Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Złoto wyobraźni
DOBRANOCKA
Justyna Skolicka - J...
Dobranocki
Cz.3 SLAM ANTYPRZEMO...
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Małgorzata Południak - wywiad
Małgorzata Południak -
Autorka książki poetyckiej "Czekając na Malinę". Od niedawna mieszka w Irlandii.




Joanna Fligiel: Zaaklimatyzowałaś się już w Irlandii?

Małgorzata Południak: Myślę, że będę to wiedziała na pewno, kiedy przylecę do Polski w listopadzie. Szybko się adaptuję w każdych warunkach. Do tej pory wszędzie mieszkałam na chwilę. Pod łóżkiem trzymałam nierozpakowaną walizkę i tylko wyrzucałam zbędne rzeczy albo dorzucałam niezbędne. A tu, gdzie jestem, w końcu się rozpakowałam. Czekam na spedycję i ostatnie rzeczy, czytaj: ważne. I na biurko. Myślę o zmianie kolorów ścian. Siąpienie to pogoda, w której czuję się idealnie. Zatem jestem na dobrej drodze, aby w końcu zapuścić korzenie.




J.F.: Jaki teraz masz widok z okna?

M.P.: No tak, spodziewałam się tego pytania. Z okna widzę jardy pól, poletek, pocięte murkami, na tych jardzikach pasą się krowy, na innych owce, dalej het, het konie, krowy, owce, płynie rzeka, największa w Irlandii, autostrady już nie widzę.




J.F.: Zdążyłaś zatęsknić za Polską?

M.P.: Nie zdążyłam, bo cały czas tęskniłam za Irlandią. Poza tym minęłam się z piękną kobietą, którą dopiero co poznawałam. Wyemigrowała do Kanady. Nie zdążyłyśmy się nagadać, nabyć. Zaraz po przylocie spotkałam się z jej mężem, od którego dostałam książki, dużo książek, dzbanek do herbaty. Poznałam innych interesujących ludzi. I tak sobie siedzę i myślę, że świat jest jak pięść. Kiedy zaczyna nas coś łączyć, już trzeba się żegnać. Więc ja tęsknię za ludźmi, za miejscami, które lubiłam. Ale tęsknię również za ciepłym Morzem Śródziemnym, więc jeżeli miałabym jednoznacznie odpowiedzieć, czy zdążyłam zatęsknić za Polską, odpowiem: nie. Internet jest takim czynnikiem zabijającym tęsknotę, przynajmniej moją, z bliskimi rozmawiam codziennie przez Skype. I tak od lat, przywykłam.




J.F.: „Czekając na Malinę” – leży przede mną pięknie wydany, przez Zaułek Wydawniczy Pomyłka, tom poezji Małgorzaty Południak. Co czułaś, Małgosiu, gdy pierwszy raz wzięłaś do ręki swoją książkę?

