Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Nauczyciele są ważni
21 marca Światowy Dz...
Dobranocka nieco str...
kobieco
Dominka Lewicka-Kluc...
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Czytanie mocy przeciwko przemocy
16 Dni Przeciwko Przemocy wobec Kobiet - to międzynarodowa kampania na rzecz wyeliminowania wszelkich form przemocy ze względu na płeć.

Nasza strona i w tym roku włączyła się w akcję.
Dziękujemy wszystkim poetkom i poetom, którzy nadesłali swoje teksty...



ZESTAW UTWORÓW NA 2013



Joanna Danuta Bieleń



kiedyś ściany miały uszy


kaloryfery parzą ruszając firankami
aż po sufit unosi się ciepło
mieszając zapachy dostatku
a mimo to powiało chłodem

z nad wytrzaskanych futryn
spływają ciężkie słowa
to takie za ścienne zacisze
sprawnie tłumione przez gipsowe płyty
leczące popękane ściany

ona też leczy pęknięcie



dotyk

oczywiście że istnieje wyparcie
z myśli
z ciałem bywa gorzej bo pozostaje
na swoim miejscu
tylko lata mijają zbyt napięte
i strzelają wspomnieniami po oczach
to taki tik nabyty
tak jak moczenie się w nocy
z tego się wyrasta
ponoć



granica

mokre mam dzisiaj spojrzenie
jeszcze nie wypłynęło
ale czuję dotkliwie
kiedy się napełnia

za oknem spokój
dobrze że chociaż to jest
reszta zostaje
w środku

byle nie mrugnąć
i nie uronić



świadomość otoczenia

wychodziła na zewnątrz

czynność powtarzała kilka razy dziennie
była zakodowana w każdym stąpnięciu
otwarciu drzwi
jednak to nie dawało gwarancji bezpieczeństwa
wystarczyła chwila nieuwagi
głębsze zamyślenie by stracić równowagę
i poczuć chłód kamiennych schodów
zdradliwych stopni

zimnych jak osoba która stała tuż obok
bezczynnie




Marcin Bies


kobietobicie

odgłos uderzania kociego gówna o dno kuwety
uczyłeś mnie, że naturalnym jest uderzyć kobietę

mogłam przynajmniej wysyłać cię po papierosy
twoja nikotynowa nieobecność przytłacza tym bardziej

ale zobaczyłam z odpowiedniej perspektywy: twoja twarz
blisko mojej i dłoń, która dotykała policzek, była stara, oschła.

odgłos zasypywanego kociego gówna jak pogrzeb
przypominać mi będzie, co mówiłeś o biciu kobiet

pogrzeb kogoś obcego, jednak wypada tam być,
naturalnym, Panie Boże, jest w tym uczestniczyć.



przejście na to

przejście na ty, dotyk, przejście na
policzek, przejście na odejście,

przejście na błagam, nie odchodź,
czy możemy przejść ze sobą na

to? przejście na potwarz oraz
błagam, nie przychodź, przyjście

po odejście, odejście z kwitkiem
dotyku, brawa po dotknięciu, łyk

wódki i od początku. pozwól że
się przedstawię, przejście na to,

swobodne przejście na nikt, odwyk
dotyku, przejście na ja, zajście.




Gabriela L. Cabaj


Jeziorna

Nosi w sobie wyprute żyły matki, potłuczone szkło,
tynk i kable elektryczne, blizny z przedramion, ostre
przedmioty, które mogłyby skrzywdzić; gdzieś pod
żebrami trzaskają drzwi, więc ma lęki. W szuwarach
cicho siedzi na gnieździe, później wypływa do brzegu.

Jest coś smutnego w białym rozwijaniu skrzydeł, i gdy
skłania głowę na wodzie raz w tę, raz w drugą stronę,
lekko, lekko - różowym świtem, grążele - niemy balet.




Łucja Dudzińska


Nie-boży palec

Spotkała Franka w butiku za rogiem. Długo śledził jej kroki.
Przychodził ogarnięty dziwną obsesją – zawsze mnie
kochaj! Szept ślizgał się po włosach, zagarniał ciało.
Mówili dookoła, że takie spotkanie, to palec boży. Lubiła

jak pociągał nogami, kopał kamienie. Nieważne były głupie
myśli i spocone dłonie. Podarowała serdeczny palec. On teraz
kiwa wskazującym; czeka, aż będzie blisko. Dym dławi płuca,
zapach wykrzywia uśmiech. Pij ze mną! Ściąga brudne dżinsy.

