Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Wiersze depresyjne. ...
ciało na wakacjach
Dzień Ojca - 2017
TRYPTYK TĘSKNIĄCY - ...
KUJAWIAK Z OBERKIEM ...
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

21 stycznia - Dzień Babci

Janina Górecka

Niepokorne dojrzewanie

Danielowi


Czujesz ten pęd? To mustangi
grają kopytami o prerię, co sięga
stąd po horyzont i dalej,
dokąd uniesie na grzbiecie los,
którego nie umiesz przeczuć.
Już widzę potrzebę jazdy na oślep.
Uważaj, uważaj, chłopcze, ucz się
trzymać krótko cugle narowistych koni.

Otwieram przed tobą złotoczerwoną
przestrzeń, tam umieściłam cel. Pędź!.

Jestem obłokiem, otoczę mgłą
niebezpieczne parowy, czuwam,
byś nie stoczył się w przepaść.
Jestem wiatrem nad doliną, chłodzę,
gdy skwar dopieka. O świcie budzę
zorzę i noszę w sobie tę szaloną,
niebezpieczną młodość.

Nigdy nie odejdę, mam na imię babcia,
z najwyższej góry zawołam ciebie.
Wytęż słuch!



Elżbieta Binswanger-Stefańska

Moja babcia a Mrs. Woolf


Moja babcia nie była jak Virginia Woolf,
zresztą Woolf nie miała dzieci
a moja babcia miała ich jedenaścioro
i choć piątka nie dożyła dorosłości,
wnuków i prawnuków ma tyle,
że trudno spamiętać imiona.

Jednakże ja dzieci nie mam
zupełnie jak "panna Virginia",
a moją babcię łączy z English writer,
że utonęła w rzece jak ona,
to przecież nieczęsta śmierć,
tak zanurzać się w jej ramiona.

Babcia, od dawna wdowa, była stara i chora,
i nigdy się nie dowiemy,
czy do końca świadoma,
gdy opuszczała tamtym świtem dom,
a dzień zapowiadał się szary, krótki, styczniowy,
żadnego listu: "Żegnam, taka jest moja wola".

Zatrzymała ją rzeka i mróz,
i tak ją po długim szukaniu
skutą lodem znaleziono,
zastygłą w figurę lodową.
"Czy to pogoda skłania do samobójstw?" -
pytała Mrs. Dalloway rozglądając się dokoła.




Agata Widzowska

Rozalia

Rozalia umarła zgodnie z planem
nie za młodo więc logicznie
zdążyła
opowiedzieć o czym chciałaby zapomnieć
o wypchnięciu z pędzącego pociągu i kamieniach
wydłubywanych z gładkich ud i łydek
filarów ośmiomiesięcznej ciąży
o butach, w których chlupały krew i strach
bo moja matka także upadła na tory
amortyzowana przez wody płodowe i anioła
o zawszonych ubraniach kałmuków
i o szafie niewidce
bo był, a nie znaleźli między spódnicą płaszczem marynarką
zapachem naftaliny i partyzantki
o prześcieradle krzyczącym purpurą i osoczem ukochanego
syna
ubecja egzekucja ubecja egzekucja ubecja
echo echo
Rozalia umarła zgodnie z planem
nie za młodo więc analogicznie
zdążyła
pogłaskać mnie po głowie i dotknąć
śmiercią




Aleksandra Perycz-Szczepańska

ARTETERAPIA

Chciałabym znowu być małą dziewczynką,
patrzyć, jak malujesz dla mnie farbkami:
zanurzasz pędzel w kolorze, mieszasz z odrobiną światła,
a na papierze rodzą się żywe ogrody –
istne cuda.
I nie wierzę, że wszystko zostało stracone.
Przecież można coś ocalić z pożaru?
Pamięć nie wystarczy, to mniej niż za mało.
Ona jak złośliwy kustosz
chodzi za mną, otwiera puste pokoje i judzi:
Voilà! Nie ma ich!
Możesz dotknąć braku ludzi.
Chcesz ich? To sobie namaluj.




Katarzyna Marta Wiśniewska

odważna

(Babci)

najbardziej czekałyśmy na lato
biała piana z sadu ustępowała owocom
które obierałaś nożykiem a skórki
wiły się u naszych małych stóp
jak oswojone węże

pachniało świeżym mlekiem i mgłą
gdy z ziemi podnosił się wieczór
i cienie w ogródku po jednym twoim słowie
łagodniały wracając do postaci roślin

nawet ćmy były spokojne
i nie mówiłaś nic
bo wystarczyło światło starych lamp
leżące cicho
na twoich włosach




Elżbieta Lipińska


Babcia Haźbietka


Siedzi sztywno w pierwszym rzędzie.
Sepia czasu gasi czerwień korali,
przedziałek równo dzieli na pół czarne gładkie włosy,
w pomarszczonej pyzatości nadal czai się uśmiech.

