódmy płód
wsiąkł razem z zakażoną krwią w klepisko stajni,
gdzie kilka tygodni wcześniej powiesił się Twój mąż;
i o Tobie, która po zbiorowym gwałcie umierałaś
w sąsiedniej sali szpitala w Lublińcu,
gdy ja zatruta rtęcią i dłońmi lekarza, wymiotowałam,
tonąc do północy w soli fizjologicznej,
aparatura piszczała jak przejście dla pieszych,
a Twoje wyparte ciało stało się moim ciałem.



Ija Kiwa - Śniadanie


przełamany przez ciebie chleb mówi ludzkim głosem
pierwsza połowa głosem matki
zapewnia że kocha cię

martwa miłość martwej matki kocha cię
martwi kochają cię
martwe matki kochają cię
milczysz i czkasz
odkrywasz w kieszeni trupa Jurija Gagarina
zapalasz

i druga połowa głosem zgwałconej przez ciebie dziewczynki
zapewnia że za nic nigdy cię nie pokocha
życzy śmierci tobie i twojej matce
twojej jebanej matce
wyjebana przez ciebie dziewczynka twojej jebanej martwej matce
co rano przekazuje pozdrowienia przez radio

milczysz i czkasz
odkrywasz w kieszeni trupa Giermana Titowa
zapalasz

w oczekiwaniu na swoją mowę oskarżycielską


Z języka rosyjskiego przełożyła Aneta Kamińska




Dorota Szatters - pytanie


głodu
nie uśmierzy chleb
wciśnięty w gardło

pragnienia
nie ugasi
krew z rozbitych warg

potrzeby dotyku
nie zaspokoi
zaciśnięta pięść

nie wiedziałeś o tym?

tato




Marta Stępniak - Sfumato

im więcej zastaw stołowych przybywało w naszym domu
tym mocniej matka popadała w smutek

zmarszczka między jej brwiami przybierała monstrualnych
kształtów i wielkości

niekiedy wpadała z wycieńczenia w fotel
łagodniały jej oczy na tle zielonego pluszu tapicerki
wyglądały jak dwie perły

zmieniała się wtedy w jaszczurkę

trudna do odróżnienia jakby spowita tłem ścian obiciem fotela
tylko te oczy nieobecne zatrzymane

prawdopodobnie na trzeciej wazie do zupy szesnastym talerzu




Inna Zawhorodnia – dwa wiersze


Muza 1

(delire de toucher)

Ze mną można wszystko! Wszystko!
Tylko nie można mnie dotykać.
Boli mnie każdy dotyk.

Jestem bańką mydlaną.
Jestem porcelaną.
Jestem zainfekowana.
Jestem wyobrażona.

A tak – możesz pozwolić sobie na wszystko.
Tylko nie dotykaj mnie.
Przecież nie chcesz mnie skrzywdzić?
Nie możesz chcieć mnie skrzywdzić.


Muza 2

(jeśli uderzą cię w jedną nogę –
nadstaw drugą)

Biłeś mnie czy nie,
Czy po mnie malowałeś,
Ale na plaży wszyscy myślą,
Że jestem ofiarą przemocy domowej.
Na lewej nodze mam
Siniaka koloru morza przy brzegu.
Na prawej nodze mam
Purpurowy zachód słońca nad morzem czarnym jak dziupla.
Kobiety wiedzą na pewno, że biłeś,
Oceniając na oko, ile musiałeś wtedy wypić.
Mężczyźni wiedzą na pewno: biłeś.
Nie wiedzą tylko, dlaczego po nogach.
I kobiety, i mężczyźni starają się
Nie zatrzymywać na mnie wzroku,
Ale przyciąga go jak magnes,
Bo tam w siniakach jest moja krew,
W której jest dużo żelaza.
Dziuplę można zakryć,
Kładąc lewą nogę na prawą,
Ale wtedy na mojej lewej nodze
Odsłania się błękitne oko.
Kobiety patrzą na mnie
Ze smutnym współczuciem.
Mężczyźni myślą o tym,
Czym to tak zawiniłam.
Będę kwitnąć jeszcze cały tydzień.
Po raz trzeci tego lata zakwitnę.
Na prawej nodze będę mieć
Purpurową różę Kairu.