Sięga, napina ścięgna, przestawia, popycha, obraca do ściany,
zamyka usta – tą samą ręką co kiedyś głaskał, a później bił
psa. Nie bierze na spacer, ani na wakacje. Mija pięć lat.
Coś pęka, wylewa się rzeką, przelewa granice. Ona skulona

(w sobie) podnosi wzrok i nie może już zasnąć. Bierze dziecko,
uspokaja płacz. Godzina zero. Pokazuje środkowy palec. Fuck you!



Zmilczenia


Mija skwer posmarowany zieleniną. To łakoma kromka,
którą zjada żużlowe rumowisko. Niby nic się nie dzieje,
tylko na ulicę wysypują się dzieci. Krzykiem zagłuszają
dzwonki. Nadal dzwonią w uszach, chociaż bezdźwięcznie

porusza ustami. Później on stwierdza brak słów,
brak wody i prądu. Ostrość widzenia tnie jak brzytwa.
to czego nie chce zobaczyć. Przykute do ziemi stalowe nogi.
W kuchni zawsze pali się światło, ale nie widzi, bo jest

za blisko. Chce zamieszkać w ostrzu noża, gdy obiera
ziemniaki, sieka cebulę, wtedy zrobi się jakoś tak sterylnie.
Okna ktoś zamalował fluorescencyjną farbą. Świecą
poświatą, zmieniają się w tarczę zegara. Pęknie

w miejscu wskazówek. Otworzy wnętrze czasu, który
kiedyś był dobry. Nie śpi. Zawsze czuwa lub biegnie
nie wiadomo dokąd i nie zdąża. Przekracza granicę gestów,
uśmiechu oraz lęku. Nadchodzi półmrok. Wtedy rodzi się

kolejna potrzeba milczenia jak w porzuconym kamieniu
na polnej drodze, jak w zaciśniętych z bólu zębach.




Joanna Fligiel


Kindermädchen

Martyna wie co trzeba
zrobić człowiekowi
żeby wyszedł na ulicę
żeby pozwolił się krzywdzić

Martyna wie że płacz
tylko nakręca oprawcę
jest taka sama
lubi jak płaczą dzieci

Martyna zostawia je
na śmietnikach
kiedy słyszy ich lęk
biegnie na pomoc

Tuli je mocno całuje
a gdy drżenie
drobnego ciałka ustaje
czuje się spokojna

Matka Ann nigdy nie miała
takiej dobrej niani
bo kamerka nie monitoruje
śmietnika

Martyna dostaje
dodatkowe sto euro
lecz i tak odejdzie
kiedy Ann zacznie mówić



Wandale i Wanda


Wanda wychodzi bez alprazolamu
najgorzej czuje się w windzie
za to Ren ją zaskakuje
tylko kilka pań z pieskiem

Wanda siada na drewnianej
wbetonowanej ławce
tej przy 737 kilometrze

Niczym się nie różnią
uwięzione w miejscu
porżnięte scyzorykiem



Nadaj mi imię, a stworzysz mnie:

Bożenka

Bożenka najpierw wyrzeka się języka
potem Polaczków a teraz swojej wiary
bo czyż człowiek nie jest obłąkany kiedy wierzy
że świat stworzony został w sześć dni

Świat Bożenki tworzy Max
konsekwentnie dzień po dniu
z niemiecką perfekcją
obdarza cennym oświeceniem

Bożenka usuwa historię
w gogle odwiedzanych przez nią stron
choć Max po polsku nie rozumie
i nie biłby jej jak ojciec matkę

Bożenka każdego dnia szlifuje niemiecki
by prowadzić z Maxem konwersacje
które nie przemieniają się w dyskusje
dlatego Max wierzy
że będą z niej jeszcze ludzie
a potem może zmienią jej imię




Anna Grabowska


skrzydlate

potrafią zakasać rękawy na potrzeby
toreb, pustych lodówek i dzieci.
maskując worki pod oczami,
umiejętnie noszą domy na głowie.

z pozornym spokojem kolekcjonują
przemilczenia, sińce i blizny.
naznaczają się dożywotnio
aktami przebaczania dla małżonków.

posiadają łatwość wypruwania żył.
karmione nadzieją, sznurują usta
i chorobliwie wierzą w lepsze jutro.
wyrastają im skrzydła w trakcie promocji.

odlatują cicho. ze wstydu przed sąsiadami.




