Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

ciało na wakacjach
Dzień Ojca - 2017
TRYPTYK TĘSKNIĄCY - ...
KUJAWIAK Z OBERKIEM ...
dzień matki, Joanna ...
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Zimowa Strefa Wierszy
Zimowa Strefa Wierszy



Daniel Czepiński


***



świat przymarzł
do jednej chwili
choć ani śladu
bieli

czas stanął
w pół kroku
ciszy i strachu

i już nie wiem
czy to dym z papierosa
czy tafla lodu

przysłania
moją przyszłość

potrzebuję ciepła


Kraków, 21 lutego 2015




Elżbieta Lipińska

Akwarela

Roberta prosi, żeby ją zabijać delikatnie,
jakby chciała nas przekonać, że to mniej boli.
Mówią, że nie ma śmierci albo nie ma nas.
Może to i prawda, ale zanim umrzesz, delikatność
może się przydać.

Roberta śpiewa, że zima zamienia się w wiosnę,
a w nas wstępuje nadzieja. Kolejny raz ten cud
ma szansę się spełnić. Ptaki zapomniały o ziarnie
na parapecie, a one wiedzą najlepiej,
czy to już.

Przerzucamy most nad wzburzoną wodą. Po nim
szybciej uda się przejść na drugą stronę zimy.
Więc do what you gotta do, nie ma na co czekać.
Uśmiechasz się i jest wiosna.
Teraz.




Sława Sibiga

i wiersze haiku

***
pełnia zimy
na nagiej gałęzi
co wieczór księżyc

***
styczniowy półmrok
rzeka traci
swój szum

***
mój stary dom
pierwsze płatki śniegu
spadają w ciszy

***
iluminacje
na górskim stoku
zima

***
pierwszy śnieg
chłopak pyta
o moje imię




Dariusz Adamowski

PUSTKI

Śnieg znikł. Pola są puste, czarne.
Takie jakimi wszystkie pola być powinny.

Jak przestrzeń w ogromnych dziurach
między galaktykami. Jak połacie bezczasu we wnętrzu
atomów.

Wszystko co się przejawia w ten bezchmurny
marcowy dzień, gdy idę na spacer, przypatrując się
sile ciepłego wiatru, pustego w swej naturze,

jest tym co widzę i czuję. Wszystkim. Niczym
więcej.




Anna Musiał

Hibernacja

w tym roku zima zastała nas pustych,
wyblakłych od westchnień i jęków.
wewnątrz ścian brakuje powietrza

i coraz bardziej uciążliwe
staje się wzajemne obcowanie.
za oknem rozszalał się sen,

nagie dzieci zostawiające ślady stóp,
igloo, do którego żadne z nas się nie zmieści.
powiedziałbym, że ta biel razi oczy,

podnosi ręce do skroni w poddańczym geście,
ale trzymasz mnie za ramiona; gotowa,
by w każdej chwili stąd uciec.

przyłączam się więc do czekania:
moje stopy wrastają w zmarzniętą ziemię,
stanowię teraz korzeń i fundament.

odkrywam największą samotność,
jaką może uczynić człowiek.




Renata Iwaniec

moja droga

dobrze że nie przyjechałeś
byłam taka zimna czekając na pociąg
a ty nie odjeżdżasz wciąż pociągasz
zamarzłam na tym dworcu długo czekałam
ten chłód i ta woda stałam się jak lód

nie nie było żadnego loda
ty nie stałeś na tym przystanku
powiedziałeś: przestań! to nie moja trasa moja droga
a mi została tylko przestrzeń

nie ma przystani nie ma księżyca
on gdzieś się schował w kieszeniach
marzły mi dłonie więc zaczęłam cię szukać

jestem pusta i daleka droga moja droga
kłamię byłeś w moich ustach i dłoniach
mój drogi nie tędy ta droga jest gładka
nie doszedłeś a ja byłam chłodna






Ewa Solska


Zimą uczy się mówić: „ja”

A drzewo zimowe to zielony skrzypek Chagalla
zrobiony na szaro – jak w życiu
krawczyka z Homla. A „stać to być nigdzie” – biegnij,
biegnij! Gdzie się podział twój czas?