Z języka ukraińskiego przełożyła Aneta Kamińska




Jan Stępień - Zakazana miłość

Ta miłość
ma swoje granice
w słowach
w ludzkich spojrzeniach
które bardziej kaleczą
niż rzucony kamień
Ta miłość wymaga
wiele odwagi
by iść z nią ulicą
wśród zgorszonych




Marianna Kijanowska – dwa wiersze

***

On po prostu nie wyłącza nigdy światła
Perkusyjne pałki palców
Na poduszce na prześcieradle
I takie błony bębenkowe
Co cały czas zsuwają się gdzieś w dół
Jak twarz wbita w kołdrę

Cicho cicho jak gwoździk siedzi
Gdzie go posadzono
Rodzinny grobowiec
Łóżko
I parapet

Będzie znów kupował mi
Suknię suknię bieliznę

A na gardle zamek
I na sukni zamek
Na bieliźnie zamek
Na bransoletce zamek
Mówi że zamilkł na amen

Białe ściany amok
Dziesięć dni ani słowa

Metalowymi obręczami

Naciągnięta skóra
Podcięte ścięgna
W śluzowce
Wycięty otwór
Dla ruchu powietrza

I drugi do seksu


***

dobry seks to po prostu twoja robota

lepiej być żoną Lota
a nie córką

żelazne słupy ciśnienia atmosferycznego
soli kryształy układają się w soczewkę miłości
koncentruje się wzrok żeby lepiej widzieć
kapilary autostrady P07 dochodzi do granicy z Rosją
pojedziemy na łono natury
sama wiesz podnieś oczy ubierz się
ubierz się mówię

krwiak za tydzień zazieleni się

fotosynteza jest kiedy ból bierze się z niczego
kobieta jest jednym z ważnych źródeł białka


Przełożyła Aneta Kamińska





Anna Dwojnych - Musisz się przemóc


blizny jak klipsy
czasem uciskają
albo wtapiają się
w skórę obok zmarszczek
linii papilarnych
znamion rozstępów
tak właśnie, skórka
pomarańczy (każdy
ślad coś przecież znaczy)
takie wzorki mamy
siostry córki mamy
dziś je widzą jutro zmilczą
(bolało-przestało)
przed wyjściem z domu
elegancko rozetrzyj
tylko przypadkiem nie zedrzyj!
przecież ktoś ci je zostawił
kochanie, jak zostawił
to kocha




Ronelda Kamfer - Porządne dziewczyny


Porządne dziewczyny nie dołączają do gangów
w wieku trzynastu lat nie zachodzą w ciążę
nie ubierają się jak kolesie
nie palą trawki
nie robią amfetaminy
nie uprawiają seksu ze swoimi nauczycielami
czy z taksówkarzami
nie pracują w supermarkecie
nie są sprzątaczkami
porządne dziewczyny nie mieszkają w Cape Flats*

*dzielnica w Kapsztadzie dla kolorowych owiana złą sławą


Przełożyła Agnieszka Wiktorowska-Chmielewska



Wioletta Ciesielska – trzy wiersze


a kiedy umrze

zbytku potwory
wciągną za obraz
ubraną w mahoń
zapiętą na ostatni gwóźdź
pozłotko laureczka
dla nieodżałowanej żony

zabliźnią się rany na nadgarstkach
w dłonie jej włożą różaniec
z zaciśniętych pięści
wreszcie będzie wyglądać jak człowiek
w oczach klepiącego zdrowaśki
u wezgłowia


samica

kolczatka wrośnięta w kark
haki do wewnątrz
zęby obnażone
szczery uśmiech po same kły

każdy klucz może otworzyć drzwi
każdy kundel ma prawo do pokrycia
ozdobna obroża przypięta
krótką smyczą do kaloryfera

na starość spacer w jedną stronę
do domu seniora


open bar

na języku smak coli
bąbelki uderzają o nozdrza
darmowy procent
wraz prezentem od kolegów

matka w oknie
jak madonna na szybie
już od lat folklorem obwoźnym
portretem pytania
głucha na odpowiedzi
nuci