M.P.: Byłam podekscytowana. Chociaż to nie były pewnie takie emocje, których ludzie się spodziewają. Mój wydawca jest ze Szczecina, więc miałam niesamowitą przyjemność uczestniczyć we wszystkich etapach powstawania książki. Przy tym poznałam pięknych ludzi. Widziałaś zapewne zdjęcia z drukarni. Tam można siedzieć godzinami. KAdruk, to przede wszystkim ludzie, a ja im marudziłam, oni się do mnie uśmiechali i spełniali zachcianki. Pan drukarz dolewał farby, a ja zmieniałam odcienie okładki, by grzecznie powrócić do oryginalnego koloru zaprojektowanego przez świetnego grafika Mateusza Osajdę. Poza tym, kiedy Rafał Babczyński wybrał już wszystkie fotografie i fotomontaże, byliśmy oboje przekonani, że z tym nic więcej się już nie da zrobić. I kiedy Matusz zaprezentował pierwsze wariacje na temat, wtedy napiłam się dereniówki. I przez dwie doby docierało do mnie powoli, że będzie piękną książką. To właśnie wtedy było to pierwsze silne uczucie, że to nie taki zwykły tomik z wierszykami. Mateusz miał bardzo mało czasu na przygotowanie książki do druku, na typografię, te wszystkie edycyjne przykazania. Kiedy nie odbierał ode mnie telefonu, mówiłam sobie, a najwyżej, wylecę z Polski bez książki. A jednak wszystko szło według planu. Punkt po punkcie. Poza tym, który wydawca w drukarni mówi do autora: „wybierz sobie papier, który Ci się podoba”. Ja wybieram nieświadomie najdroższy, a wydawcy powieka nie drgnie. Cezary Sikorski nie jest zwykłym wydawcą, to mecenas sztuki, a takich jest już niewielu w Polsce. Moje emocje znowu dotyczą ludzi. Spotkania, poznawanie się, to że dla nich moja książka była ważna. Każdy z nich czytał moje wiersze bardzo uważnie, my się świetnie rozumieliśmy. I za to jestem wdzięczna Cezaremu, Rafałowi, Dorocie, Mateuszowi i Maćkowi z drukarni. Czekając na Malinę ma swoją odrębną historię, za kulisami wiele się działo.




J.F.: Kim jest tytułowy Malina?

M.P.: Malina to męskie alter ego podmiotu lirycznego. To senne marzenie. Ktoś, kto podaje kawę rano i czyta na głos pocztę mailową. To ten facet, który usiłował się z Tobą umówić trzy razy, ale zaczytał się w eseju o Audenie. Malina to gość, który przychodzi za późno, albo za wcześnie. To ten facet trzyma za rękę, kiedy wszystko się rozpada i dach przecieka. Chociaż kiedy trzeba go naprawić - znika. Bywa bezczelny, naśladuje pawie. Wiele od niego oczekujemy, a niepotrzebnie. Kobieta jest silna, niezależna i zdumiewająca. Podróżuje, przechadza się ulicami europejskich miast i wiąże ze sobą wątki. Stawia na baczność rozkapryszonych kochanków. Wychodzi, trzaska drzwiami. Ma własne zdanie na temat pogody, na temat dzieci, na temat smaków, emigracji. Nie boi się zapalić skręta, chociaż później ma problem z odnalezieniem drzwi. Bywa zniechęcona, ale jest gotowa poszukać innego miejsca, chociaż na pewno nie chce wyprowadzić się do Ameryki. Obawia się, że nikt jej tam nie będzie odwiedzał. A ona lubi gości, towarzystwo, dobre wino, pomarańcze. Lubi też wieś, koty, kury i nie znosi zimy. Malina to gość, który kreuje rzeczywistość podmiotu lirycznego. Malina, to ktoś, kogo zwyczajnie nie ma. W skrócie (uśmiech)




J.F.: Poezja daje możliwość wyrażenia siebie. Jaką tematykę najczęściej podejmujesz w wierszach? Jest temat, który je zdominował?

M.P.: Piszę zazwyczaj o tym, co mnie otacza, o codzienności. Wyrażanie się jest fotografowaniem chwil. Poza tym moje wewnętrzne metrum jest bardzo rozchwiane, więc często ironizuję, obserwuję. A tematy? Nie wychodzę poza siebie. Nie utrzymuję się z pisania i nie muszę trafiać do każdego. Różnorodność jest piękna, albo potrafimy zaakceptować innych i ich historie, albo nie. Poza tym potrafię skupić się na krowach, na liczbach, na Borgesie, na Ashberym. Na pisaniu reklam albo na felietonie, który jest wynikiem obserwacji otoczenia. Chciałabym, aby na uczelniach humanistycznych wykładali sami poeci, prozaicy, scenarzyści, dramaturdzy. Żeby życie literackie tętniło jak współczesna muzyka poważna. Uderzała w różne tony i nie była dla każdego. Bo jeśli jest dla każdego, to dla nikogo. Biorę partyturę do ręki i widzę, co za beznadziejny zapis, a kiedy słyszę muzykę w harmonii z innymi dźwiękami, nie mogę się oderwać i słucham, słucham… Wtedy nachodzą mnie kolejne myśli. O tym piszę.