W angielskiej szafie (las był wobec wszystkiego)
Lew, wieczność i ośla skórka (a Królowa śniegu
to przebrane powietrze). I wojna. Europejska
trauma rachmistrzów… Lepiej go Homel.
A westchnij tam wobec rapsodii greckiej.

W prawie zmyślonej leśniczówce
poroże wisi naprzeciw okna. Za oknem zima,
sarenki pod. Widocznie przyszły odwiedzić przodka,
który widocznie widział za dużo. Jak drzewo i chmury
schodzą się w czarny deszcz; krople kapią jak rtęć.
„Wchodzą na roztopiony dach z gołymi rękami!”
„Okażemy radziecki charakter!” – paruje wniebo-
wzbity bitum (w tle Kaszpirowski i helikopter,
a rudy las „wyjada nam twarz”; kwietniowy wiatr był
wobec wszystkiego) jak kosmiczna prostracja. Otulina
instrukcji na sobory zamrozu; wirujący stolik
kulił się na jednej nodze (w tle Moby Dick (kantata) –
biegnij, biegnij? Any-way –

who would prefer not to? Who would prefer
not to
?? Who would prefer not to, too.. Tak, zimą
uczy się mówić: “ja”. Przy niewymownym samowarze
Burzliwe życie Lejzorka Rojtszwańca (w tle Uwertura do Obywatela K.) .




Jarosław Trześniewski-Kwiecień

Jutrznia

w erze wodnika styczna z mroźnym oddechem
szadź na bramie szyby poddane krioterapii
kolejowe podkłady nikną na poboczach dróg
spycharki solą asfalt spękane arterie
rdest w piwnicy zielone pędy kartofli
wynosimy na śmietnik kruki w okolicy
śnią o kraju którego już nie ma
świt cały w śniegu i rozdarte sosny
w jasności promienistej uciekają teraz




Anna Grabowska

dreszcze

staję twarzą w twarz z zimnem, dobrze mi
tak. mam oszroniony uśmiech.
między nogami - szadź znika. na samą myśl
o spadających soplach, tnę. powoli,

żebyś się przyzwyczaił do mrozu
na szybach. we mnie pełno martwych
kwiatów. mówiłam, nigdy nie przynoś
wody w ustach zanim się nie staniesz

stalaktytem. nazwałam cię i łapię
za gardło i na gorącym uczynku
parujesz. pomiędzy palcami zaglądam
w przerębel. powoli zakładam przynętę

ostrym wzrokiem.
nakłuwam nową rybę.




Rafał Różewicz

To nie pora na ciskanie ścierą o blat rutyny

Woda z kranu zaszczyca swoją obecnością,
z hukiem wlewa się do zlewu, to mycie wychodzi
już bokiem: talerze nie chcą się domyć,
a pokrywy garnków odpierają desant wysyłanych

na ich powierzchnię kropel na tyle skutecznie,
że koszulkę mam już rozstrzelaną (tu i ówdzie są ślady
po nabojach wodnych), tego nie da się obejść, ot tak,
jak można obejść się z psem; zgodnie słychać

nade mną i pod te same czynności. Każdy szoruje ile wlezie
płynu na gąbkę, a woda nadal wykrada się z kranu
i wpada na wypitą kawę do sąsiadów. Zimny prysznic
dla brudnych kubków, które myślały, że już zawsze
będą gorące? Tak dzielimy się instrukcją obsługi

sumienia, które co jakiś czas w tym zlewie zalega, strasząc
przechodniów wędrujących z kuchni do pokoju
(w myśl przysłowia – przez żołądek do serca),
przypominając o niedoszłych dietach, ostatnich
grzechach, choć najcięższe zalegają na samym spodzie.