'o pozwól
Czarna Madonno
w ramionach
córce się skryć'




Iryna Wikyrczak - Gipsowy sześcian


ty drapiesz mnie od środka

ostrymi kątami
białego gipsowego sześcianu
taki kłujący i niepodatny

taki sześcian pamiętam
ze szkoły plastycznej
stawiano na niego
owoce i dzbanek – martwą naturę
i wtedy szuraliśmy ołówkami
po papierach i sztalugach
każde z nas – swoim stylem

teraz jestem właśnie taka pusta
jak sala do nauki rysunku
z wyglądu – tylko ściany i sztalugi
jak szuranie – na słuch

bo ty wydrapujesz mnie od środka
bo ty żyjesz w mojej otoczce
która robi się coraz cieńsza
od każdego uderzenia ostrym kątem
po tym miękkim i kobiecym
co pozostało z mojego wnętrza
jeszcze trochę – i rozsypię się
zrujnowana twoimi wyrzutami
i zostaną tylko oczy –

przez nie od nowa siebie utkam


Z języka ukraińskiego przełożyła Aneta Kamińska



Anna Luberda-Kowa - zagnieżdżony


zagnieździłam w sobie rój
dobija się wściekle w mojej piersi


nad moją głową spokój
twój ruch – rozbijasz
jak z wielkiej piniaty sypią się paski starych słów
wygniecionych w dłoniach rozmazanych drukiem
opadają jak bury śnieg
milczenie w środku mokre od soli

otwieram usta
nie patrzysz na mnie

dotykam klamki
przełykam miód




Jerzy Fryckowski - Dziewczynka z balonikiem w komunijnej sukience

otwarte usta już się nie dziwią przecież to tylko Chrystus
smakuje jak chleb tyle ze bez margaryny Delma
która w reklamie uczyła mamę jak smarować
by starczyło do kolejnej przepustki tatusia

Wszystkie dzieci wybiegają w okolice stadionu by pokazać
jak szybki jest rower i sprytne rolki
ile piosenek zmieści empetrójka
i jak laptop zamienia świat w globalną wioskę

A na ulicy Fabrycznej balonik leci w świat
jest nie tylko lżejszy od powietrza
ale od oddechu tatusia błąkającego się po szynach
po zaszczanych dworcach pospiesznie szykowanych na euro
po przystankach bez wiat pędzących z tą samą prędkością w ciemność
co ostatni film Agnieszki Holland

Dziewczynka w komunijnej sukience orgazm ma już za sobą
przyjemności tyle co z trzech fajek wypalonych w szkolnym kiblu

szklane oczy tatusia jak u wypchanego niedźwiedzia w nadleśnictwie
(gdzie była z panią od przyrody)
przypominały telewizyjny zapał pułku który zrekonstruował
Cud nad Wisłą i wielką rolę Najświętszej Panienki

Kiedy pod dniu pełnym wrażeń wszyscy nocowali w salce katechetycznej
imienia Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego SOKÓŁ
dziewczynka z biało-czerwoną opaską powyżej łokcia
naprawdę wielokrotnie próbowała

