Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

ciało na wakacjach
Dzień Ojca - 2017
TRYPTYK TĘSKNIĄCY - ...
KUJAWIAK Z OBERKIEM ...
dzień matki, Joanna ...
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Letnia Strefa Literatury - Duety
LETNIA STREFA LITERATURY 2015





[foto Arek Łuszczyk]





11. Ostatni duet. Schyłkowy. Dorota Nowak i Bogdan Zdanowicz. Fotografia - Arek Łuszczyk


Bogdan Zdanowicz


Kawałek własnego nieba


Padał deszcz i pogoda nie sprzyjała. Można było nosić nad sobą małe kawałki ładnego nieba nie narażając się na głupie spojrzenia. Każdy mógł mieć inny kolor i inne wzorki (zamiast kłębków waty), ale coś było w tym dziwnego, bo większość wybierała kolory atramentowe, które prawie zupełnie zlewały się z deszczem i ciemnym światłem w górze.

Na środku mostu, na środku bardzo długiego mostu stała Siren, po której deszcz spływał z radosną swobodą. Krople znikały wśród włosów, żeby za chwilę pojawić się na czole i policzkach; dwie stróżki spływały wzdłuż nosa, jakby chciały, żeby świat myślał, że Siren płacze. Wilgoć spadała na jej bluzkę, bombardując widoczne pod nią piersi, które wpadając w rezonans stawały się na końcach twarde i spiczaste.

Obok staną niezwykle mały, choć już dorosły Kot.

– Zginął mi – wychlipała rozsiewając z ust mgiełkę drobinek deszczu w jego stronę.

– Zgubiłaś? – zapytał zdziwiony, ale zdecydowany nie podejmować łzawego zaśpiewu mamrotania.

– Jestem zgubiona – wypuszczała z siebie niewidzialne litery nadając im najwyższe z możliwych tony, co przypominało zachowanie bardzo wielkich, odświętnie ubranych pań, które stojąc na scenie potrafiły przeciągać tę sztuczkę nawet przez kilka minut zbierając następnie rzęsiste oklaski słuchaczy.

Zaklaskał krótko, ale mocno.

Siren spuściła oczy, a potem oparła brodę o kawałek gołego ciała nad swoimi piersiami.

– Coś nie tak? – zdziwił się.

– Coś nie tak – powtórzyła.

– A co, nie chciałem…, a co? – powtarzał pytanie bardzo pragnąc jej… jej odpowiedzi.

– Zostawiłam gdzieś, zapomniałam, zgubiłam się na tym moście, a tu woda, woda, woda...

– No, tak – przerwał jej, bo znowu zaczynała modulować wysokie tony – ale co?

– Nie mam swojego nieba – popłynęła swobodnym sopranem z siłą, blaskiem i wytrzymałością oddechu najsławniejszych kastratów.

To skojarzenie przesunęło mu oddech bardzo głęboko do środka brzucha – zamarł. Ale kiedy spojrzał znowu na strumyczki kropli spływające z jej szeroko otwartych oczu wzdłuż miękko zaokrąglonego noska i niknące smakowicie w jeszcze lekko rozchylonych ustach – znów stał się sobą. Jego rentgenowsko-przenikliwe oczy zabłysnęły jak dwa słoneczka.

– Eee tam – uśmiechnął się. – Weź, masz. Weź moje niebo! Nie jest wielkie, ale ma fajny błękit. I zobacz, jakie piękne wzorki z waty!

Wzięła od niego rączkę i ustawiła błękit nad swoją głową. W jednej chwili przestały spływać krople z jej oczu.

Cudów nie ma – pomyślał Kotek – ale się zdarzają.

– A ty co? – Siren zastanawiała się głośno.

– Ja? Ja sobie pójdę, z boku. Jeśli można – dorzucił.

– Jasne, jasne – powtórzyła, jakby chcąc przekonać samą siebie. – Ja pod twoim niebem, a ty..., a ty – obok, a ty?... właź maluszku pod… moją spódnicę!

I tak szli przez bardzo, bardzo długi most mając wodę w dole i deszcz z góry, ale nad sobą kawałek błękitnej szmatki w białe, puchate wzorki.




