Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Anna Stolarczyk
Wakacyjne pocztówki
Bogdan Zdanowicz
Marek Przybyła i jeg...
Nauczyciele są ważni
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Dorota Ryst - wywiad




Joanna Fligiel: Od dłuższego czasu (jak sama mówisz) Twoje życie płynie pod hasłem „Salon
Literacki”. Przybliż naszym czytelniczkom jaką działalnością zajmuje się „Salon…”?

Dorota Ryst: Salon Literacki to bardzo pojemne hasło... Kryje się pod nim forum literackie (od tego się zaczęło), na którym jestem jednym z adminów, Internetowa Gazeta Kulturalna www.salonliteracki.pl, której jestem redaktorem naczelnym i Stowarzyszenie, w którym pełnię rolę zastępcy prezesa. Organizujemy warsztaty, spotkania literackie – trwa właśnie nasz drugi festiwal poetycki (więcej o nim na http://salonliteracki.pl/blog/slalom/ ), wydajemy książki, zorganizowaliśmy Ogólnopolskie Konkurs Poetycki „Prawy Brzeg” im. Władysława Sebyły – najogólniej rzecz biorąc, być może naiwnie, próbujemy docierać z poezją do ludzi.




J.F.: Jesteś członkiem Związku Literatów Polskich. Jakie trzeba spełnić kryterium, żeby znaleźć się w tak zacnym gronie?

D.R.: Obecnie trzeba być autorem minimum trzech książek, które zostaną pozytywnie ocenione przez komisję kwalifikacyjną. Kiedy ja ubiegałam się o przyjęcie do związku wystarczyły dwie książki, aby zostać tzw. „kandydatem”, który zmieniał się w pełnoprawnego „członka” po wydaniu trzeciej książki.




J.F.: Wydane w 2011 roku „Punkty przecięcia” są już czwartym (po „Odmianie przez
przypadki”, „widoczkach. wierszach bezwstydnych”, i „czasunku”) tomem poetyckim. Nad czym obecnie pracujesz?

D.R.: W tej chwili przede wszystkim szukam wydawcy dla zupełnie innej książki, nie poetyckiej, ale związanej z literaturą. Jest to rodzaj przewodnika literackiego po moim mieście. Coraz częściej w ogóle myślę o książkach popularyzatorskich, więcej piszę artykułów niż wierszy, bardziej to mnie zajmuje. Wiersze oczywiście powstają, ale jest ich niewiele, o nowym tomiku jeszcze nie myślę.




J.F.: Jesteś absolwentką Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Czy dużo czasu zajął Ci wybór uczelni?

D.R.: Nie, wybór był w miarę oczywisty. Na pewno pomogła tu dobra polonistka - Barbara Taff i jej wsparcie.




J.F.: Jak wspominasz okres studiów?

D.R.: Bardzo dobrze. Miałam to szczęście, że studiowałam jeszcze w czasach, kiedy był na to czas. Owszem, pracowałam w okresie studiów zarobkowo, ale nie było mowy o etatach, poważnych stażach w jeszcze poważniejszych firmach itp. Priorytetem były studia i życie, a nie wstępowanie po szczeblach kariery. No i były to czasy, kiedy mogłam sobie pozwolić na luksus powtarzania roku, po to by m.in. poszukać innych zajęć z przedmiotów, które mnie szczególnie interesowały. No i jeszcze przez rok pochodzić na basen gratis (powtarzanie roku obejmowało też wf...). Studia to dla mnie przede wszystkim ludzie – pewnie inaczej nie miałabym szansy słuchać Marii Janion, Romana Zimanda, Andrzeja Makowieckiego i wielu innych znakomitych profesorów. No i seminarium magisterskie Rocha Sulimy, specjalisty od antropologii codzienności... Wyjątkowa dla mnie postać. Nie tylko zresztą dla mnie – jego seminarium gromadziło ludzi z najdziwniejszymi pomysłami i pasjami. Pamiętam jak przychodził ktoś nowy i zaczynał opowiadać o swojej fascynacji, a Sulima słuchał, czasem zadawał pytania i powoli rodził się z tego pomysł na pracę magisterską. A prace były nietuzinkowe, nie ograniczały się do szperania w bibliotekach i robienia kompilacji źródeł, zwykle ich trzon stanowiły własne badania piszącego.




J.F.: Pamiętasz swój pierwszy wiersz?

