Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Nauczyciele są ważni
21 marca Światowy Dz...
Dobranocka nieco str...
kobieco
Dominka Lewicka-Kluc...
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Olivia Betcher o poezji Taranka
Olivia Betcher: „Gra (sama w sobie) nie jest widowiskowa”. *


Lata 90, później początek nowej ery. Dekada pikseli na ekranach ciężkich telewizorów. Pikseli wywołanych to przez kolorowe potworki rodem z Azji, to przez nieco mniej kolorowe, ale równie wciągające samochodziki i potworki – ożywiane przez konsolę na końcu kabla. Rozruchy na bliskim wschodzie i dalekim zachodzie kojarzonym bardziej z paczkami od krewnych i absolutną niemożnością otrzymania wizy niż czymkolwiek innym. Potoczny język jeszcze nie tak skażony hollywoodzkimi filmami i teledyskami, które każdy zna, ale nikt nie ogląda. Potem atak na WTC i oczy świata dorosłych zwrócone na polityczne rozrachunki między Wielkim Mocarstwem, a Wielkimi Złymi Ludźmi w jakichś piwnicach w dziwnych i dzikich krajach. Chciałoby się powiedzieć: idylla. Zaśpiewać za Świetlickim: nigdy nie będzie takiego… 1

Wszystko powyższe to tylko garść odniesień i skojarzeń wynikających z debiutu poetyckiego Macieja Taranka. Młody (rocznik ‘86) autor poskładał wreszcie 39 wierszy jak piksele na ekranie albo kolejne powtórki w swoim „Repetytorium”. Wiedzę o czym zatem próbuje odświeżać? Co z uporem nałogowego gracza repetuje?

Już w pierwszym (nie bez kozery tytułowym) tekście zdaje się jawić odpowiedź: (…) mówię w milczeniu poetyki, aby gramatyka zaczęła jak wściekła krzyczeć, mówię/w milczeniu poetyki, aby gramatyka zaczęła jak wściekła kreślić. tu mówię (o) chwyceniu/ (ręką) możliwości pokazania (palcem) […] całości, rozumieniu/ mechanizmu rzeczy i (o) ruchu (…) [„repetytorium”, str. 3].

Mamy tu zatem – przynajmniej teroetycznie – jeśli nie pełny, to dość wyraźny obraz tego, w co debiutant z pasją pogrywa. Gramatyka, podstawa języka, ale jednocześnie iście matematyczny porządek zamknięty w skrajnie nieliczbowej metodzie komunikacji. Komunikacji czy bardziej segregacji, ustawianiach? Jak oszukać tego wytrawnego gracza? Czy możliwe jest, używając narzędzi takich jak strukturalizm, zapędzić go w kozi róg? Czy korzystając z samej gramatyki, możną ją przechytrzyć? Tego właśnie – w moim odczuciu – próbuje dokonać debiutant. W do bólu zrytmizowanej, konkretnej frazie ustawia język pod siebie, nie zgadza się na jakieś z góry założone reguły, mając jednak na uwadze wszystkie siły i słabości przeciwnika, co udowadnia choćby poprzez uporczywe zaznaczanie zaimka zwrotnego „się”, za każdym razem, jak tylko uda mu się wedrzeć między wersy. Można by się oczywiście doszukiwać tutaj powiązań chociażby ze Stachurą i jego "Się", ale to tylko jeden z możliwych kierunków. W dalszej części wspomnianego wyżej wiersza tytułowego, mówiący przyznaje: oto ruch:/ gra (sama w sobie) nie jest widowiskowa, atrakcją jest wykonanie ruchu, (…) maszynę trzeba wprawić w ruch, a ruch przewidzieć(…). Mamy zatem świadome, jawne podjęcie walki, próbę pokonania przeciwnika, stosując się jednak do reguł, w taki sposób, by można było wykorzystać wszelkie luki i niedomówienia.

Autor przede wszystkim usiłuje podkopać istotę języka, pozostając jednak ciągle po stronie znaczenia, a nie czystego lingwizmu. Kolejne poziomy bowiem, to nie tylko zimna matematyka [vide: level #1”, str. 6 i „made in china”, str. 9, „figure”, str. 36].

Powtórzenia (części lub całości wersów, ilości zgłosek, motywów i odniesień) to perfekcyjna foremka czy też ubranko dla tego, co ucieka, zaciera się, zanika, a mianowicie dla punktów w historii, które stały się dla podmiotu mniej lub bardziej konstytutywne. Skąd się tu znalazłeś, smutku? – pyta podmiot przed trzydziestką, myśląc o sprawach, które widzi wokół siebie, choć ich nie przecież nie wybrał. Z jakichś powodów przecież zawsze robotnik ma czerwoną koszulkę, (…) jada posiłki łopatą. chomik ma na imię rata, biega w kuli podobnej do świata [flanela, str. 11]. I właśnie świat, mniej lub bardziej prawdziwe odrębny, własny okazuje się w tej poezji punktem odniesienia. Kreowanie lub udowadnianie światu, że został stworzony przez podmiot, a nie mu narzucony, wydaje się być kolejnym szalenie istotnym odniesieniem. Dopiero wtedy, gdy już się wie, jak zacząć pierwsze zdanie, cytując ze wszystkich kronik (…) ucztując społem można śmiało powiedzieć – sobie, do siebie – odnalazłem siebie i uśmiechnąłem się [czysty węgiel, str. 12].