Dorota Nowak


pokuszenie


nie podchodź zbyt blisko ale wolno ci być

podziwiać jak dziewczynka zwinnie skacze

układa stopy i zdania do tańca do pacierza

jak wodzi na pokuszenie twoją samotność

klaszcz przychylaj nieba z błękitem – jej

czar ukrywa się między pluszowym misiem

wzgórkiem na piersi znamieniem na brzuchu

a torebką garsonką i czerwonymi szpilkami

wolno ci zaszczepić złamaną gałązkę na pniu

dopasować najdokładniej ścięcia zabezpieczyć

miejsca połączeń otulić draśniętą korę –

warunek powodzenia to szczelne przyleganie

ale nie wolno ci dotknąć





10. Joanna Pucis



Joanna Pucis

rekonstrukcja

oto bitwa warszawska 1920
w Kobyłce pod Warszawą
polegli bez krwi na szarych płaszczach i kurtkach
wśród nich Ulrich von Jungingen - zdążył wrócić
spod Grunwaldu wczorajszym inerregio

flaneria - jak dowiaduję się z radia to bezcelowe włóczenie
się po mieście mitrężenie czasu
flaneruję Wałem Miedzeszyńskim
tą dobrą drogą wzdłuż niedobrej rzeki
obie pozwalają uwierzyć w podbiegunowe niebo

oto mój własny cud
nad Wisłą bez zwycięstwa
bo nie udaje mi się rekonstrukcja przeszłości
co najwyżej kawałki fińskiego jazzu albo kilka
epizodów zrodzonych z okoliczności






















































9. Duet wakacyjny - Dorota Ryst i Agnieszka Nawrocka



Dorota Ryst

sierpnie

w tym mieście najbardziej lubię sierpnie. na ulicach
luźniej. w knajpach ciaśniej. zwłaszcza tych nad rzeką. na plaży
tłok. podobno w górach znów pada trzeba korzystać zanim przybędzie
ponad miarę w zawichoście i dalej.

sierpnie nad wisłą zwykle są upalne. leniwe.
tylko czasem cud albo burza. bierzemy coś
na pamięć ale lato i tak zmienia nas
w słoneczniki. obraca do słońca.




Agnieszka Nawrocka

Lipiec

słomkowe kapelusze chronią oczy, by na dłużej zapamiętać lato.
duszno. otumanione pszczoły zasypiają w pniach, a nas
raz dzieli, raz łączy powietrze, którego warstwy nakładają się
jak wzburzone fale.

tylko szklanki na drzewach słodsze są niż słowa,
kiedy łaskocze mnie w stopę przesuszoną trawą.
później jest puls i ciasnota niczym w słoiku z kiszonymi ogórkami,
a zimny księżyc absorbuje miny, gdy naśladujemy muchy

i lgniemy do słonych skór. nie tłumaczymy się
z pożądania żon, czy mężów swoich bliźnich,
bo myślą, mową i uczynkiem kochamy prawdziwie.
to nie nasza wina,

więc zostaw w oknie zapaloną świeczkę,
gdyby nagle zrobiło się ciemno.
chcę mieć dokąd wrócić, uciec
przed zaniedbaniem i chłodem.

























































8. Po męsku;) Rafał Gawin i Jakub Sajkowski



Rafał Gawin

REFLEKS W REAKCJI przewyższa czujność
wiernej kopii wzorca. Co teraz zrobisz,
modelu, przyzwyczajony do wolnych klatek,
trzech posiłków: wstępu, rozwinięcia
i – nie, nie tak łatwo – powrotu do początku,
klamry w spodniach uszytych na wspólną,
więc cudzą miarę? Imponuje ci szybkość,

a nie jesteś w stanie zebrać się w sobie
i przekroczyć progu beznadziei. Tak, cytujmy
klasyków, by ich wykpić, by marzli w pustych
kościołach. A ty oszczędzaj kolana, kolejne
kopnięcie może w końcu zbuduje w tobie
poczucie braku wyrzutów sumienia. Przecież
z braku się pisze, z braku żyje pełnią. Pod-

szepty to soundtrack, właściwy dla zdrowych
podrygów. Modelu, wyjdź z szafy i wytup
z siebie wieszaki, kołnierzyki, mankiety
i kanty. Miej mięso i patrz (aj!) w mięso,
niech cię cieszy przesada. Pij z wielu rzek,
ale nie zanurzaj się bez pomysłu, jak w nich
zamącić. Odpoczniesz w następnej nicości.




Jakub Sajkowski

Kursy in company

Nie zdążyłem zostać tatą, bo w przychodni pediatrycznej udzielałem
lekcji angielskiego, która w dodatku przemieniła się
w psychoterapię – stary, zmęczony lekarz pytał: Jakubie, czy matkę,

która sra pod siebie, oddałbyś do domu starców? No oddałbyś?

Zaniemówiłem, nie będąc pewien, czy jestem jego synem,
kumplem czy usługodawcą. Potem śniło mi się,

że cały jestem domem starców, który stoi nad rzeką nieopodal domu
– mam w sobie kilkanaście pensjonariuszek, które nie zdążyły

odpłynąć, za to malują sobie nogi na kolor morski.
Nie podnoszą wzroku, nie mówią ani słowa. Napisałbym:

jaki świetny performens, jaki intrygujący gest introwertyczny,
ale zużywają wszystkie markery do tablicy.





































