Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Nauczyciele są ważni
21 marca Światowy Dz...
Dobranocka nieco str...
kobieco
Dominka Lewicka-Kluc...
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Erotyki
walentynkowo
2014



***




Izabela Kawczyńska

Dzień, tydzień, miesiąc, no i dlaczego postanawiamy zostać


Kochankami, jasne, że nie swoimi,
więc kochankami jesteśmy,
ale w zimnych łóżkach. Rdza, rdza, rdza.
No to powiedz mi, że cię kocham
i że nic się nie zmieni
we mnie, nawet trochę.
Raz: wszystkie dzieci mają oczy błękitne,
kiedy się rodzą. Dwa: wszyscy ludzie usta mają
otwarte, kiedy umierają.
Ładnie tu o tej porze końca,
kiedy patrzy, spokojne, na nas morze.
Trzy: jesteśmy w połowie, to powiedz mi
jak mam na imię w jakimś martwym języku.
Mogłabym być twoją matką, mogłabym przysiąc,
schować cię w sobie, ochronić
od wszystkiego w życiu z wyjątkiem życia.




Małgorzata Południak

Zaczerpnięcia


Jeśli musi pan zostać, przyjrzyjmy się
podwójnym kokardom w trampkach. Deszcz spada
na wyblakłe nazwy domów, dziury w chodnikach,
śpieszę się, odskakuję, wreszcie otwieram drzwi
i zatrzaskuję bajkę.

Brakuje mi bujanych cieni.
Sukienka ciśnie. Nie ma w tym logicznego związku,
powiedziałeś, wytrzyma jak koperta wypchana listami,
rozpisane maczkiem prośby. Moja droga, piękna Pani, mogłabyś
przyjść we wtorek, w południe. U mnie jest lepsze światło.
Spływa z ramion.
Więc nie wiem czy żałuję rzeki,
czy pijących ramiączek.


Sznurowane buty, usta, gesty. Czarne tasiemki, myśli,
cerowane kolana i związane ręce. Czego chcesz, kiedy się zacinam?
Za plecami ściana, wbijam w nią głowę, w podłogę rozdeptane obcasy.
Proszę, zostań. Chociaż hałas od strony wody napiera
i gasną głosy. Opowiadam, dlaczego nie zostały wysłuchane.




Joanna Fligiel

Katharsis

Lubię, kiedy ściera mi odciski.
Wkłada w to tyle energii, jakby
ścierał ślady tamtych mężczyzn.

Gdy nakłada krem na lśniące
placki zwyrodniałej skóry,
mówi: jeszcze dwa tygodnie

i nie będzie ich, i tak już pięć
ostatnich miesięcy słyszę
chichot tamtych mężczyzn.

Ale nie poddaje się, drze, jakby
miał być pierwszym. Czasem
stopy tak bolą, że w to wierzę.




Grzegorz Kielar

wykrzykniki


w hotelowym pokoju o świcie
najlepiej rozmawia się palcami
niepotrzebny do tego słownik
wyrazów kłopotliwych

damy wolną rękę językom
i zaczniemy od rozbierania rzęs

reguły gramatycznej
poprawności zostawimy purystom
żadnego cudzysłowu żadnych pauz
czy znaków zapytania ciała powierzymy
jedynie wykrzyknikom

ta gra będzie całkiem występna
na ślepo i do syta
zanim zdążysz podać współrzędne
już tam będę




Waldemar Kazubek

Wanda Luzja skreśla krótki list do komendanta Zoofero


Mój drogi Filo, znów poszłam na Plaza de Toros, słońce
i arena, dwoje twych żółtych oczu i sześć czarnych łez, martwych
byków zaprzęgiem z mozołem zwiezionych ze sceny. Nigdy

nie byłeś tanim; zawsze - bezwartościowym romantykiem. Chcesz
czego i tak nie dostaniesz, więc jakbyś nic nie chciał. Ale pomyśl:
nic, to prawie tyle co obecność, skoro obojgu warto nadać nazwę.

Znasz się na słowach, na kobietach już tylko z widzenia. Nie oszukasz
pamięci, ona jest po to, by oszukiwać ciebie, zatem to nieistotne,
że nie dotrzymaliśmy kroku przeznaczeniu a śmierć to zaledwie

odstawienie słów na półkę. Miłość, mój drogi, to zabawa z kotem,
zawsze staje się nudna i męcząca, nieważne: dla kota, czy dla myszy.