Poza gramatyką [„science fiction”], metajęzykiem [„digital”] i metapoetyką Taranek porusza jeszcze inne rejestry: chyba najsilniej wybijają się wspomniane wcześniej odniesiania do życia wirtualnego oraz zderzenie tegoż z realnością. Widzimy to zarówno w tytułach: między innymi cykle „boomów” i „leveli”, „gran torino” jak i w samych tekstach:

oglądałem pokemony, kiedy pierwszy samolot
uderzał w północną wieżę world trade center.
oglądałem pokemony, kiedy drugi samolot
uderzał w północną wieżę world trade center.


Oglądałem uśmiechniętą mysz, która pika jak sece.
[„boom #1”]

czy:

układałem klocki lego, kiedy wybuchały
bomby w londyńskim metrze linii piccadilly.
układałem klocki lego, kiedy wybuchała
bomba w londyńskim autobusie routmaster.

układałem wysoką wieżę, budowałem swój świat.

[„boom #3”]

Wyraźną rysą jawi się (także wypunktowana we wcześniejszych akapitach) próba zapętlania, zaklinania poprzez powtórzenia. Widoczna nie tylko w dwóch powyższych przykładach, ale przemycana praktycznie na wszystkich frontach. „Repetytorium” jest z całą pewnością dobrze skrojonym i przemyślanym produktem na miarę potrzeb i oczekiwań… no właśnie – kogo? Tu chyba ujawnia się najpoważniejszy problem tej książki. Zarówno środki formotwórcze, jak i wykorzystywane motywy doskonale wpisują się w aktualnie modną stylistykę tropów rodem z „neopostmodernizmu”. Mówienie o mówieniu, wiersze o wierszach, dzieciństwo, komputer/konsola i kilka katastrof – wszystko razem brzmi prawie jak przebój. Niesie to za sobą ryzyko chwilowości, a nawet anihilacji. Mało w tych wierszach niestety oryginalności, świeżości, a jednocześnie stają się w pewien – przepraszam za wyrażnie – skostniały sposób – charakterystyczne. Gdzieś w okolicach piątego tekstu czytelnik potrafi mniej więcej przewidzieć kolejne trzydzieści cztery. Myśli zatem: tak, fajna poezja. Wiąże się to z faktem, że wiersze czytane lub słuchane osobno trafiają oraz wybrzmiewają o wiele lepiej i mocniej niż jako całość. Tylko czy aby przymniotnik „fajny” na pewno jest nacechowany pozytywnie? Czy niesie za sobą odpowiednią wagę? Czy wreszcie nie dość mamy już „fajnej poezji”? Poza wszystkim należy pamiętać, że forma, którą Autor obrał, zdaje się wyczerpywać już na starcie. Drugi tomik w podobnym nurcie stałby się niestety całkowicie niestrawny.
Ostatecznie wszak trzymamy w rękach (lub widzimy na ekranie komputera czy urządzenia mobilnego: czytnika e-booków, laptopa, telefonu, tabletu, iPoda, bowiem „Repetytorium” podobnie jak cała seria poetycka w wydawnictwie ukazała się za darmo w Internecie na licencji creative commons) książkę przypominającą co najmniej kilka innych (najbardziej – w mojej ocenie – arkusz „Atrapizm” Marcina Biesa” poprzez podobną melodię powtórzeń i zapętleń oraz, mimo wielu różnic, „Clubbing” Kamila Brewińskiego dzięki podobnemu traktowaniu języka potocznego czy na wskroś współczesnego, nie wspominając o wielu innych autorach, odnoszących się w swojej twórczości do samej istoty pisania). Otrzymujemy książkę, która wiele nam przypomina, ale niewiele mówi. Wreszcie: książkę, którą przyjemnie się czyta, ale która kompletnie nic nie zmienia – ani w świadomości odbiorcy jakiego takiego, ani w kontekście poetyki, ani estetyki.
Słowem: jest poprawnie. Wszystko, co należało zrobić, zostało zrobione, ale w efekcie to jednak ciągle za mało. Pozostaje czekać na nowe pomysły, potencjał jest ewidentny.



* repetytorium, Maciej Taranek [w:] Repetytorium, M. Taranek, str. 4
[1] Finlandia, Marcin Świetlicki, [w:] Wiersze, EMG, Kraków 2011, str. 424

Maciej Taranek, Repetytorium, Hub Wydawniczy Rozdzielczość Chleba, Kraków 2013
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
6,189,715 Unikalnych wizyt