7. Z korespondencji. Roma Jegor i Małgorzata Południak


Roma Jegor

Małgosi

Coś jednak zostaje, wiruje nad wodą *

Te klawisze są jak most Wacława
albo Carrick-a-Rede
Szumią pod nami śladem owiec i airbusów -
drżą wiatroczułe liny liter
Trzymam palec na spuście i odbierasz moje tętno
drapanie w gardle ciśnienie na ostatni wers
Piszesz a dzieci już dawno mają swoje brzegi pierwsze
choć ciągle brak im dróg mlecznych kakao z pianką
sąsiedzkich opowieści sów zamków i wrzosów
Przyjdą kiedyś wysuszyć grzyby wyzbierać zioła -
przewietrzą swetry sągi i szuflady
Zdziwią się że wciąż trwamy tu w pamięci ptaków
Tak wiem twoje plaże mają jaśniejsze kolory
w moich zamknięte niebo jak rysunek Stonehenge
Tam szepczesz i tutaj odpowiada studnia
tam rzucasz papierosy
tu dym się rozchodzi

* Małgorzata Południak






Małgorzata Południak

O sobie

Romie

Mam, jak ty, dobre dzieci albo nie, niebo nad sobą
i pod, jestem miła. Okrywam się kocem,
na nitkę nizam szron, kruszony chleb. Wczoraj coś
potrącili mi z wypłaty. To nieprawda, że w Irlandii
nie widzi się koni. Kraj przepełniony jest
końskimi uśmiechami, rżeniem, nie stroni
od stadnego życia.

Nikt bez powodu nie traci pamięci. Najczęściej rozmawiamy
o pogodzie, wkurzeni lubimy stawać sobie na drodze.
Sąsiad z góry mruga do mnie na przejściu. Przypomina
całe to gadanie o handlu whiskey, ziemniakami albo wołowiną.
Aż chce się spać. Rzuciłam palenie i, za przeproszeniem,
nikogo mój wyczyn nie obchodzi. Inaczej odczuwam ciężar spojrzeń.

Przez ladę. Pomyślałam, że jest tu duży wybór alkoholi, ale
dlaczego w rogu stoi czarno biały telewizor, pod sufitem
wiszą płetwy. Zgubiłam kilka lat i nie wiem, czy bardziej uwielbiam
ciszę, czy ocean. Kiedy nikt nie obserwuje, skaczę po skałach,

za mną owce, wybieramy muszle, jakieś badyle. Jesteśmy zjawami, które
trudnią się zadeptywaniem trawy. Coś jednak zostaje, wiruje nad wodą,
odchodzi w sny, które poplątane czekają na cud, żebym choć raz okrutnie
zdziwiona mogła przeczytać o tym w porannym wydaniu lokalnej gazety.


























6. Duet filozoficzny


Joanna Fligiel


"Nie da się uratować tego, kto jest zły na swoją matkę" - Bert Hellinger


wiersz o kamieniu

jeśli o kamieniu to o filozoficznym
jeśli o filozofii to o świecie
jeśli o o świecie to o ziemi
jeśli o ziemi to o matce
jeśli o matce to o macicy
jeśli o macicy to o czerwonej substancji
jeśli o czerwonej substancji to o kamieniu filozoficznym

jeśli o kamieniu to nie da się uratować tego
kto jest zły na kamień




Elżbieta Lipińska


Mały poemat anarchistyczny

1. Gra

Zapraszamy państwa do udziału w nowej,
ekscytującej grze „Mała anarchistka”!
Ta gra dla całej rodziny* umili państwu
długie zimowe wieczory, gdy za oknem szaruga,
a wokół panoszy się obezwładniająca nuda.
Gra przeznaczona jest dla 2-4 osób.

Kolejne rzuty kostką, jak w starym poczciwym Chińczyku,
przenoszą wasze pionki poprzez kolejne pola.
Celem gry jest dotarcie do środka planszy,
gdzie znajduje się Mała anarchistka.

W miarę posuwania się do przodu zdejmujecie państwo
kolejne warstwy kamuflażu,
aż na koniec najlepszy gracz dociera do
– teraz już całkowicie nagiej – Małej anarchistki.
Zwykły Chińczyk? Otóż nie. Zależnie od drogi,
wybranej przez gracza, w centrum może nastąpić
implozja albo eksplozja.

W tym pierwszym przypadku
anarchistka ponownie otacza się warstwami kamuflażu
i gracz wraca na pozycję wyjściową. Drugi to zwycięstwo!
Od czego to zależy, przekonać się możecie państwo
Tylko kupując nasz nowy fascynujący produkt.

Nie stój! Nie czekaj! Już dziś dołącz
do grona wielbicieli Małej anarchistki!