Przełóż więc na wierzch, zrób samemu sobie
świński podkład, wywołując pokłady śmiechu u Boga.
Dokonaj tego bez wahań kursu stosu naczyń
raz w jedną, raz w drugą w stronę, zrób coś
niemożliwego, jak ziemia, co woła o pomstę do nieba

(to sąsiad ma dość: wali i krzyczy, jak potłuczony).





Grzegorz Tomicki

Zima

Śniła się zima – i zima jak przyszła,
nie prysła za dnia.

Przy matce okutanej w czapki
i szale podskakuje wróbel

i dlaczego to on się nie wzbija?
Czort wie –

żałosny ptasi Chrystusik
czy mała czarna

plamka, którą zima poczęła
wywabiać (wybawiać)

ze snu?

(2002)




Bożena Brzozowska


zima była atrapą czyli ostatni krzyk mody (tryptyk)


bezrobotna dziewczynka bez wygranej, zapałek i...

bez Triumph'u weszła i wyszła z nim.
przegrana - wciąż jak święty turecki.
w każdym śnie odwiedza
Paryż
Mediolan
Londyn

tak trudno znaleźć
czerwone sandałki

i

zapałki...

non stop


slow motion
z wersu na wers. rewers - awers
z zaspy w zaspę. śnieży
między pytaniem a odpowiedzią
- zima zimą. uwaga nadchodzi...



dziewczynka z pochodnią w tle

wymiernie wierna
i szczelnie owinięta w bawełnę.
wciąż łatwa, gdy on taki nieogolony.
zakłada IDEAL nie.

maskę
płonie w domysłach

w tle

tli się
zimowa e.t.c.




Gabriela Cabaj

Białe motyle gubią piórka w locie

pierwszy śnieg tej zimy wyglądam
przez okno jest jak w katedrze gdy organy cichną
i dzwonki w rękach ministrantów a kapłan czyści
złoty kielich zbawienia nieskazitelną chusteczką unosi
taka biel przykrywa serce pełne śmieci

a od północy coraz gęściej
jakby ktoś wytrząsał rozdartą pierzynę
pamięci że tu na tych szarych drzewach
które nie chcą ustępować pola
w zagałęzieniu czy pęknięciu kory
jeszcze jakieś nasienie smakowity kąsek

sójka hop hop między chrustami po świeżych śladach
przelot tuż nad ziemią
aż rozdygotana gałązka daglezji
upuściła szyszkę

więc to tak -
nie ma darowanych miejsc
w chłodnej pościeli przybywa coraz więcej
zimy
dziupla jak zadra i żal
z krzewu bzu hen za staw
na berberysy

czy może już tak pozostać
czy ogród nadal oddycha
a drzewa co na to

jak stały tak stoją w majestacie prawa pobytu
dopiero świtem przeleci gołąb

latarnia zgaśnie przy drodze

którą pójdzie do szkoły barwne dziecko




Agnieszka Marek

Postanowienia

Może zacznie kupować sukienki. Teraz, na złość zimie,
zastępom byłych mężów i żon. Ciepłolubne, pastelowe zbroje.
Pod nie już nic – tylko oczekiwanie i zapach,
którego później chorobliwie nie możesz zapomnieć.

Guziki, z góry na dół, trochę ćwiczeń z cierpliwości.
Żeby był czas na zagryzienie warg, synchronizację oddechów.
Zanim ją położysz, odwróć głowę, chwyć widok, który wpada
przez okno. To molo wbite w rzekę, absurd pośrodku miasta.

Potem będą już tylko nowe rozdziały, pradawne rytmy, ucieczki.
Jakieś razem, ale wciąż osobno, nawet gdy już nie można bliżej.

Może wreszcie oduczy się czekać. Naga przystań. Ciągle pusty port.





Daria Dziedzic

taka europa (zimowe widzenia)

umiem mówić. ból trzęsie się w twoich rękach.
chwieją się nasze spocone wiersze.
dzień bez celu i kawa bez cukru,
taka bezpłciowość. strach na patyczku

chudym jak szczapa kołysze się,
a ogolona głowa virgini woolf atakuje mnie
w połowie zdania

mam lęk przestrzeni i błyszczącą rybę.