Roma Jegor


Na wspak

Takie miłości powinny zaczynać się od końca
od łagodnej kroplówki i białych rąk lekarzy
później siarczysty policzek i tępe kopnięcia w żołądek
z okazji pięćdziesięciolecia ślubu
a dalej cisza jak ostrożny spacer pająka po nitce


do kłębka który się toczy i który się zaczyna tym
że dzieci już na swoim i rękom lżej bo
w końcu tylko rozwijają jeden dzień za drugim
tą długą belę spranego perkalu
który już każda miała zanim do mnie doszło więc

jeszcze pościel z różą wyrazy których dotąd nie znałam
i cały świat w moich pęcherzykach płucnych
gdy ciebie wdycham po raz pierwszy a ty
zdmuchujesz ze mnie ostatnie krople owsianki
nagłe zdumienie że oślepłam na twój widok
i umarłam
dla wszystkich
innych



Płacz kontrolowany

Wolę zimę gdy można się skulić
w czerwonym igloo swetra i zostać lodem
w upalne dni świat się pali jak gumowa piłka
i czuję swąd twoich adidasów na lewym
policzku tak mocno że ziemia robi się słodka
więc zdecydowanie wolę ciszę gdy
już na granatowo zatrzaśniesz mi usta
i krzyk cię obchodzi wielkim kołem ptaków
wtedy moje spadanie kropel w ciszę i lód
jest powolnym zrzucaniem piór
żebym mogła przed Bogiem stanąć nago
niech dotknie skoro taki ślepy
a ja mu opowiem
o kolorach




Aneta Kamińska


*

plastikowe
molesty biusty
wieńce i znicze
jeszcze
w autobusie
(któremu może zaraz się zemrzeć)
kierowca kieruje się
po śladach pośladków
pasażerek
i zaciera podręczne
paszporty
tak tak paliaczka
(viva polonia
rumunia
i unia)



*

jurny obskurny
brudny paskudny
powolny namolny
palący plujący
pilący pijący
rzężący rzeżącz
kujący kłujący
ten
autobus
to
też
euro
obywatel



*

na początek
można
wybrać się do ruin
zamku tronowego
przez park
(kroczący za nami krok w krok
trzepiący
grzebiący
wietrzący
sobie rozkrocze
[chuj z nim]
autor przewodnika
przez cały rok
we wtorki
gratis



*

stop
macający
stop
międlący
stop
młócący
swój stop mózg
w krótkich spodenkach
stop
(możesz najwyżej
pomodlić się w pobliskim kościele
policji nie upolujesz
ani języka
za przewodnika)
stop
(hop
kop
top)



powerzyca

traktorzyca kombajnica
walczyni miotaczyni
młocarnia mocarnia
zmiotę cię
zamiotę
pod ziemię i zimę
parczany kmiotku
fujary ugniotku
w namiotku

ot ku rz
po
le
ci ci

[z drogi
bo idą pierogi
rarogi ostrogi
srogie złowrogie]

ubogi
w duchu
i ruchu
[chu]


tagi: [rumunia] [suczawa]





Waldemar Kazubek



Różnica temperatur

Kiedy umarła moja babcia,
było trzydzieści stopni w cieniu.
Muchy urządziły sobie fiestę.
W trumnie wyglądała
jak porcelanowa laleczka z cepelii.

W naszej ostatniej rozmowie
opowiadała mi trochę o dziadku.

Dziadek zmarł dużo wcześniej.
Mróz był niemiłosierny. Było tak zimno,
że nas – dzieci – nie zabrano na cmentarz.
Moje myśli krążyły wokół zabawy
w doktora ze starszymi kuzynkami.

Pamiętam wieko z trumny oparte
o fasadę domku dziadków przy ulicy Ściegiennego.
Stało tam, jak przypadkowy przechodzień.