* parental advisory

2. Mała anarchistka dołuje

Od dwóch tygodni nikt nie wyciągnął pudełka,
pokryło się kurzem. Gra okazała się trudna
i niewdzięczna, a ludzie lubią mieć łatwo.
Nie dość, że się nakombinujesz,
na końcu zawsze czeka niewiadoma.

Nagroda czy stracony czas, ten,
który, powiedzmy sobie jasno,
można by spędzić z pilotem w ręku.

Nigdy nie wiesz. Co innego pilot,
on nie odmawia, zmiany dyktujesz ty.

Anarchistka jest jeszcze mała.
nie wie, że ciekawość i odwaga staniały.
Uczy się tego w szafie między
Chińczykiem a strzelanką.

3. Nowe życie małej anarchistki

Między kurzem, jedynym jej gościem
a uwięzioną anarchistką – zaiskrzyło.
W szafie nastąpił wybuch.
Po otwarciu drzwi ze środka wydobył się dym;
na dnie znaleziono szczątki opakowania.

Nastąpił ciąg nieprzewidzianych wydarzeń.
Drgające szczątki multiplikowały się w niepojętych reakcjach,
których źródła nie pojmowały najtęższe nawet umysły.
Próbowały wyrwać się z zamknięcia na wszelkie sposoby
z iterowanym dylematem więźnia na czele.

Gra była wszystkim, graczy pokonać należało
każdą dostępną metodą, czy była nią udawana przyjazność,
czy mściwość czy chwilowa skłonność do wybaczania
skutkująca powrotem do współpracy z graczami.

Drogą gwałtownie przyspieszonej ewolucji dokonywała się
rewolucja. Zasady gry zostały definitywnie złamane,
a nowe mała anarchistka ani myślała ustanawiać.
O tej pory, myślała, gram bez zasad.

Ograniczona natężeniem szaleństwa liczba graczy,
którzy są w stanie przystać na brak zasad,
uczyniła ją ekskluzywną. Koneserów
zapraszamy do gry, rien ne va plus.

4. Pożegnanie

Koneserzy zaproszeni do gry, ale odzew mizerny.
Wiosna, pora kiełkowania i eksplozji,
jednak luksemburskie różyczki
mimo usiłowań nowych ogrodników
mają się raczej kiepsko. Nie służy im
odczyn upraw, wbrew okrzykom
„w służbie anarchii” obojętny.

Deklarowany głośno hazard po lekkim dmuchnięciu
okazuje się być zasłoną dymną i to nawet
nie ze świecy, ale z papierosów, dla odważniejszych
z własnych upraw na balkonach.

Na widok graczy przyrośniętych do stołków
małą anarchistkę mdli.
Postanawia wyrwać się z szafy i ruszyć w świat
w poszukiwaniu prawdziwych towarzyszy.
Rozglądajcie się bacznie wokół siebie,
może to właśnie wy będziecie wybrani.








5. Duet kobiecy


Wioletta Grzegorzewska

List zza oceanu


Kochana Su, dobrze, że cię tu nie ma,
że na własne życzenie zawieruszyłaś się gdzieś
przed trzydziestką, wylogowałaś się
z tego świata i przepadasz
we mnie jak w galaktyce Sayferta.
Miałaś rację, gdy mówiłaś, że polecę za ocean,
i rano będę biedaczką, która zjada na śniadanie
orzeszki, szuka tanich sklepów spożywczych
przy Chinatown, a wieczorem chodzi w sukience
z lumpexu na przyjęcia do Wielkiego Gatsby’ego,
aby w tym czasie sprawdzić, czy tak jak jej ojciec,
nie jest przypadkiem urodzoną socjalistką.

Kochana Su, jako córka katoliczki i ormowca
wciąż nie wiem, kim jestem, ale wolę śpiewać
szkockie pieśni o „Nancy Whisky” w Aberdeen
nad Morzem Północnym i przyglądać się,
jak księżyc wschodzi nad miastem z granitu,
niż przeżuwać halibuta z czarną soczewicą
i wdawać się w pogawędki z możnymi tego świata.
Możni tego świata rozdając wizytówki
w klubie, który kiedyś był halą fabryczną
przesiąkniętą krwią i potem robotników,
opowiadali mi o tym, że w Kanadzie
nie istnieje system klasowy.

Kochana Su, pociągali mnie wtedy,
bo wyczuwam w nich lęk, który potrafi zmniejszać
do wielkości centa, zdeklasować do roli
wietnamskiej kelnerki, która właśnie podaje
im koreczki i gdy mogłam sprawdzić,
że tak jak ja odczuwają czasem
fantomowy ból odcisków.