Marek Radecki

Drugi piątek stycznia 2012


1.
Piątek zaczął się od kałuży krwi
rozlanej pod drzwiami hurtowni na Podwalu
– chwilę czekaliśmy razem: ja trochę krócej,
krew dłużej. Nie zamieniliśmy ani słowa,

choć pamiętam najbardziej uniwersalne zdanie
– trzymam je na wypadek musu konwersacji
w windach, czy kolejce (jak tutaj): „Różnie bywa”

– z takim orężem zachowam się społecznie
w każdej sytuacji. Zagiąć mnie można
jedynie pytając „która jest godzina”,

ale to pytanie, nawet zadawane bełkotem,
poznam po charakterystycznej intonacji.

2.
Odwiedziłem ojca, zjedliśmy śniadanie
i zastanawialiśmy się
czy można włożyć sobie lufę pistoletu do ust
i nie trafić w głowę.

3.
Dzwoni Edyta, wścieka się. Jej klient nie przyszedł
na umówione spotkanie, w dodatku nie odbiera telefonu.
– jestem bezsilna – mówi – Marek,
przywaliłbyś mu, gdybyś go teraz spotkał?

4.
Można.

5.
Dzwoni Edyta, mówi, że nie uwierzę:
klient odezwał się w końcu. Okradziono go,
a wcześniej oczywiście pobito – piątek
zaczął się od kałuży krwi na Podwalu.





Janina Szołtysek

a gdyby tak jak kret

zejść głębiej
obłaskawić ciemność i ziemię
poniżej poziomu zamarzania
można by przetrwać niejedną zimę
ugładzić wszystkie myśli i wyprostować słowa
pod czystą płachtą śniegu zabliźnić stare rany
wiosną wyjdzie z kopczyków żywe
korytarzami w stronę światła
jak przylaszczki rozsieje się po świecie
przygarnie to co swoje
pod paznokciami brud
w śnie wyciszone drgania
w nowej odsłonie smaku
znajdą swe przyzwolenie





Małgorzata Południak

Obłęd z wodą

Powinnam wymienić kieliszki, szklanki, ale słucham Troelsa Abrahamsena.
Obserwuję topniejący śnieg i wymigujące się oknom chmury.
Kiedyś napiszesz o twardości drewna, opowiesz, jak oswoić latającą rybę,
zanim zetną ostatnią warstwę torfu.

Kolejna seria poświęceń. Ogród w deszczu, mój wstręt do robaków.
Z tego powodu opóźniam wyjście. Pragnę bezdeszczowej zimy, proszę
improwizuj. Chociaż lubię regaty, odgłos pluskania. Zroszoną ziemię.
Unosimy się, mijamy dziesiątki domów, jakiś chłopak maluje miasteczko.

Przypomina obrazek z wizytówki. Nowi mieszkańcy nie wiedzą, że ocean
po tamtej stronie nadal trawi skały. Kiedy się wyrwie spod kontroli, przestaniemy
mówić o miłości. Jego wnętrze wszystko przewróci, pokryje,
po brzegi napełni wiadra i umywalkę z dwoma kranami.





Hanna Dikta

List do Paula Gauguina


Przyszedłeś do mnie w sylwestrowy wieczór, kiedy zamiast pić i tańczyć,
czytałam książkę na tapczanie córki, niepodobna ani do mieszczańskiej żony,
ani czternastoletnich Tahitanek, o ciałach lubieżnie układanych na warstwie werniksu.
Ot, skrupulatna pracownica giełdy, której Mette nie pozwala na pisanie książek.