J.F.: Czy Małgosia chroni swoją prywatność?

M.P.: Bardzo, bardzo. Wiele sytuacji, które miały miejsce w ostatnich latach, doprowadziło do tego, że tak naprawdę niewiele osób potrafi powiedzieć, kim jestem. Mogę być profesorem muzyki, geologii, kompozytorem, a tak naprawdę nikim.





J.F.: Granice, których nigdy nie przekroczysz?

M.P.: Tak, są. Ale to bardziej wynika z pojęcia piękna. Dla każdego jest czym innym. I właśnie nie przekraczam mojej granicy piękna.




J.F.: W jakim okresie życia zaczęłaś pisać wiersze?

M.P.: Uuuuu. Pierwszy wiersz napisałam w szkole podstawowej. W nagrodę został opublikowany w ogólnopolskim czasopiśmie, ale polonistka bardzo skutecznie zniechęciła mnie do pisania wierszy. Więc pisałam w ukryciu. Najczęściej listy, a w listach wiersze, ta epistolarna metoda wyrażania siebie towarzyszyła mi przez dekady. Później kupiłam sobie telefon komórkowy, podłączyłam Internet. Listy nadal pisuję, piękne, długie i rzadko na temat, a w nich wiersze. A tak świadomie, to piszę od niedawna. Na pewno rozłąka z ukochanym była tym bodźcem, tak. Tęsknię i piszę.




J.F.: Jesteś laureatką konkursów literackich. Uważasz, że konkursy są ważne?

M.P.: Nie, nie, nie. Nie jestem żadną laureatką. Nie mam wierszy niepublikowanych, więc przestałam wysyłać na konkursy. Raptem wysłałam na pięć, z tego w jednym dostałam nominację, w drugim byłam w pierwszej dwudziestce, w trzecim tom Czekając na Malinę - wyrzucono do kosza, inne bez echa. Czy konkursy są ważne? Pewnie są, dla mnie nie. Chociaż może jeszcze na jakiś konkurs poślę mój irlandzki wiersz, kto wie.




J.F.: Jakie rady miałabyś dla początkujących poetów?

M.P.: Nie jestem ciocią dobra rada. Joasiu, bliski kontakt z literaturą, z literatami jest jak chirurgia ręki. Albo poeta nauczy się operować swoim językiem, albo nie. To używanie języka w praktyce jest zupełnie inne niż tego wyuczonego w szkole. Bez zaangażowania we własną świadomość, czego chcemy, trudno o rady. Wielu poetów jest stronniczych, wymagają wierszy na własne wyobrażenie. A to czas nas zweryfikuje, przyszłe pokolenia. Myślisz, że moja wnuczka chciałaby przeczytać rymowany dwunastozgłoskowiec, kiedy moja córka ostro ripostowała, kiedy omawiałyśmy klasyków i mówiła, że się nad nią znęcam?! Każdy ma swoich czytelników. Chociażbym się pociła, dwoiła, to i tak pozostaję w sferze ludzi, którzy skupili się wokół mnie. Artystów, muzyków, którzy przygarnęli moją książkę, a ona kiedyś trafi do ich dzieci. Które zakładam będą równie otwarte na świat i ludzi jak ja. Moja rada? Być sobą, ale nie odwzorowywać literek, bo to droga donikąd.




J.F.: Kierujesz redakcją i działem poezji w kwartalniku literacko – artystycznym sZAFa. Spotkałaś na swoje drodze sporo wybitnych postaci. Jak więc dokończysz zdanie: wybitni poeci to…?