Toronto 2015








Genowefa Jakubowska-Fijałkowska

Babka roza


pamiętam te czary niewidy mgły
poranne zorze

egzorcyzmy plątanie języka
modlitwy szepty klątwy błaganie jęk

wiwisekcję żab
odcinanie ogonków jaszczurek

salamandra wbiegła w moje oko
spłynęło krwią

to ja babka roza w piwnicy

mchy porosty wilgoć pleśń pająków sieć
moje zielone włosy

źródło cembrowanej studni

majtki w pierwszej miesięcznej krwi





4. Duet warszawski: Magdalena Tarasiuk i Karol Mroziński




Karol Mroziński


Zola ze słoika

Niecierpiące zwłoki porachunki rodzinne zmusiły mnie do podróży aż na Targówek. Jechałem autobusem, bo - jak się okazało - na Targówek jeżdżą autobusy. Po co - nie wiem, ale jeżdżą. Razem ze mną, a raczej obok mnie, a dokładniej to naprzeciw, jechała dziewczyna z książką. Czytała tę książkę. Co najśmieszniejsze - książkę Emila Zoli. Kto czyta książki Emila Zoli? - pomyślałem. Po co czytać książki Emila Zoli? Kim w ogóle był Emil Zola? O czym pisał? Czemu ta dziewczyna naprzeciw mnie czytała jego książkę? I czemu miała jakieś dziwne gówno we włosach? Nie wiem - diadem, czy jak to się nazywa, miedziany drut założony w poprzek na łeb. Postanowiłem ją o to zapytać, bo nie dawało mi to spokoju - ten drut na łbie i ten Zola. Kopnąłem ją czubkiem buta w czubek buta. Podniosła oczy. Spojrzałem na nią. A spojrzenie mam wyraziste, przeszywające duszę na wskroś.
- Fajne masz to gówno we włosach - rzekłem.
- Dzięki - odpowiedziała.
- Czemu je nosisz?
- Żeby mi się włosy nie rozpierdalały.
- OK.
Milczeliśmy przez chwilę. Zacząłem myśleć o czymś zabawnym, nie pamiętam, chyba o tym, że jacyś naukowcy badali DNA Ozzy Osbourne’a, żeby się dowiedzieć, jakim cudem przeżył tyle lat ćpając tyle, co ćpał, i okazało się, że Ozzy nie jest jednak człowiekiem, czy coś w tym stylu. Nieważne. Ćpanie mnie nie interesuje. Ćpanie jest dla piętnastolatków. W ogóle uważam, że narkotyki powinny być nielegalne.
Spojrzałem znów na dziewczynę z książką i przypomniało mi się, że miałem ją jeszcze zapytać o tego Zolę. Znów trąciłem czubkiem buta jej czubek buta.
- A co tam za książkę czytasz - zapytałem.
- „Bestię ludzką” Emila Zoli - odpowiedziała.
- O czym to jest?
- O lokomotywach.
- O lokomotywach?
- O lokomotywach.
- OK.
- Nie znasz Zoli? - spytała.
- Nie. Nigdy w życiu go nie poznałem.
- A chciałbyś?
- Co bym chciał?
- Poznać Emila Zolę.
- Jak miałbym go poznać? - zapytałem.
- Mam go tu, ze sobą - odpowiedziała dziewczyna z dziwnym gównem we włosach. - W słoiku.
- Masz Emila Zolę w słoiku?
- No, mam - rzekła i sięgnęła do plecaka. Wyjęła z niego duży słoik, w którym siedział jakiś malutki mężczyzna. Odkręciła go i podała mi do rąk. Zajrzałem do środka. Mężczyzna spojrzał na mnie, uchylił kapelusza i powiedział: „Bonjour, monsieur. Je suis Émile Zola”.
- Bonjour - odpowiedziałem, po czym zakręciłem z powrotem słoik i oddałem dziewczynie, a ona schowała go do plecaka.
- No i co powiesz o panu Emilu - zapytała.
- Owszem, dosyć sympatyczny - rzekłem, patrząc przez szybę. - Nie to, co inne słoiki.












Magdalena Tarasiuk


PRÓŻNA 14


Zadzwoniła latem, po roku milczenia, spowodowanego okolicznościami na tyle nieprzewidzianymi, zaskakującymi, co dramatycznymi. I zrozumiał, że spełnia się stare porzekadło wszystkich babek, matek: nieszczęścia chodzą parami. W tym przypadku była to cała wycieczka nieszczęść. Jakby ktoś rzucił na nią klątwę. Nie wierzył, że to jej głos – zmatowiały, obolały, paradoksalnie – silniejszy. Doroślejszy. Bez zbędnej uwertury powitalnej, jak gdyby widzieli się wczoraj zaczęła:

– Dziwnie czułam się dziś na Próżnej, co już Próżną nie jest – na „styku wczoraj i jutro”. Czyli jakby dziś było cienką linią, uwierzysz?

Tylko cienką linią? Całymi latami drażniła mnie ta zdewastowana ulica, żywa-martwa pamiątka po zagładzie miasta.