A w tym uśmiechu:
tańce w remizie,
mokra od potu koszula.
Zdziwiony pobożny mąż pyta:
coś ty taka spocona, Halżbieto?
bo grzejesz, jak piec, Antosiu.

Jak miło wspomnieć,
nie szkodzi, że starość.




Radek Wiśniewski

Psalm do Świętej Sabiny

- Babci Karoli Wiśniewskiej

fragmenty

63 A kiedy ktoś roztaczał wizje ponure i pozbawione szans na dobry obrót
rzeczy, rzucałaś szorstko: „nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz”.

64 A kiedy przy Tobie ktoś narzekał, że źle się dzieje, spoglądałaś na niego,
póki nie zamilkł na chwilę, a wtedy rzucałaś cicho: „Oj, bluźnisz, bluźnisz”.

65 Sabino, która teraz jesteś instancją ostateczną, kiedy myślę, co byś mi
powiedziała, gdy tsunami równało z ziemią prowincję Aceh, kiedy trzęsienie ziemi
zrównało z ziemią pogranicze Iranu albo Nepal, albo Japonię.

66 A wiem, że nic mi nie powiesz, i to jest tak samo ważne, jak wszystko,
co można powiedzieć. Widzę tylko, jak siedzisz na ławce pomiędzy poniemieckim
zlewem z zimną wodą po lewej ręce a poniemieckim stołem po prawej.

67 Na stole leży gazeta; nagłówek donosi o trzęsieniu ziemi w Meksyku
i jest rok 1984. Nad gazetą trzymasz różaniec, patrzysz na zadrukowane litery,
a one układają się w tysiące ofiar.

68 O nic nie pytasz, nikogo nie obwiniasz, nikomu nie urągasz. I zaraz obok
jest Bóg. Niemy jak ściana w Twoim pokoju.

69 Nie wtrącał się, gdy zabijali Ci męża; milczał, gdy tych, którym nie udawało się
uciec zimą przez Irtysz, odrąbywano od ławek na pace ciężarówki niczym martwe sople,
który nie zmuszał Ciebie do trwania 50 lat we wdowieństwie.

70 I tym razem nie jest zbyt gadatliwy, i niewiele ma Tobie do powiedzenia,
chociaż przecież musi Ciebie słyszeć, bo jeżeli nie teraz, to kiedy, jeżeli nie
Ciebie, to kogo? A ty nie mówisz nic, chociaż poruszasz ustami.
I poruszają się paciorki różańca wokół Twoich dłoni.

71 Sabino, która straciłaś najpierw zmysł smaku, i wiele miesięcy kierowałaś się
powonieniem, chociaż ono mylnie wskazywało peweksowski krem do rąk
jako coś, co może smakować jak pyszne zielone jabłuszka.

76 A kiedy odeszło powonienie, wzrok podpowiadał, że pokost do drewna
wygląda jak herbata i można się go napić, a szampon wygląda jak sok
z agrestu, świeży, rześki, godny spożycia.

77 A kiedy odszedł smak, powonienie, kończył się wzrok, słuch, zaczęła odchodzić
szybko pamięć, przez co brakowało słów na wypowiadanie tego, czego i tak nie da się
wypowiedzieć, na przykład, że pada deszcz i drugi taki deszcz już nie spadnie.

78 Pewnie dlatego na ostatni śnieg w Twoim życiu mówiłaś, że to piach leciał z nieba
taki biały, a zaraz potem żachnęłaś się, że co ja głupia gadam – zielsko, zielsko leciało
dzisiaj z nieba. A myśmy głupi ci nie wierzyli.

całość - Link




Agnieszka Stanecka

moja babka odzyskała pamięć

przed Alzheimerem znała druty i wełnę
moja matka przyniosła jej wełnę i druty
moja babka robi wełniany szalik na drutach
odzyskała siłę
choć co dzień pyta: to szalik czy kamizelka




Marina Kretkowska

czekanie

stare kobiety powoli zanikają
przestają rozumieć być potrzebne

stają się uciążliwie opiekuńcze

podzielone na tysięczne błyski niechcianych wspomnień
drobnych uśmiechów łez miękkości rąk na czole

ich czas się rozpada
a my zanurzeni w jego pęknięciu
zapominamy że one żyją nie żyjąc




Zbigniew Milewski

Landszaft za szkłem

Babci Władysławie
1.