Nie wzleciała nigdy




Kateryna Kałytko - Kobiecy klub



Rusałeczka wytężyła wyrzeźbione bicepsy, kierując wózkiem inwalidzkim.
Po prostu dla śmiechu wsuwa uschnięte nogi w nowe buty,
owija się szalikiem. Jaskrawa szminka, słuchawki,
głos Roberta Planta wzrusza do łez.
Własny ochrypły, ledwie słyszalny. Zresztą,
kierowcy autobusu nie trzeba wołać,
już się przyzwyczaił i wnosi ją sam.
Zobaczyłby to były ukochany, teraz bazarowy pijaczyna!
Proszę, mężczyzna niesie ją na rekach. A ten krzyczał,
że jest niepotrzebna nikomu – kiedy toczyła się po schodach,
toczyła się i łamała, a on patrzył z góry.
Schodów nienawidzi. Za każdym razem denerwuje się brakiem podjazdów.
Podciąga się na rękach, trzymając poręczy:
schodek, jeszcze dwa schodki, nareszcie winda.
„Morze jest teraz takie nieosiągalne” – nagle myśli – na moment traci dech.

Żmijka Ołenka zbiera pieniądze
na operację plastyczną – już szósty rok
słoik z etykietką „Na marzenie” tłoczy się na stoliku,
przy którym parzy kawę. Jaskrawa bluzka –
za każdym razem z długim rękawem i gruba warstwa makijażu.
Przechodnie przyglądają się jej twarzy i pośpiesznie odchodzą.
„Jakie jest to pani marzenie?” – spytał jeden i ona, jak głupia, rozpłakała się.
Nie, nie da się zapomnieć, jak skręca z bólu pełną blizn skórę przed świtem,
jak jedno po drugim odpadają odwieczne skrzydła;
przeszczepić pamięci o tym, jak on, zasłaniając jej dłonią usta, przyciska twarzą
i plecami do rozpalonego żelaza, syczy,
że zabraniał jej wychodzić z domu w tej sukni; zdradziecka żmija!
Zdradziecka i kusząca, ale więcej już nie będzie.
W słoiku „Na marzenie” do wieczora – prawie sto dwadzieścia hrywien.

Królowa Śniegu walczy o wprowadzenie
Protokołu z Kioto. A także z depresją.
Bitwę po bitwie przegrywając z globalnym ociepleniem
i czarną dziurą w środku, szaleje w klubie,
sączy Błękitną Lagunę: kolor koktajlu przypomina jej
rodzinne lody. Młodziutcy chłopcy
zachwyceni patrzą, jak tańczy, jak ruszają się łopatki,
drobne i srebrne, w rozpaczliwym dekolcie.
Ona prowadzi ich do domu, za każdy razem coraz młodszych,
chce być gorąca w łóżku, ale rano
zawsze jest sama w białej zaspie kołdry.
Najpierwszy – ten drogi i młody, daleki –
z obrzydzeniem nazwał ją martwą, lodowatą.
Ona mu wierzyła jak nikomu. Wierzy do tej pory.

Elza głaszcze najmniejszego brata – bardzo nerwowy po amputacji –
rękaw koszuli na węzeł zawiązuje. Jacy to już mężczyźni
z dwunastoma braćmi – to ich dzieci z odrą albo ospą wietrzną,
ich żony niewierne albo po prostu histeryczki.
Zresztą, bracia mają jeszcze takie wysokie wymagania:
cnota siostry nie sprzedaje się za bezcen.
A po wszystkim
mniejszy wychodzi rano z sypialni z pustym rękawem,
patrzy jak dziecko i Elza za każdym razem płacze.
Do tego zupełnie nie może się pozbyć alergii,
ręce pokrywają się pęcherzami dosłownie od wszystkiego.
Ścisła dieta, kremy, zestaw kolorowych
gospodarskich rękawiczek – i nic nie pomaga.
Wstyd wyjść do ludzi. No chyba że tutaj.