Na moim trakcie do raju nie będzie się chodziło na bosaka, nie zarażę się kiłą,
nie opuszczę męża i, patrząc na rzekę, nie pomyślę, żeby wrzucić do niej trzyletniego synka.
Umrę w dwuosobowym pokoju z łazienką, z morfiną metodycznie rozpuszczaną w żyłach
i łacińską formułką szpitalnego kapelana. Kiedy minie sto lat, nie odwiedzę nikogo
pięć minut przed północą, bo mnie wtedy, Paul, po prostu nie będzie





Waldemar Szwajca

* * *
drzewa nagie
jak je grudzień zubożył
obsiadła jemioła
zielona swatka ust z ust do ust
nawet gdy zima na pochybel strojnym
świerkom
taki ach och co je anioł ma w
rodzinnie

sina mgły nieciężkość
leppkość
usta opierzchłe na zębach szczęk
szczęk nie szczęk a samego
strwożonego chłodem
zapamiętania w miłości śmierci
półsnu od jarzębiny ku przebiśniegom
wstań zenek
plucha na dworze

serce z serca karma
jak drobny żwir w garści przecież nie ziemia
nie sól ziemi a jednak aż sino na butach
żwir tak drobny i z resztą
bo zawsze jest jakaś
nie trafi do ogródków
tylko z czadziorem w kułaku
i po oknach i po oknach
panu
wójtu
plebanu
B...
no taki mam obecnie klimat







Dorota Ryst

słaba rozdzielczość

dziś widziałam dom dziadka ale niezbyt wyraźnie.
google maps dla tej okolicy mają słabą rozdzielczość.
to lepiej. mogę myśleć że ktoś tam jeszcze jest. nie tylko jaskółki
budują gniazda. a jabłonie i śliwy nie dziczeją

bezpowrotnie. wielki las dziwnie się skurczył. oglądany
z satelity okazuje się małym zagajnikiem. nie płaczą
wierzby choć widać zarys stawu. stawy coraz częściej
bolą. to całkiem niezły powód żeby tam nie jechać. zostać

w swoich grudniowych snach. w nich ciągle jeszcze płyną
do portów statki z cytrusami. pachną pomarańcze
i pasta do podłogi. a język wciąż zdradza mnie pamięcią
smaku sovietsskoje igristoje i wyrobów czekoladopodobnych.





Andrzej Kanclerz


H i Q

[LUTOWE KOTY]


Koty zwiastują
wiosnę - chociaż śnieg leży
głęboki - w sercu.

*

I lód jest skałą
i piasek jest skałą, lecz
serce nią nie jest.

*

Słoneczny blask dnia
nie zważa na chłód wiatru
zimową porą.

*

Topnieją śniegi.
Czerwony zachód słońca
i domino barw.

*

Wokół mnie zima.
Każdy płatek inny, a
ja ciągle szukam.






Ewa Olejarz

Spałam w twoim łóżku

pracowałeś.
to nie było twoje mieszkanie. lecz bronka.
krążył niewidoczny. nagle ktoś zadzwonił do drzwi.
przestraszyłam się. otworzyłeś. to był bartek.
przyszedł z siostrą i szwagrem.
pamiętam zdziwioną i zabrodziałą twarz tomka.
weszli, twierdząc, że zamówili tu klepsydry,
bo bronek prowadził podobno pracownię: druki,
wydruki, te sprawy.
potem klaps. jesteśmy na ulicy: ty, ja, bartek,
kasia i tomek.
najpierw chodzimy po mieście a'la warszawa,
ulice się zamieniają,
zaborze, mijamy blok moich rodziców.
przyspieszasz.
masz na sobie pomarańczowy skafander.
uciekasz, mówisz: bankomat, bankomat.
znikasz. chcę za tobą pobiec, ale bartek mi zabrania.
przejmuje mnie rodzina.
wracamy uliczkami galicja.

nagle kasia mówi do mnie:
ewa, impreza jest w sobotę. przyjdź, wszystko ustalone.

emocje:
ty - zły.
bartek - wkurwiony.
tomek - zdziwiony.
kasia - łaskawa.

insze!
bronek: w tle.
ja: bezwolna.

usunęłam kolejny ząb.
za tydzień korzeń.
za trzy, gdy rany się wygoją
zakładam protezę.

piotrek na półmetku.