Dziadek potrafił zabić świnię
jednym uderzeniem obuchem siekiery.
Prosiaki z targu przywoził zawiązane w workach.
My – dzieci – graliśmy nimi w piłkę.
Kwiczały ku naszej uciesze. Sierpień się skwarzył.

To normalne na tych szerokościach geograficznych;
idź, sprawdź czy znowu nie leje.

Miałem o tym nikomu nie mówić,
ale dziadek pierwszy raz szarpnął babcią
w dniu ich wesela. Poszło o jakiegoś
studencika. Babcia kochała taniec.

Powiedziała, że zrobi mi na złość
i nie umrze zanim się nie ożenię.
Teraz znowu jest chłodno.
Świat zawsze się kończy.



Agnieszka Kostuch


przebrane dni


przebieram dawne dni
jak brzydkie lalki

zakładam im jasne sukienki
wyczesuję przestraszone myśli
i spinam różowym szczęściem

nie wracam do chwil
kiedy bawiono się nimi okrutnie

kiedy nie miały sukienek
utkanych z miłości
ani wstążek kolorowych myśli

kiedy wyrwano im rączkę
rzucono w kąt
złamano zbyt dorosłe serce

a jednak czasem chciałabym
ocalić niektóre z nich
od tej dziecinnej maskarady
pozostawić je
w brzydkiej prawdzie



koszmar z tysiąca i jednej nocy

mój dżin schowany jest
w butelce po winie
kiedy się zjawia wieczorem
mimo modlitewnych zaklęć
ma oczy przekrwione
pyta o obiad
nienasycony rzuca talerzem
(przecież żywi się strachem innych)

chowam dzieci
on nie spełni ich życzeń
o bezpiecznym domu
widok mokrych oczu
wzmoże jedynie jego apetyt
dziecięcy strach daje wyjątkowo
sycące poczucie władzy

nażarty naszym przerażeniem
bólem rezygnacją
zapada na dno swojej butelki

gdzie zapodział się ten cholerny korek?!
szukam pospiesznie
a gdy znajduję
mogę wreszcie zapłakać

06.11.2013r.




Joanna Lech



Odpryski


Zima wdziera się tu od strony światła. Tam, gdzie było ciepło,
istnieje cisza. Poza tym śnieg, jak biała litania – niezmienny i cierpki.
Ze słów zostały tylko odpryski, pęcherze na wargach.

Kiedyś chciałam ich dotknąć. Kiedyś nawet spytałam cię o mnie,
ale zasnąłeś – do dziś cię nie znam. Przestaję już wierzyć w głód
i w całą resztę wspomnień. Pocierając dłońmi, wyznaczam granice;

odtąd jestem i tutaj się kończę, na ścianach. W pustym pokoju
godziny się kurczą, chowają pod łóżkiem. Z wnętrza wychodzą sny,
nagie i obce. Chyba południe, bo wracasz.

I wszystko znów się zapętla.



Otarcia

Ta zabawa nie jest dla dziewczynek

Lech Janerka

Ważne były słowa, oswajanie znaczeń. Nowe nazwy,
żeby się lepiej ukryć pod spodem; lepiej wydobyć.
Wciąż mam te same pytania, ale jestem za blisko
i nie potrafię mówić. Byłam kimś obcym, w innym odcieniu,

innym języku. Wciąż jeszcze goją się blizny, odciski
zbierane przez lata, otarcia. Tamta dziewczynka czasami płacze,
tłucze butelki- gdyby nie głód, pewnie mogłaby przestać, zacząć
inaczej? Pewnie by chciała, myślałam i próbowałam ją znaleźć,

ale zobaczyłam ją w cudzym domu, w pożyczonej pościeli:
bez zabezpieczeń, bez zaciskania powiek.



Sen na krawędzi


Śni mi się podwórko, karuzela na chodniku. Mała dziewczynka piszczy
z zaciśniętymi oczami, do utarty tchu. Nagle rzuca się na powietrze
i zaraz potem upada na twarz, koło śmietnika.