Eliza Moraczewska

na stawach

takie tu jest pomarańczowe światło
i wilgoć w rozdartym niebie
że naskórek samoistnie odłazi
z rozkoszy splamionej brzaskiem

mrowi wzdłuż gęsich włosków
prawie bolesne braterstwo
i jak czerw się przemieszcza
po lianach krwi w stronę dłoni

wypuszcza nabrzmiałe powietrze
przez palce przez stawy przez okna
dotyk wody rozcina skórę
i spada na dno wraz ze zmierzchem

kiedy czerń zatacza koło
pozory się zacierają
wtedy masz takie światło na języku
jak wilgoć w rozdartych ustach




sandomierz. kwadryga

znowu spadł ulewny deszcz
monsun północnego skrawka europy środkowej
brodzisz w brzoskwiniowym potoku
który ucieka w zapadliska wąwozów

leżę w jadowicie zielonej trawie
miss mokrego podkoszulka z dyndającymi nogami
słomka mi z ust sięga błękitnego nieba
krzaki porastają babie tęcze

---

spiętrzanie dni ustaje a doba się liczy
od burzy do po burzy
kradniemy w sadach malinówki
i usta nam pękają wzdłuż linii ich soków

sierpniowo dyszymy brzemiennym okiem
syci żółtym błotem po kolana
na powrozie poczwórnych warg
ciągniemy rydwan słońca




kołysanka

tulisz w niebezpieczny sen
orząc skórę mych pleców
siejąc tam w grządkach krew
by strzelała wysoko kwitła cudnie
wydała owoc stukrotny
wiarą dobrej wiary mnie karmisz
na poczet przyszłych pokoleń
i zdzierasz zasłony niewiedzy

wystawiasz twarz na ulewę buntu
buntu krew miesza się w tobie
w tobie ostrzy kły z ukrycia skacze
skacze do gardeł mych wrogów
mych obcych myśli
myśli masz szare paskudnie jakby
jakby oczy zielone błyskające śmiechem
śmiechem strzelają nienawiścią gryzą
gryzą głodem nienasyconych rąk co

tulą w niebezpieczny snu
orząc skórę mych pleców
siejąc tam w grządkach miłość
żeby kwitła strzelała wydała owoc




Łucja Dudzińska

Cembrowina. Bezsenność


Zasłaniasz powieki, które i tak dźwigają sufit.
W pieszczotach wyręcza cię natrętna mucha.
Przetrwać popiół w oczach, uwodzić okaleczoną dal.
Półśrodki na spanie kleją się do wyciągniętego krzyża.
Wrasta w prześcieradło ciężar ramion oraz cała
ilość kręgów. Znaczą studnię bez dna. Sięgasz po wodę.
Miara codziennych wizji pozostaje na szklanej tafli.
Zmęczony wzrok coraz głębiej i głębiej wpatrzony
w odbicie nieba, skąd nawija się nić – lina,
jakby trzymała ciebie, latawiec i sen.




Sabina Waszut

na rauszu


po drugiej lampce wina kocham cię bardziej
gdy język czerwienieje słodyczą
kocham cię pełniej

kryształowy kieliszek jest jeszcze po babci
(prezent od niedoszłego kochanka)
nóżka wygięta zmysłowo
wciąż pragnie

po trzeciej lampce wina
usta drętwieją
czekaniem




Hanna Dikta

Atlanta w ogniu


tak Scarlett
czasem zaczyna się kochać
dopiero na ostatniej stronie
kiedy on zakłada kapelusz
a ty stojąc u szczytu schodów
powtarzasz głupio
pomyślę o tym jutro

jakbyś do miłości potrzebowała
burzowej nocy
szeleszczącej czarnej krynoliny
i śmierci przyjaciółki
(śmierć zdrada co za różnica)

w takich chwilach świat mnie się
niczym makieta z kolorowego papieru
odpadają cekiny serpentyny weneckie maski
i zostaje kawałek drewna

długi kuchenny stół
przez który pierwszy raz od lat
patrzycie sobie w oczy




Rafał Różewicz

Kulinarność


Odstawia garnek, bo do serca źle chadzać
po wydeptanych ścieżkach; odstawiać teatr,
kiedy ma się za widza drugiego
aktora, który dla tej roli gotów jest

skierować głód na inne, dwuznaczne tory,
wprowadzić nieład (całkiem ładnie wygląda
na niemal już artystycznym stole), po desancie ubrań
na przeludnioną okolicę – jedna marchewka
mieszka na kilku centymetrach kwadratowych –

wszystko może się stoczyć, kiedy szybko się
nie reaguje; obcisłe spodnie z trudem sięgnęły dna,
zahaczając o kostki (te rosołowe wciąż czekają
na swoją kolej); i pomyśleć że takie są koleje
obiadu, który spóźnił się na swoją porę,

bo zatrzymało go dwoje młodocianych
kochanków, nie potrafiących obejść się bez
czułości w miejscu przeznaczonym na pokaz
(oto potwarz dla oziębłej lodówki, reszty)
sąsiadów, z którymi łączy nas dzień,

dobry jak zawsze, kiedy przepis jest
tylko sugestią, nie interpretacją.