D.R.: Pamiętam... Był oczywiście o miłości, bardzo prosty i naiwny, ale jaki mógł być, skoro miałam wtedy 12 lat. No i był pełen buntu przeciwko światu...




J.F.: Pierwszą miłość?

D.R.: Jest coś prawdziwego w słowach starej piosenki „Każda miłość jest pierwsza...”. A może tylko chciałabym, żeby tak było? Myślę, że nie byłoby źle, gdybyśmy wchodzili w nowe związki bez bagażu wcześniejszych, nie zawsze dobrych, doświadczeń.




J.F.: Pierwszą podróż?

D.R.: Pierwsze podróże kojarzą mi się z wyjazdami do dziadków, pod Warszawę. Do dziś tamto miejsce jest dla mnie ważne. Zwłaszcza, że to rejony dzieciństwa Norwida. Był chrzczony w tej samej parafii co mój ojciec, jego matka spoczywa na tym samym cmentarzu, na którym odwiedzam grób dziadków. A pierwsza podróż „egzotyczna”? To Bułgaria (jakie czasy, taka egzotyka...), do dziś dziwi mnie, że zostało mi stamtąd tyle wspomnień, choć miałam tylko 7 lat. Ciepłe morze, słońce i róże... Niezmiennie uwielbiam 




J. F.: Pierwszą, przeczytaną książkę z wypiekami na twarzy?

D.R.: Nie pamiętam... Ale pamiętam dzień piątych urodzin, bardzo nań czekałam bo miałam obiecane, że tego dnia będę mogła wreszcie zapisać się do biblioteki. Pamiętam też pierwszą wypożyczoną książkę – był to „Kot w butach”... Biblioteka, to w ogóle było ważne miejsce, również dlatego, że trafiłam na nietuzinkową bibliotekarkę, panią Dusię Dybowską. Myślę, że miała wpływ na życie wielu młodych osób bywających w tej bibliotece.




J.F.: Jakie są dzisiejsze fascynacje literackie Doroty?

D.R.: Bardzo różne. Lubię czytać najróżniejsze książki. Czytam poezję, ale to chyba oczywiste. Sporo dzienników i biografii. Ale nie pogardzę dobrym kryminałem czy tzw. czytadłem. Sprawdzam czasem, z ciekawości, różne literackie mody, jakieś Whartony czy Zafony... Warto wiedzieć, co jest czytane. W ogóle jestem dość otwarta i „głodna” książek. Niektóre czytam powoli i ze smakiem, inne przelatuję wzrokiem. Są takie do których wracam i takie, o których po kilku miesiącach nawet nie bardzo pamiętam. Więcej o wybranych lekturach można przeczytać na moim blogu „Przeczytanki”, który ma motto „żadna lektura nie hańbi” (http://salonliteracki.pl/blog/przeczytanki/).




J.F.: Poetycki debiut?

D.R.: Pytanie, co uznajemy za debiut... Pierwszy druk w prasie? No to dość nietypowo, bo w 1985 roku, w jedynej wówczas polskiej gazecie wychodzącej na Litwie, a właściwie na terenie Republiki Litewskiej wchodzącej w skład ZSRR. Jakie czasy taka i nazwa – „Czerwony Sztandar”... Nie brzmi to dziś najlepiej, ale faktem jest, że wtedy w gazecie pod takim tytułem ukazywała się poezja, nie mająca nic wspólnego z jakimkolwiek zaangażowaniem ideologicznym. „Polski” debiut to druk w „Świerszczyku”, wierszy napisanych dla dzieci – to była jedna z form „dorabiania” w czasie studiów. No i debiut książkowy – 1999 rok i tomik „Odmiana przez przypadki” (wznowiony w 2008 roku jako e-book).



J.F.: Jak wspominasz pierwsze spotkanie z czytelnikami?

D.R.: Tu też trudno powiedzieć, które było pierwsze. Czy jakieś czytanie wierszy w liceum? Czy pierwsze spotkanie za ekranem w domu kultury „Świt”? Tak naprawdę coś innego utkwiło mi najmocniej w pamięci. Otóż, moja znajoma na studiach, wiedząca że piszę, wzięła jeden mój wiersz i na zajęciach z „teorii lektury” dała go grupie do analizy... Mogłam sobie posłuchać jak różnie można go czytać, interpretować. Oczywiście grupa nie wiedziała kto jest autorem. Bardzo ważne i ciekawe doświadczenie.




J.F.: W ilu konkursach poetyckich brałaś udział?