I nadal cisza. Poza tym słońce. Niebo tak jasne, jak tylko we śnie.
Obok chłopcy budują tamę, obrzucają się piaskiem. Dziewczynka płacze.
Śmieją się, kiedy wyjmuje spod skóry kawałki szkła.
Tak, od dziś będą nazywać ją Dziwna;

to nic, chowa się za rękami. Tam będzie wzbierać,
będzie zarastać łuską i uczyć się przełykać.



Agnieszka W. odkręca gaz

Coś było, bo jeszcze nie mogę przełykać. I chyba nadal jest
we mnie, bo czuję, jak drapie pod skórą, a kiedy chcę to powiedzieć,
pękają pęcherze na ustach. Jaki smak miały jego słowa? Gorzki?

I czy w ogóle coś mówił, kiedy wychodził? Już nie pamiętam.
I nie wiem, co chciałam znaleźć za tamtą ścianą. Ciepło?
Czy coś zgubiłam, odwracając się od powietrza?

Wyciągnięta na brzeg, oddycham płytko, przez zęby
i nadal nie patrzę na ręce. Blizna, która przechodzi przez gardło,
zaczęła się od dotyku.




Aleksandra Mróz


Czerwone sznurówki


Dlaczego nie widziała Pani twarzy?
Widziałam buty, tylko buty
Nie! Nie tylko...
Widziałam okruchy z francuskiego
pasztecika
złote opiłki, brudną cyrkonię,
spinacz
słodką plamę po rozlanej kawie.

Co Pani jeszcze widziała ? To ważne.
Widziałam twarz syna
jego roześmiane niebieskie oczy
makaroniki, obrazki.
Widziałam siebie leżącą w trumnie
martwe ryby, pijanego męża.

Co jeszcze pani widziała ?
Może jakiś szczegół ?
Tak do cholery !
Sznurówki, czerwone sznurówki!

Proszę teraz wyjść

wprowadzimy psa.



Zły anioł

Zaciska w dłoni swego misia
patrzy niewinnie w mrok ulicy
na parapecie jej dzieciństwo
na parapecie jej wspólnicy.

Mucha, co skrzydeł dawno nie ma
żuczek, co trafił tam z ogrodu
i gorzki smak lizanej szyby
firanka pełna tego smrodu.

Siedzi i milczy, pomrukuje
lęka się drzwi otwartych w nocy
boi się spojrzeć w tamtą stronę
że znów zobaczy jego oczy.

Nie chce spać w łóżku, w którym spała
nie chce już nigdy obudzona
przeżywać czego nie rozumie
być dotykaną przez anioła




Ewa Parma



Obca w każdym języku


Kocham tę totalną wolność.
(Neil D-B)


Totalna wolność –
nie jestem w tym dobra
Jak kolonia porzucona
przez pierwszego najeźdżcę
czuję się opuszczona i bez sensu
Kiedy jest się kobietą
należy być nieco
bojaźliwą i niepewną,
pytać: „Mam rację?”
albo: „Czy mogę?”
Jestem obca w każdym języku,
uznaję przewagę męskich
rodzajników, które każą mi
stać o stopień niżej
i siadać w ostatnim rzędzie
- język to lustro,
w którym wyraźnie
widać, gdzie twoje miejsce
Po latach ma się coś z autysty
i wcale ci nie brak wolności
Nie jestem w końcu Nomadą
ani Swobodnym Jeźdźcem
Choć przejażdżka
motorem przez las
nie zaszkodzi

28.10.2012.



Zbieg

Jestem szczęściarą
nikt mnie nie porwał
nie podmienił nie zjadł
Uniknęłam obrzezania
i ukamienowania
Nie muszę udawać
że lubię czador
Nikt mnie nie zabije
za to że patrzę i pożądam
Wolno mi iść na spacer
bez ochrony
czytać tańczyć tango
i kłócić się z mężczyzną
Jestem swoim oczkiem w głowie
ozdobą samej siebie
różą dla własnych oczu
zbiegiem z Krainy
Niepomyślnych Okoliczności
widzę to wyraźnie
i tylko mój pan
zwany Przypadkiem
z właściwą sobie nonszalancją
nie chce przyznać
ile mu zawdzięczam

23.01.2011.