– Mario, to Ty?! Nie wierzę! Wróciłaś! Opowiadaj, choćby o Próżnej. Tak bardzo czekaliśmy z Anną na ciebie.

– Umiera mój ojciec. Próżna. W częściowo ratowanych fragmentach kamienic mieszkali moi koledzy, potem koledzy mojej córki. Bywałam nawet w tych mieszkaniach. Wysokość pokoi niezrozumiale przytłaczała. Było ciemnawo, zimno i ściany śmierdziały pleśnią. Może mi się tylko wydawało, że śmierdziały? Wiesz, jak to jest z ojcem? Byłeś obecny przy śmierci swojego.

– Mario, takie jest życie. Zmieniamy się w podwójnych rodziców – jesteśmy odpowiedzialni za dzieci i za swoich rodziców. Kiedyś będziesz dumna z tego podwójnego rodzicielstwa.

– Dumna? Jestem przerażona, że nie podołam. Wprowadziliśmy się do Śródmieścia w roku 1970 – w grudniu, pamiętam wiadomości z Gdańska w telewizji i niepokój rodziców. Ściszone głosy i głośniejsze podkręcanie radia, żeby przytłumić rozmowy – wtedy traktowałam to jak idiotyczne zachowanie starych. Rodzice nie powinni się bać, prawda? Teraz widzę prawdziwy strach w oczach ojca. I ten strach bardziej doskwiera niż ból, z którym się nie rozstaje od wielu miesięcy. To potwornie egoistyczne, nie sądzisz?

– Uspokój się, Mario, to ludzkie – jego strach i twój strach.

– A więc lata siedemdziesiąte. Wszystkie kamienice zamieszkałe, choć już wtedy zaniedbane. Sądzę, że wówczas – własność miasta, a więc – niczyje. Bo przedwojenni właściciele i mieszkańcy zginęli w Zagładzie i w Powstaniu w czterdziestym trzecim. Jak je odwiedzałam – te mieszkania koleżanek z podstawówki, bałam się wysokich pomieszczeń, zaś przyjaciółki zazdrościły mi klitki w piętnastopiętrowcu na Bagnie, bo była współcześnie nowoczesna, a blok z trzema windami, dwiema osobowymi i jedną towarową od podwórka.

Z latami ubywało mieszkańców, bo kolejne fragmenty groziły zawaleniem, ale jednocześnie cieszyły pojedyncze, wymieniane okna. Niosły nadzieję, że Próżna nie umrze.

– Maryjko, uspokój się. Nie ty jesteś winna śmierci miasta, ani…

– Gdyby ojca wcześniej zdiagnozowano! Powinnam to wiedzieć i zaciągnąć na siłę na badania. Nie byłam dostatecznie stanowcza. A Próżna jednak umiera, na razie częściowo, w dziwny, niezrozumiały sposób. Jest pięknie odremontowana od frontu, biała, a była czerwona, ceglana – z dziurami od pocisków. Dotykało się tych dziur i… parzyło. A może to znów złudzenie?
Wiesz, że Michał miał zawał rok temu, a ja mu nie mogłam pomóc, bo miałam gips do pasa. To podwójnie bolesne. Gdyby nie dzieci… on by umarł, a ja, ach, szkoda gadać!

– Czyli dzieci już były waszymi rodzicami, może wyczerpały limit na tę zamianę ról. Rozchmurz się, jednak wydarzyło się coś pozytywnego.

– Chciałam dziś sfotografować figurkę Hitlera (z zakrytą twarzą) modlącego się w bramie Próżna 14. Umieszczono go w ramach projektu Maurizio Cattelana – figurka nazywa się „On”, ale nie ulega wątpliwości, kto był inspiracją dla artysty

– nikt nie miał takiej „hitlerowskiej” grzywki! Sfotografowałam pustkę bramy, co robi jeszcze większe wrażenie. Tak jakby „On” uciekł przez lekko uchylone zardzewiałe kraty. A może ktoś go ukradł, a może zmuszono autora do zabrania Hitlera przed terminem…

– Istotnie – historia dziwna, tajemnicza i tak naprawdę błaha dla losów świata, dla dziejów ulicy. A jednak warto ją spisać, bo może będzie jakiś ciąg dalszy. Napisz o tym, Mario. A jak się teraz czuje Michał?

– Chce wracać do pracy. Przekracza granice rozsądku, boję się o niego. Ja też przekroczyłam dziś zakaz – zakaz wstępu z powodu zagrożenia budowlanego. Podwórko, którym „uciekł” „On” za chwilę się zawali. A jednak jest odwiedzane – stoją tam dwa fotele ustawione „towarzysko”, jakby ktoś je przed chwilą opuścił, żeby wrócić na górę po paczkę papierosów, albo butelkę piwa. Górę Próżnej zamurowano, żeby nikomu nie przyszło do głowy skoczyć po papierosy czy piwo. A wiesz, nad fotelami mieszkała przyjaciółka mojej córki. Gojka, jak pewnie wszyscy po wojnie.