D.R.: Nie mam pojęcia. Nie prowadzę takich statystyk. Ale od 1997 roku pewnie się tego już nazbierało. Teraz częściej bywam już jako juror lub organizator „po drugiej stronie barykady”, ale nie znaczy to, że nie zdarza mi się czasem wystartować. Lubię zwłaszcza sprawdzać konkursy nowe, o których nic nie wiem. Wiem na pewno, że pomimo zdarzających się tu i ówdzie „błędów i wypaczeń”, to ważne zjawisko w obecnym życiu literackim. Zwłaszcza przy mizerii prasy literackiej (nie mówię tu nawet o jej braku czy poziomie, ale chociażby o tym, że bardzo niewiele pism płaci za publikację tekstów). Tym, co dla mnie jest najważniejsze jest możliwość spotkania z ludźmi. Duża część moich literackich znajomości wywodzi się właśnie z konkursów. Teraz może łatwiej poznawać się w sieci, ale nic nie zastąpi spotkania twarzą w twarz, najkrótszej choćby chwili rozmowy. A konkursowe gale są znakomitą do tego okazją. No i jeszcze jedno – co by mnie skłoniło do tego, żeby w jakiś październikowy czy marcowy dzień tłuc się na drugi koniec Polski? A tak, czasami poznaję przepiękne miejsca, które na długo pozostają w pamięci.




J.F.: Jakie rady miałabyś dla początkujących poetów?

D.R.: Po pierwsze, drugi i kolejne – czytać. Jak najwięcej, jak najróżniejszych poetów. Nie ograniczać się do jednej epoki czy stylistyki. Poznać jak najwięcej, czytać uważnie, próbować przyglądać się jak to jest zrobione, czemu wywołuje nasz zachwyt, albo niesmak. Niezłym ćwiczeniem jest próba pisania „à la manière”. Każde zresztą ćwiczenie, które poszerza świadomość warsztatową i językową jest dobre. W ogóle jestem zwolenniczką warsztatów, uczenia się. Skoro nie dziwią nikogo studia malarskie czy muzyczne, czemu nie uczyć „rzemiosła” poetyckiego? Wiadomo, że wiersze wybitne powstaną dopiero po przekroczeniu ram tego rzemiosła, ale może warto przećwiczyć pewne rzeczy świadomie, zamiast wyważać otwarte drzwi. Nikiforów rodzi się niewielu. Dobre warsztaty powinny uczyć jeszcze jednego – otwartości na świat i tego, że poetycki temat czeka na nas wszędzie, a metafory są w nas, rodzą się przy każdym spotkaniu ze światem.



J.F.: Wiesz już, co w życiu jest najważniejsze?

D.R.: Życie...




J.F.: „wiersz w butelce” – wyobraź sobie, że możesz tylko jeden swój wiersz wysłać w przyszłość. Jaki byłby to utwór i dlaczego właśnie ten?

D.R.: Jednym z niewielu moich wierszy, który brzmi jak credo jest zamykająca „Punkty przecięcia” „siejba”. To ważny dla mnie wiersz i choć bywa różnie odbierany, wybrałabym właśnie ten.


siejba

siej. jeśli weźmiesz ziarno dłoń będzie wiedzieć
jak ma trafić w skiby. nie pytaj
kto upiecze chleb. na czyim języku
ptyalina rozłoży go na cukry proste. czyja

krew rozprowadzi je po komórkach. tylu umrze
za twojego życia i tyle języków.
moabicki szuadit aka-jeru. twój
może być następny. więc siej.

została ci wiara w zmartwychwstanie
słowa.



J.F.: Dziękuję, Doroto, za rozmowę.




Dorota Ryst – poetka, krytyk, animator kultury. Laureatka wielu ogólnopolskich konkursów poetyckich. Jej wiersze były publikowane w almanachach pokonkursowych, antologiach oraz prasie literackiej (m.in. „Topos”, „Bliza”, „Migotania”, „Łabuź”, „Gazeta Kulturalna”). Od 2005 r jest członkiem Związku Literatów Polskich. Wydała: „Punkty przecięcia”, „Odmiana przez przypadki”, „widoczki. wiersze bezwstydne”, „czasunek”. Od dłuższego czasu jej życie płynie pod hasłem „Salon Literacki” .



fragmenty twórczości pod linkiem http://www.gender.pl/readarticle.php?article_id=255
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
6,666,320 Unikalnych wizyt