Agnieszka Pietras


Wyparta

Pod spontanicznością, radością
Przez szczebelki drewniane
Oczami wodze, po pokoju
Dziś stoję
Widzem Jestem dorosłym
Piec, dywan, szafka
Pustka, zatarty ślad
Dlaczego
Dźwięczy mi w uszach odlegle
Spojrzyj teraz tu proszę
Patrz, patrz, patrz
Nie odwracaj wzroku, stań
Krzyk, wrzask
Giełda słów
Jakie dobrać dziś




Małgorzata Południak



Zapalenie


Mężczyzna mówił poważnie. Wypowiadał moje imię,
a kiedy zasypiałam brał mnie, szczególnie na początku,
wiosną. Krzyczałam przez sen, aż zwróciłeś uwagę, buzią, łzami,
niemal zapragnęłam zamienić to na sprawy duchowe. Wyrwać siebie,
jednocześnie z papieru, farb, zapachu tempery i wypróbować głos.

Wiedziałam, że należy do człowieka ze starej studni,
przelewa twarze, uwydatnia rysy - potem widzisz
w każdej siebie. Choćby dlatego wybieram gęsto tkane poszewki,
gładzę boki, wyczuwam w nich obecność, jakąś siłę, która zaciska
pętelki, sięgają stóp. Dźwięk filiżanek, dzwonka, woda cichnie
pod wpływem ręcznika, czuję skurcz, płynie na rozpalony staw biodrowy.

Widocznie wszystkie dolegliwości są kobietami w różnym wieku,
przedostają się przez warstwy kolan i wybierają zapach powietrza,
a w dni urlopu podkopują łazienkę, balkon.
Znikają w dziurach, udają chore do nieprzytomności,
do zakłóceń nocnych, póki nie będzie za późno.



Niebieskie żyłki

Nie pamiętam powieści z zimowych wieczorów
i imitacji płócien, na których rozrzucone dłonie
wyglądały jak zawsze - szaro, z domieszką zieleni.
Chciałabym precyzyjnie przyciąć kwiaty,
wjechać bez słowa w oślepiające słońce, bez zmęczenia,
utraty tchu, zgubić się i odnaleźć. I nie pytaj, po co.

Rybki w akwarium mijają w oczekiwaniu.
Zakładam, że nie otwierają ust i plują piaskiem,
gdy rozpada się ich ciało. Czy wtedy piasek jest piaskiem?
Ubiegłej nocy niezmordowanie ćwiczyłam wypady,
huśtawka traci impet i rozpędza się - głupio tak
wyłamywać futrynę długim wahaniem.

Plamy z atramentu pokrywają opuchliznę,
kreski drgają, kiedy próbuję odczytać wzrok,
spisaną skargę. Obok drzwi łopata,
pudełko z owadami przesuwa się,
widocznie dyskusja na temat ciężaru nie powstrzymuje
innego rodzaju lamentu.



Wojciech Roszkowski


Pętla

Dziewczynka cała się trzęsie, coś w niej pękło,
pociekło po udach – a brzuch jest kłębkiem, lat sześć,

z którego ten człowiek wyciąga wonne wstążki, mlaska i smakuje
lęk, po czym znika na zawsze w parku.

Czy oddałbyś tydzień życia lub dwa, żebym zajrzał
mu do środka, wsypał sól jak w śnieg na chodniku i taplał się

z butami, niech patrzy, niech czuje? A wcześniej szedł za nim
krok w krok przez półmrok wśród gałęzi, aż będzie miał mokre plecy

i odwróci się, by złapać oddech. Co powie mi ta twarz,
twoja twarz, skrzywiona bardziej niż teraz, gdy krzyczysz wraz z innymi:

„Powieś go!”? Nie wiem – być może tylko zbierałeś tam puszki.
A może kłamię, nie było dziewczynki, parku, śnieg nie ma

koloru tkanki. Nieważne. To twoje myśli, skrawki piekła
odbite w kałużach, łowione na błystkę.