Renata Iwaniec

send


możesz mnie wyruchać maleńki
wiesz słonko mam awersję na punkcie ciepła
ubierz się dziś nie będziemy się dotykać

noc jest zbyt lepka
lepkość pot potoczne zjawiskowe i wątki
na okrągło jaka jesteś cudowna
okrągłe piersi i dupa

wszystko jest początkiem piękna
mówisz twoje uda piersi albo odwrotnie
to tanie zakradanie się

nażryj się tym ciałem weź sobie wygłaskaj wyliż
czuję się jak wyświechtana pocztówka
puszczam się możesz odebrać pocztę




Renata Iwaniec

***


Mój świat.
Twój świat.
A może nie istnieją inne światy
prócz tego w uniesieniu.




Teresa Rudowicz

Llosa pisze do Gauguina

niepotrzebnie tyle myślę, życie lubi prostotę,
ład utrwalony ręką dziecka –Teha’amana ma duże oczy,
ogromnieją, gdy się boi, kiedy szepce: tupapau, tupapau,
tuż przed dziką namiętnością, którą za chwilę wybuchniesz.

to twoja obsesja, Paul, twoje szaleństwo. czy warto? nie ustalimy tego
ani teraz, ani potem. młodość, tylko ona się liczy. połączona z uległością
i brakiem pytań jest cudem – dla niego porzucisz dotychczasowe życie,
osiądziesz na końcu świata.

czasem wyśnisz Paryż, Limę, Kopenhagę, rytm wielkiego miasta,
zapach tamtych kobiet, szaleństwo van Gogha, czasem obudzisz się
z krzykiem, że i ten raj jest złudzeniem. jak wszystko.

czternastoletnie dziewczęta nie zmienią niczego. artysta karmi się
samym sobą, niczym Katoplebas – napisałem kiedyś takie zdanie,
ale dzisiaj nie jestem już pewny, czy dom rozkoszy i dom wariatów
nie znaczą to samo.




Krzysztof Mich

nylon


lubię jak kobieta kusi mnie pończochami
wyobraźnia ślizga się po nylonie tak szybko
że nie nadążam liczyć kolejnych myśli
czuję się wtedy jak skoczek lecący ku ziemi
linki drżą naciągają prostują by wystrzelić
z hukiem gdy czasza napełni się powietrzem
pełnym słów pisanych zawsze dużą literą

zastanawiam się wtedy czy to już ziemia
czy dopiero gorący przedsionek wulkanu
miejsce gdzie pamięć nie dotyka nylonu
gdzie czuję się zawieszony bez możliwości
sterowania linkami gdzie nawet lód topnieje
na końcu sopla temperatura jest najwyższa
lód zamienia się w krople kapie życie




Naćpana Światem

kiedy jestem

ciepłem bioder ty taka sama ciebie
jakbym siebie po drugiej stronie
lustra odnalazła ciało drugie obie
w tobie ty we mnie w sobie jeszcze

wilgocią drżące trwają na ustach wargi
zapach zmieszany z cieniem potarganym
drażni upojenie jakby na pięcie
zapalczywie zadarte piersi diademami

pod języki tortura dreszczem pomierzona
delikatnie zzuwamy tajemnice w pościeli
bez wstydu i ukrycia pomieszamy twarze
pośród plądrowania ciekawości kwiatów

tych samych odmiennie oddanych dotykom
pieszczoty do szczytu rozmoczone wonią
pośrodku kochania trafiają same usta
bez pytania wspięte konwulsją i łzami




Dorota Nowak

pamięć

kanapa w kolorze ecru
pamięta wrażliwość piersi
(wciąż zadziwia mnie ich moc).
byłeś na wysokości
już nic nie zatrzyma otarć.
myśl upadła za oparciem
niespokojnie rozlicza się z jutrem.
za mało wszystkiego za dużo.
warstwy zdjęte zbyt szybko
splątały stopy opór przyciąga
niecierpliwość miesza krople
(lubisz gdy kobieta).
kanapę w kolorze ecru
przestawiamy w inne miejsca.




Nina Manel

Transerotyk z akcją w Katowicach


Jakie było miasto, kiedy byłam chłopcem,
koœścistym i niemym? Patrzyłam przez ludzi,
ciemną szybkę na słońce. Wychodziłam z pokoju
małego jak nów, ciasnego jak dziewica
o pośœladkach wąskich i twardych.
Taki był też pancerz wciskany na siłę,
na suche, gołe ciało. Za każdym rogiem człowiek
o wzroku strzelca i dłoni chirurga; miękkich wargach,
co tłoczą kamienie.
Chciałam œświata głębszego niż bezdenne niebo.