Chcę zobaczyć twarz na świętym obrazie w domu
starki Władysławy, lecz szumią w niej gałęzie
jabłoni lub przesłania ją cień drapieżnego
ptaka - częściej skocznej pliszki, spasionego
wróbla. A nocą rozpala się w niej księżycowe

gniazdo, gdzie ćmy próżno usiłują spłonąć


2

Wpatruję się w święty obraz z Chrystusem ocalały
z licznych pożarów domostw ojców i pradziadów
Władysławy. W święty obraz, który strzeże

od moru, biedy, upokorzenia. W święty obraz,
przed którym mnie wieszczyła starka Władysława,
że tego dnia gdy zobaczę twarz prawdziwą Boga,

stanę się umarły dla codziennych i cieni




Klaudia Wiercigroch-Woźniak

Królowa rodu

jedyna jaką osobiście całowałam w dłoń
niegdyś smukła betulaceae w koronie z warkocza
z surowym spojrzeniem chociaż nie wiem
czy wiedziała coś o norweskim klimacie
nawet nart nigdy nie miała na nogach a na globus mówiła
jaka śmieszna piłeczka
wojowniczka rodu znakiem krzyża przepędzała smutki i wrogów
zza miedzy
własnych fiordów

skurczył się nagle owoc winogronu
oddech wylewa się ślinką z fioletowych warg popatrz mówię
nie używałaś nigdy szminki a masz najmodniejszy odcień słów tej zimy

cedzę głoski przez dziury w zębach
odmierzam alfabet na języku wg zaleceń lekarza
wyciskam pot ze zdań
wszystkie pojedyncze

gdzie odchodzi gdy zamyka bramy spojrzenia coraz częściej
jak gdyby nudził ją nasz koloryt
lub raziła nasza przydatność

termin ważności




Dorota Nowak



kolejność


babcia mówiła że kobieta powinna nosić korale
najlepiej czerwone bo mężczyźni kochają czerwień
w torebce nosiła długi sznur pereł - dźwięczały
w modlitwie nazywała je wtedy paciorkami

mówiła że kobieta powinna nosić chustę -
podarunek od dziadka otulał głowę ramiona
przecierała nim starą fotografię gdy perły
płynęły z oczu gdy rozjaśniały wspomnienia




Jolanta Stelmasiak

Babcia

cień tamtej kobiety

drobnymi stopami
błądzi gdzieś
w zaświatach

potyka się o dywan

za wysokie progi
na stopy aniołów




Joanna Fligiel

To będzie wiersz o jeszcze żywej babci, na Dzień Babci


W pierwszych słowach mojego wiersza
chciałabym wspomnieć, że jestem babcią
jeszcze żywą. Niedawno nawet zakochaną
w krytyku literackim, poecie i doktorze
nauk humanistycznych, trzech w jednym
(apetyt rośnie w miarę jedzenia).
Platonicznie, więc nie będzie momentów.
Chociaż, chociaż, kiedy tak uśmiechał się
ze zdjęcia, wyobrażałam sobie jak zderzają się
nasze okulary.

To jest wiersz o żywej babci, która rano wstaje
i wszystko ją wkurwia. Najbardziej młode dziewczyny,
kiedy kończą trzydzieści lat i piszą w necie, że są stare.
Przypomina sobie wtedy, co robiła, gdy była taka stara.
Krócej jednak będzie napisać czego nie robiła.
Nie przesiadywała całymi dniami w necie,
bo zwyczajnie nie miała Internetu. Miała telefon
komórkowy wielkości i ciężaru cegły, lecz
też wyczekiwała aż przyjdzie wiadomość
od niego.

To jest jednak wiersz o wiecznie zakochanej babci,
więc w zasadzie bardziej pasuje na święto
zakochanych.

Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.




WEŹ UDZIAŁ W STWORZENIU IMPERIUM SNU – PODZIEL SIĘ SNEM! Artystka Justyna Gruszczyk zaprasza do dzielenia się snami, które dzieją się w Katowicach – akcja jest częścią projektu IMPERIUM SNU, realizowaną pod patronatem Galerii Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach, gdzie odbędzie się w ramach cyklu „Drobnostki”. Najciekawsze literacko sny publikujemy na stronie ŚSG: SNY O KATOWICACH Więcej na blogu: www.imperiumsnu.blogspot.com. Polecamy!


użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
4,822,196 Unikalnych wizyt