Amaranta przychodzi, niosąc jak niemowlę obandażowaną rękę.
Od progu patrzy wyzywająco. Mówi – chciała poczuć, jak pachnie piekło,
ale nieszczęście w tym, że piekła tak naprawdę nie ma.
Ty, Ołenko, wiesz: oni nas po prostu jedzą,
nasze życie to ich codzienne potrawy.
Ryba, drób, sałatka z pokrzywy, smażone mięso, lody –
słyszycie, jak chrzęścimy na ich mocnych zębach.

„Znowu się upiłaś!” – Rusałeczka marszczy brwi, odwraca się plecami.
Elza chowa ręce w kieszeniach; z nawyku w towarzystwie milczy, żeby nie wybuchła kłótnia.
Królowa Śniegu pali; mentolowy zapach papierosa
dzisiaj denerwuje wszystkie.
Żmijka Ołenka siada obok, obejmując Amarantę za ramiona.
Ona też pamięta, jak pachnie własne palone mięso.
Ona też by chciała, żeby istniało piekło,
ale piekła nie ma, tylko ta
grupa terapeutyczna,
do której zawsze spóźnia się psycholożka
Ma dzieci – siedmioro. „Siedmioro miłych krasnoludków!” – za każdym razem gruchocze.
Wszystkie – kochani chłopcy.


Z języka ukraińskiego przełożyła Aneta Kamińska




Dariusz Jacek Bednarczyk - Kobro

ze szkła korka drewna giętkiego metalu
gdyby jak matematycznych wyliczeniach
udał się przerzut do Paryża
nie musiałaby potem szukać na wysypisku?

Strzemińskiego – granat rękę i nogę –
w moskiewskim szpitalu a od 22 w Polsce
którego środowisko jako żonę
za to na ulicy: „Kacapka”!

ze szkła korka drewna giętkiego metalu
harmonii w proporcjach
by otworzyć na przestrzeń
musi zerwać z posągiem

listę białej emigracji – dla córki
chrzci w cerkwi
jednak po apelacji – niewinna
przecież zawsze podawała się za Rosjankę

ze szkła korka drewna giętkiego metalu
obliczeń rytmu czasoprzestrzennego
zaledwie dziewięć…
czy dlatego znajomych prosiła o przechowanie?

smaruje chleb i temperuje ołówki
zimą ciągnie na sankach
„absolutnie partnerski intelektualny związek”
okupacja – bija ją szczudłem

ze szkła korka drewna giętkiego metalu
udany przerzut z macicy na miednicę
po ośmiu miesiącach krzyku
pozwala wreszcie zamknąć w sobie przestrzeń




Joanna Fligiel - Być jak pchła


Nie myśl o diecie, kiedy jesz
kolację z dwustukilogramowym gorylem.
I tak goryl dmuchnie ci w twarz
dymem z cygara.

Taka demonstracja statusu seksualnego,
przypominająca rozkraczoną małpkę sajmiri,
która wpycha penisa każdemu
podporządkowanemu osobnikowi.

Skacz sprawnie, jak pchła,
z tematu na temat.
Goryl zacznie się wiercić,
wyglądać jakby chciał się podrapać.

To z powodu penisa. U pchły
stanowi on jedną trzecią długości
ciała i posiada dodatkowe gadżety
łaskocząco-stymulujące.

Goryl, z pięcioma centymetrami
w erekcji, nie ma z pchłą żadnych szans.








Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.




WEŹ UDZIAŁ W STWORZENIU IMPERIUM SNU – PODZIEL SIĘ SNEM! Artystka Justyna Gruszczyk zaprasza do dzielenia się snami, które dzieją się w Katowicach – akcja jest częścią projektu IMPERIUM SNU, realizowaną pod patronatem Galerii Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach, gdzie odbędzie się w ramach cyklu „Drobnostki”. Najciekawsze literacko sny publikujemy na stronie ŚSG: SNY O KATOWICACH Więcej na blogu: www.imperiumsnu.blogspot.com. Polecamy!


użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
5,038,003 Unikalnych wizyt