M.P.: Dla mnie? To ludzie z klasą. Często erudyci, ich życie jest poezją, ich buty, skarpetki, biżuteria, zapach, dowcipy, murale, a każdy jest inny, indywidualny. Założyłam jakiś czas temu, że masowość zabija. Wybitność czasem jest tym czymś niewidocznym dla innych. Lubię, kiedy poeta jest poetą, nawet jak jest lekarzem, prawnikiem, czy sprzedawcą lodów. Chociaż jak dalej o tym myślę, to dla mnie nie ma znaczenia czy ktoś jest dla innych wybitny czy też nie. Spotykam ludzi, oczarowują mnie, porywają i chcę ich pokazać innym. Zespół redakcyjny, z którym współpracuję, jest mój, jesteśmy zgraną paczką ludzi korespondujących ze sobą i podtykających sobie pod nos najrozmaitsze wynalazki, kąski, pióra. Pewnie jeśliby trzeba było oskubać kaczkę, żeby tę wybitność odszukać, miałabym z kim to zrobić. Oczywiście bywają tacy, o których myślę, że są wybitni, a wcale nie chcą ze mną rozmawiać. To mówię sobie, trudno. Szafa ma swoich czytelników. Statystki są dużo pokaźniejsze niż nakłady pism drukowanych. Żałuję, że czytelnicy literatury dzielą się na lepszych i gorszych, zamiast dzielić się z innymi swoją twórczością, wiedzą, zamiłowaniami. Kiedyś gdzieś przeczytałam, że redaktorzy dużych pism siedzą wygodnie w fotelach i czekają na materiały. Praca w szafie to nie ten tryb pracy. Nasi redaktorzy pokonują kilometry i szperają. Oni są dla mnie wybitni i często bywają poetami.




J.F.: „wiersz w butelce” – wyobraź sobie, że możesz tylko jeden wysłać w przyszłość. Jaki byłby to utwór i dlaczego właśnie ten? Tak, to pytanie przypomina zadawane przez Ciebie współczesnym poetkom i poetom, na mojej ulubionej stronie w sieci – artpubie kultura – „Jakie ze swoich prac lubisz najbardziej albo darzysz szczególnymi względami”, ale jednak my tu wysyłamy tylko jeden? (uśmiech)

M.P.:


Wypadanie

W uproszczeniu:
wypchane kieszenie przez przesuwające się przedmioty,
grzebień. Z założenia z tożsamością, a bezimienny
w kolorze złota, w pozycji horyzontalnej, nad ranem
tasuje włosy. Wieczorem tnie gotowe do ścięcia.

Dwa malachity z wywierconych dziurek w kolejności
wpleciony rzemień, wystaje na zachód i zmoczony
w słońcu sztywnieje, oryginał wypasiony nad łąką,
między drzewami. Więc zapominam języka, nie pamiętam
o objawieniach wygłaszanych w teoriach.

Zwierciadło, z niego pije każdy dział kultury, zrobi miejsce
dla mordeczki Shih Tzu przeglądających się w szafach roczników
dziewięćdziesiątych. Spójrz, kieszeń nie pomieści dedykacji
czytelników, wykałaczek, kartek, karteluszek, bez których książki
gubią rytm i formę.

Dojścia do wyjścia. Wtedy siadamy, wstajemy przez pytania
kolejne bunty, rozpoznajemy w metaforach Hegla. Tylko nieśmiertelni troglodyci
umierają, zanim wypadną z głowy, jak poważne opowieści Borgesa. Studnie
pod gruzami, początek rzeki.


Wiersz, nad którym pracuję, więc można z nim jeszcze gadać. Oczywiście można z tego tekstu wyrywać pojedyncze linijki i wyrwane z kontekstu nic nie znaczą. Ktoś może napisze, że autorce nie wyszło albo, że nieumiejętnie gospodaruje językiem, że płasko i pogrywa na sentymentach. Tak, ten wiersz jest dobry do tego, żeby zmiażdżyć autorkę. Poza tym, butelka rozbije się o Moher i tyle z tego, że szkoda korka. Ale jeszcze lubię ten wiersz, pewnie dlatego ten a nie inny.




J.F.: W literaturze cenisz najwyżej...?