Marcin Sas

Stary znajomy mówi, co u niego słychać.


Myślałem, że miejsca ulegają zmianie, przeistaczają się,
że zrzucają skórę, albo chociaż odpada im ogon, coś
w rodzaju zimowej otoczki, która jest pretekstem
do spełnienia tych samych czynności.

Źle nałożonym makijażem, wszystko, co pomyślałem
nie uległo transfuzji, w żyłach ciągle płynie ta sama rzeka,
jest teraz zamarznięta, i oczy, widać trochę, resztę chroni mgła
i mleko zimne nadal wlewam do spalonych słońcem ust,

a wszystko, co wydawało się spacerem, wiesz, na raz,
przez sen, nie jest aż tak liryczne, nie potrzeba więcej słów, wystarczy
spojrzeć na ten miesiąc, żeby zobaczyć
jak ciężkie są oczy styczniowego mrozu.






Bogumiła Salmonowicz


***

świat
ucichł pod śniegiem
złagodniał
spóźniony styczeń
nawet liści zapomnianych przez jesień
nie strącił z hamaka
taki gapa






Rafał Gawin

LUSTRO, RYM DO ZDRADY DRUGIEGO JA

Nie ma śniegu na Sylwestra! Wyglądam przez okno,
odbezpieczając wyjątkowo drogie piwo.
Za mną zawierucha: Bad Religion młóci kolędy
z charakterystycznym pierdolnięciem, żona
zajmuje kuchnię i łazienkę jednocześnie: jak żyć?
Gdyby były dwie, a najlepiej trzy naraz,
można by mówić o sztuce. A tak jest wiersz,
który nie będzie dowodem nawet
na wewnętrznej rozprawie.





Dorota Nowak

meteo

rano decydujesz o pogodzie
dym z kominów ścielący się po ziemi
zapowiada ciepły deszcz

moja skłonność do burz podnosi ciśnienie
opadający barometr wróży odwilż
z długotrwałym ociepleniem

na wieczornym niebie jasnożółte barwy
pokryły złotem silne kontrasty
chmury zalśniły jedwabiście

twoim głosem dźwięczą druty telefoniczne
muzyka rozbrzmiewa nad polami
znów zakwitną chabry i maki





Karol Maliszewski

Ścieżką w kierunku Góry Świętej Anny

Sam, po waszych śladach,
więc już nie sam, stokroć samotniejszy*,
mglista wspólnoto, rozpoznawana
po kształcie kalenic, zapadających się
w czasie i mgle;

może na wiosnę ruszymy miejsce
z miejsca, może przesadzimy, by
doznać, nie wiem; może

wzbudzimy zaufanie do szczątków
poddających się dalszej obróbce,
podających się za.

Nie sądzę, żeby coś stało się jasne,
w mroku widzimy więcej,
szeroko otwierając zeszyty,
pełne szlaczków sypiących się
z niedoszłej mandali;

ale dokąd niby mielibyśmy dojść
na wiosnę, ruszając już teraz,
po starych śladach, tak ładnie

wyciętych w śniegu; teatr pytań,
publiczność wstaje z miejsc, idzie
ławą, za świerkiem świerk.



* nie potrafię przytoczyć źródła
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.




WEŹ UDZIAŁ W STWORZENIU IMPERIUM SNU – PODZIEL SIĘ SNEM! Artystka Justyna Gruszczyk zaprasza do dzielenia się snami, które dzieją się w Katowicach – akcja jest częścią projektu IMPERIUM SNU, realizowaną pod patronatem Galerii Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach, gdzie odbędzie się w ramach cyklu „Drobnostki”. Najciekawsze literacko sny publikujemy na stronie ŚSG: SNY O KATOWICACH Więcej na blogu: www.imperiumsnu.blogspot.com. Polecamy!


użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
4,674,359 Unikalnych wizyt