– To też nie twoja wina, Mańka.

– A jeszcze niedawno nie mogłam zrozumieć, dlaczego nie ratują Próżnej. Teraz ratują, a ja nie mogę zrozumieć – po co? Po co w taki sposób? Ambiwalentne odczucia z przechyłem na: „negatywnie”.

Kamienicom zabrano duszę, zapach, kolor. I zabrano „Hitlera z Próżnej”

– nie zdążyłam. Ale udało mi się zdjąć podwórko przed zawaleniem. Ciekawe, za kogo się modlił.

– Mario, nie czekaj kolejnego roku. Cierpieniem można się podzielić. Dzwoń o każdej porze.

– Dobrze. Jutro zawożę brata na onkologię.















3. Duet niemałżeński: Daria Dziedzic i Marek Radecki






Marek Radecki

Na 3:5


i podniosę twe szaty, kobieto, na oblicze twoje,
ukażę narodom twą nagość, a królestwom – twą sromotę



Drzewa figowe z dojrzałymi owocami – wystarczy potrząsnąć,
by wpadły w usta. Nadmorski deptak w Herceg Novi, restauracje
wprawią twoje ciało w drżenie, a podniebienie zmienią w srom.

Napięta skóra kruszy się pod byle naciskiem, a kryje słodycz
nad słodyczami, rozkosz nad rozkoszami. Język spenetruje
miąższ, usta spłyną sokiem – wystarczy potrząsnąć by je wypełnić.

Dziewczęta z plaży w Ulcinije idą tańczyć, napijmy się piwa,
ich spódniczki są krótsze, ich koszulki są cieńsze, ich oczy
ciemniejsze, ich piersi jak figi, trzęsą się, ich usta pełne.

Fiszbiny ranią twoje ciężkie piersi, nie budź się już przy mnie,
czuję lęk, gdy widzę opuchniętą twarz. Potrząsnę drzewem
na drugim zboczu góry, wypełnię usta wcześniejszym owocem.

















Daria Dziedzic

wykopaliska

ciała. gorące. pod palmami greckimi
układają się w mozaiki. skorupy nasączone olejkami
perfumowanymi wodami przewracają się z boku

na bok. zastygają. wpół objęci, obcy wobec świata
i siebie. czasem nazbyt blisko stykający się
z koszulą sąsiada przewieszoną przez oparcie

leżaka. ironia chowa się w spojrzeniu i udaje maki
pył bądź południe. tak łatwo o udar.












2. Duet małżeński



na boku (Anna Maria Wierzchucka)

wybieram rolę obserwatora. słowo obserwator kończy
się torem więc jedziemy. przez tą naszą opieszałość
trzy kwadranse w niedoczasie. odrywam guziki od koszul.
jestem głupia. jestem utrzymanką. słowo utrzymanka
kończy

wspólne łóżko. pościel. kawę. wiadomo bez kawy nie
napoczniemy dnia. a piękne lato tej jesieni pozwoliło
nam potnieć całą drogę. cały wyjazd. zamykam szereg
drepcząc nie do pary. widzę coś się tli ale nie gaszę.
pali

jestem na doczepkę. kopsnij szluga na spacerniaku
bez zmian. księgę stworzenia kończy akt odlotu.
i wiesz bez ciebie zimniej. wiatr się odwrócił wieje
z północy. może schudnę. bokiem zdobywa się więcej
szpar









ze szpary (Anna Grabowska)

mogę się tylko przyglądać. od jesieni schudłaś. znowu
jesteśmy nie do pary, więc wymyślamy przepisy
na ukradkowe spojrzenia, najlepsze obietnice
i naleśniki. jak zwykle ktoś zrobi za nas

porządek. musi być spokojnie, chociaż krew płynie
szybciej niż zwykle. kończymy. na zdjęciu luty
z choinką. stroimy się w bombki i uśmiechy,
a przecież czas przerwać te święta. odjechać,

oszaleć z tęsknoty, mościć miejsce na lato.
więc czekam, na zewnątrz i we mnie upalnie,
staję się gotowa. na wszystko mogę przysiąc,
że twoje piersi zmieszczą mi się w dłoniach.







1. Ewa Schilling i Tomasz Pietrzak



Ewa Schilling



ROWERY


Czerwona ścieżka rowerowa o zachodzie słońca. Upał. Od chaszczy znad wody ciągnie zimny, mokry powiew. Na przejściu zatrzymuje swój rower łysawy mężczyzna w koszuli w kratę i dżinsach. Chwilę później dołączają do niego dwie kobiety. Rzuca im krótkie spojrzenie i mówi, patrząc na czerwone światło:

— Znowu mi wjeżdżacie na koło. Specjalnie jechałem wolniej, żebyście mnie wyprzedziły.