Miasto łasi się i ociera - kotka pierwszą rują,
bruk, co odpychał trampek, ugina się szpilce.
Ludzie, tak bezbronni, wręcz anielskie płody,
że odsłaniam ciało, zdartą, ostrą skórę,
popękaną, bezczelną - i taka jest zmiana,
pompowane usta, wydrążony srom.
Miasto tuli kocem grubym i mięsistym
rozespaną córkę, po ciepłej kąpieli.
Kiedyśœ w ofercie miało tylko całun.




Zbigniew Milewski

rewizyta


luz. Marysia ma weselny gajer Marka,
namalowała też sumiasty wąsik tuszem.
wiąże w supeł sznury hodowlanych pereł

z Indii. prezent od niej. Marek tego nie wie.
odkrywamy skarby babci z szafy. wkładam
białą przedwojenną suknię gdy Marysia

ma na głowie już melonik po pradziadku
powalają cztery piwa. na kanapie
palce zaplatają się wzajemnie czule

jak gówniarom, które podczas szkolnej przerwy
wyjawiają tajemnice. dziś czas sprzyja
emancypacji i solistkom, a mężczyźni

są potrzebni - nie wiem po co. nie jesteśmy
z tych mężatych co zerkają tylko na nagich,
poślubionych chłopców męskich jak ich bokserki

albo męskie stringi z wszytym wałkiem. później
dodała, że wyglądam w bieli tak niewinnie.
odpowiadam pokaż, nie uwierzę póki

nie zobaczę. więc ustawia na krześle cyfrówkę,
z samowyzwalacza pstryk i jest dowód
wywołany w sepii. do dzisiaj nie wiem dlaczego

wilgotnieję, kiedy widzę to ujęcie




Ewa Parma

Łąka


Merlot z tej winnicy
będzie pachnieć
zwierzyną, grzybami
i trawą o świcie,
gdy wstają mgły,
a ja nabieram tchu
jak długo zamknięte wino,
uwalniam się od osadu
dawnych namiętności
i znad twoich ramion widzę
sarny, co wyszły z lasu
na moment, w którym
darowano im wolność
i trawę, najlepszą
w tej części kosmosu,
właśnie teraz, gdy patrzymy
sobie w oczy tak zachłannie,
jakbyśmy chcieli wypić
mgłę między nami,
nim na szkle znowu
zbierze się osad
zamiast słońca

(Cykl: Przysiółek zwany Czułością)
30.05.2013.





Roma Jegor

***


Posłańcy zawsze giną pierwsi
jak liście przynoszące wiadomość o zimie
o odchodzeniu ptaków
kapitulacji nieba co się kładzie
szarą sierścią do ziemi
i ma brzuch otwarty
Posłańcy giną pierwsi
jak czerwony kapturek i reszta bajek w nas
kiedy świat ostrzy bruki i plecie powrozy
Odważni giną pierwsi
więc kiedy wyciągam rękę w las twoich włosów
nie mam pewności czy nie zapodzieje się w tym grudniu
jak tamte szeptane nocą rzeczy najczulsze
które giną w zaspie snu
bezpowrotnie




Lena Pelowska

akt kuchenny


od twojego dotyku pękają naczynia
staram się zakryć je warstwą kremu
jesteś jednak nieugięty i wkładasz dłoń
dalej do środka dzbana aż sięgasz dna

nieugięcie też zachodzisz mnie od tyłu
unosisz aż po półkę z kieliszkami
i wybieramy wspólnie kryształowe
połyskujące rżnięte szkło

jest tutaj święto odkąd zamieszkałeś
w kuchni jest światło i czas sjesty
nad oliwkowym sosem i sałatą
padają obietnice nowego serwisu




Bogdan Zdanowicz

* * *


Jak krótka noc
trzecia bez ciebie.

Za oknem ptaki
płaczą pieśń
miłosną – sen.

Będzie drżenie
gdzie brzask
wiesz.
Co cię zachwyca -
- nic
nie zmienia się.

Zimna czerń
i lśnienie
głodnego księżyca.




Marina Kretkowska

akt


od zatopienia na nieodrywalność wzroku
zalotnego przymykania wibrowania
w głosie

przez wchłanianie aromatów
pierwiastków
chemicznych feromonów

przyciąganie cząsteczek skóry
magnetyzm
przyjmowania w siebie wzajemnie

ciała stałego zachłanne posiadanie
w ulotności chwili
do skroplenia radosnych wznoszeń i opadań
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
6,189,765 Unikalnych wizyt