Bronislawa Sibiga


Wędrując

dziś inaczej pachnie morze
na mokrym piasku
ślady stóp
zmącona woda

wiatr
rozrzuca myśli dookoła

zbieram
słowo po słowie
cały ból

ostatni zamek
rozmywa fala



Nigdy za późno

jesienny nokturn
w kroplach deszczu

bezszelestnie
rozrzucone liście

czekam na śnieg
by bosymi stopami
zapisywać przyszłość



Rachunek


ten cały brud
już ucichł

na skrawkach życia
to co nieuchronne

nie utraciłam wiary

pytasz o miejsca
są we mnie

przywrócą ci pamięć

za wczoraj
za dziś



Joanna Starkowska



PIOSENKA INDUSTRIALNA

I

Wygaszono mój piec.
Już nie tli się.
Automatyka zepsuta.


Wkrótce rozbiorą mnie.

II

Dzisiaj jestem jak wymarła huta.

Wchodzą we mnie artyści, podziwiają ruiny.
Zostawiają ślady, wiersze, prezerwatywy.

Mówią do mnie „piękna”, gładzą tynk.


Do nagiej cegły.

Wchodzą we mnie złomiarze,
biorą wszystko, co cenne.

Zostawiają ślady, rozerwane kable.


Mówią do mnie „suko”, tłuką szkło.


III

A miałam miedziane włosy.
A miałam sterczące kominy.
Stapiałam każdy metal.

Dzisiaj jestem jak płynna stal.




Janina Szołtysek


przywiązanie

nogą do nogi ręką do stołu
nie da się
myślisz że zjesz
zanim policzę do dziesięciu

jestem już o tysiąc nocy dalej
i wiele otarć naskórka lżejsza

iskrą o skórę chłodem od środka
pobaw się
myślisz że znasz
szczeliny wypełnione światłem

jestem znów o jeden dzień bliżej
i wiele przyklejeń do szyby wolniejsza

śliną po lustrze
palcem po wodzie
zapisz się



karuzela

za każdym razem okręcam się na pięcie
chwila niebytu w rozszczepionym świetle
przynosi ulgę
a potem zawsze w tym samym miejscu
mam ochotę zwymiotować

nie potrzebuję oczu by widzieć
znowu okazało się o pół obrotu za daleko
by wtopić się w inną przestrzeń
i o pół metra za blisko noża

zapomniałam ci powiedzieć
że wysiadający z karuzeli
potrzebują złapać się przedmiotu
by poczuć: in actu esse





Marzena Przekwas-Siemiątkowska

Oswajanie nocy.

Od kiedy jestem w twoim świecie, zaciskam mocno powieki. Straciłam zdolność zlewania się z tłem, więc spokojnie czekam, aż skończysz. Kładę ręce na łóżku, nie dotykam ciała, kiedy ty je bierzesz. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Zachowuję się jak podczas badania:
- Proszę nie napinać mięśni.
Niewiele myślę, pies obok kłapie paszczą, żeby złowić muchy, dziecko śpi odkryte, różowe po kąpieli. Czasem przejmuję inicjatywę, byle już… Na koniec winisz mnie, że nie odczuwam przyjemności. Nie potrafię, aż tyle dla ciebie zrobić. Nie potrafię…
Odwracasz się plecami, wtedy dopiero znikam, jestem martwa. Obserwuję wazon na stole, uchylone, płytkie szafy, z których sterczą rękawy. Z zewnątrz dobiegają odgłosy nocnych pociągów, czasem wysyłam myśli w podróże. Kiedy wracają rano, nienawidzę wnętrza ud, nienawidzę chleba, rzucam się z pięściami na ściany. Tulę głód, daję mu miękki czerwony sweter, drżące dłonie i kolana zniekształcone ćwiczeniami. Czuję, że jestem zwartą bryłą, żadne dźwięki nie wydostają się na zewnątrz.





Grażyna Wojcieszko


Jabłka

to
zaczęło się pod korą
głębiej
kiedy nasze
pnie konary gałęzie
nawet odnóżki
myślały
że, są jednym drzewem

deszcz
okazał się szalenie ulotny
ale raz
podlane nasiona
rosną same
gdzieś w moim wnętrzu
poniżej dojrzewają jabłka,
drewniane

-------------------------------------------------



grzebanie w moim brzuchu
to ulubione zajęcie czarnych panów

(choć inni dostojnicy
z cieknącymi kranami
też się wypowiadają)

inkwizytorzy
gustują w jatkach na brzemienne jagody
a na pierwszej linii frontu
amen


***
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
6,189,648 Unikalnych wizyt