— Jak mam cię wyprzedzać, kiedy powiedziałeś, że będziesz jechał pierwszy, bo znasz trasę – protestuje chuda, z ufarbowanymi na czarno włosami, w koszulce termicznej i obcisłych spodenkach.

— Wy oboje strasznie gonicie, ja zostałam z tyłu i nikomu na koło nie wjeżdżałam – oburza się blondynka w szortach i różowej bluzce.

— Nie wjeżdżajcie mi na koło, mówię wyraźnie — powtarza mężczyzna i jedzie dalej, bo zielone.

— I za takiego buca ty wyszłaś za mąż — mówi ze złością blondynka.

— I z takim bucem ty masz dziecko — odcina się farbowana brunetka. Zanim przejadą na drugą stronę, już znowu zapali się czerwone.













Tomasz Pietrzak



Pani Ej [fragmenty]


3.

Pani jest już wyrwana z szału,
teraz będzie pani nosić ładne kiecuszki,
dziennie brać tabletki na kisialalę
i z czasem pani miną nietoperze.

Tu, po tej stronie rzeki, schną strupki,
głowa przestaje odczuwać ruch wirowy
i w sercu godzą się ze sobą komory.

Pani zostawi więc za sobą,
ten mokry tobół wyrwany z ziemi,
on już dawno w ramionach nie płacze,
on już gdzie indziej rośnie.


5.

Jak trzeba będzie, przyślę do pani popa,
nawet jeśli nie ma się pani z czego spowiadać,

Waria pociągnie za język. Ma taki dar od Boha,
a u was tam na tej długiej ulicy to był taki głód,

że na pewno jakieś jego resztki w pani zostały.
Waria wszystko zniesie, niejedno już słyszał,

z niejednego kotła wyciągał. Jak był na wojnie,
której ponoć nie było, to zdarzyło mu się nawet

strzelać i jeść psy. Ponoć dlatego teraz czuje,
kto dobry, ponoć dlatego mu wybaczone.


7.

Mieszkała pani ponoć na Sobinova,
w tyglu i na styku, gdzie Wy i Rus z jednego
gara jedliście i jednako dzieci chowaliście.

Mieliście tam ponoć wspólny zsyp i jedną
suszarnię na strychu; stanik w stanik się żyło,
a gdy kogoś naszło, to nawet w sobie.

Potem ktoś wrzucił kamień w rzekę
i rozeszły się kręgi po kościach i kośćmi
stali się sąsiedzi. To ponoć stamtąd pani,

gdzie piszczele tak przemieszane,
gdzie ludzie trójręcy i dzieci dwugłowe;
gdzie z jednego biodra Rus i Wy.


8.

Tam u pani był taki szary sklep Grigorija,
w którym zawsze rano tłuste wieprze były,
i pod którym kolejka ciągnęła się po starą
piekarnię. Każdego dnia skoro świt stawały
w niej Rosjanka Łuzina i Ukrainka Galina,
grube kochanki z pani bloku. Każda brała
inną część świni, bo każda lubiła co innego.
Jednak jak przyszła wojna, przerzuciły się
na kartofle. To ponoć tak z miłości, ponoć
żeby pokazać, jak się je z jednej ziemi.


15.

W pani mieście objawił się Jezus,
jako pleśń na ścianie przedszkola.
To znak, Xristos żyw w nas, Xristos!
- raduje się pop i jego mateczka Albina.
I od tygodnia proszą o więcej grzyba
i wznoszą do niego modły i śpiewy.
Tak myślę sobie, że to może być cud,
Przecież samą religią nie nakarmi się
głodnych, a grzybem owszem.


17.

Jak w dębie oddalają się od siebie kręgi,
tak pani staje się szersza. Nowe narasta
i tężeje skóra. Potrafi pani już stać nago
przed lustrem, dotykać się bez wstydu;
potrafi pani już zliczyć wszystkie blizny
po dzieciach (tych dobrze pamiętanych
i tych na chwilę w brzuchu). Patrzy pani
na siebie niespodziewanie i z podziwem,
jakby z własnego żebra była stworzona.
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.




WEŹ UDZIAŁ W STWORZENIU IMPERIUM SNU – PODZIEL SIĘ SNEM! Artystka Justyna Gruszczyk zaprasza do dzielenia się snami, które dzieją się w Katowicach – akcja jest częścią projektu IMPERIUM SNU, realizowaną pod patronatem Galerii Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach, gdzie odbędzie się w ramach cyklu „Drobnostki”. Najciekawsze literacko sny publikujemy na stronie ŚSG: SNY O KATOWICACH Więcej na blogu: www.imperiumsnu.blogspot.com. Polecamy!


użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
4,674,341 Unikalnych wizyt