M.P.: Cenię co? Bo nie bardzo rozumiem. Kłopot polega na tym, że mi trzeba zadawać precyzyjne pytania albo napiszę o książkach, które lubię, a których nie. No i dalej nie wiem, może to, że ciągle dojrzewam do książek?! Może to, że nie umiera ta, którą cenię? Mimo, że inni twierdzą inaczej? Mnóstwo śmieci pływa wokół mnie, a jednak potrafię wyłowić dla siebie to, co mnie interesuje. Że ciągle mnie zmienia, zatyka dziury, które powstają, kiedy opuszczam kolejne miejsce. Cenię w literaturze to, co znam lub znałam, a z różnych powodów odczuwam tego znanego brak. Tak jakoś.




J.F.: W życiu?

M.P.: Ciszę!




J.F.: Marzenia?

M.P.: Jestem spełniona Joasiu… Chociaż chciałabym, aby wiosną odwiedzili mnie tu moi przyjaciele i bliscy znajomi, abym mogła pokazać im moje krowy, konie, owce. Abyśmy mogli napić się wspólnie wina, zwiedzić razem wyspę i zachwycić się tym, jaki jest piękny świat. Aby mogli popatrzeć na Ocean, jak ja na niego patrzę w moich wierszach, takie pozornie wyrafinowane piękno. Marzenia, phi.




J.F.: Wiara?

M.P.: Podobno czyni cuda. Wierzmy zatem.




J.F.: Miłość?

M.P. : O tak! „Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe.”




J.F.: Fascynacje?

M.P.: Teraz fascynuje mnie wszystko związane z miejscem, w którym mieszkam. Historię Irlandii poznałam już jakiś czas temu, później doszła mitologia. Teraz na nowo poznaję autorów, muzyków. Tu ludzie żyją chwilą, zupełnie inaczej niż w książkach. I to jest fascynujące, ta manipulacja wzorcami. Odkrywanie co ma znaczenie, a co nie. Co zostało wyssane z palca. Jak fotografie, które przedstawiają jakąś scenkę opisaną przez reportera, w rzeczywistości, to zupełnie inny przebieg wydarzeń. Te tradycje, angielskie, irlandzkie. Fascynujące, fascynujące…




J.F.: Autorytety?

M.P.: Na pewno moi rodzice, bez nich nie byłoby tradycji, które wpajam dzieciom. Wielu ludzi musiałabym wymienić, nie lubię pomijać, więc przemilczę.




J.F.: Książki, do których wracasz?

M.P.: Do słownika niestety. Do Księgi tysiąca i jednej nocy, do Władcy pierścieni, do tomików, które leżą porozkładane w różnych miejscach, na przedziwne stany. Do książek z podróży, których nie skończyłam czytać. Do Ulissesa. Do Maliny Ingeborg Bachmann.




J.F.: Malarstwo, rzeźba, muzyka. Czy Małgosia Południak potrzebuje inspiracji z zewnątrz?

M.P.: Wnętrze i zewnętrze jest u mnie tożsame. Otaczam się sztuką. Pasje mają na mnie ogromny wpływ, więc sztuka, muzyka i gemmologia. Potrzebuję piękna, by dobrze się czuć w swoim towarzystwie. A jeśli ktoś do mnie dotrze, żeby czuł się równie dobrze. Pewnie nie każdemu ze mną po drodze. W końcu, jesteśmy różni.




J.F.: Czego można życzyć Małgosi Południak?

M.P.: Zdrowia.

J.F.: Życzę zdrowia, Małgosiu, i dziękuję za rozmowę.


kilka wierszy Małgosi można przeczytać u nas:
Link


/książkę można kupić na stronie wydawcy: http://www.zaulekpomylka.pl/Kiosk-ab0-14.html
lub w księgarni zaprzyjaźnionego wydawnictwa Forma http://wforma.eu/257,czekajac-na-maline.html/

Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
5,921,256 Unikalnych wizyt