Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Anna Stolarczyk
Wakacyjne pocztówki
Bogdan Zdanowicz
Marek Przybyła i jeg...
Nauczyciele są ważni
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Wioletta Grzegorzewska - „Notatnik z wyspy”
„Notatnik z wyspy” to współczesne silva rerum emigrantki, pamiętnik dokumentujący sześć lat pobytu Wioletty Grzegorzewskiej na wyspie Wight w Anglii.

Czytelnik może obserwować intymny świat współczesnej „kobiety trzydziestoletniej”, poetki, matki, która zmaga się z nową rzeczywistością, uciekając często w swoje iluzoryczne światy: literatury, wspomnień, imaginacji, w których na plan pierwszy wysuwają się trzy postacie: babka, ojciec i profesor Kopf - być może alter ego autorki.
Grzegorzewskiej udało się stworzyć, zarówno w formie jak i treści zapisków, nową nieoczekiwaną definicję emigracji. Wyjazd na stałe z kraju i zamieszkanie na małej wyspie nad cieśniną Solent to nie tylko przekroczenie granic na mapie, ale także proces odwrotny. W tym lirycznym notatniku emigracja została pokazana w jako próba zatarcia wszelkich granic w sobie, w czasie, niejednoznaczny i dziwny stan umysłu jaki autorka opisała w jednej ze swoich sylw: „Życie pomiędzy światami. Życie w żywych i w umarłych. Pomiędzy wiejską pełnią i wielkomiejską pustką. W melodyjnej gwarze i w śląskim bełkocie. W głębi języka polskiego i w zarodku języka obcego. Życie nowe na moich rękach i przy piersi. Na autonomicznej wyspie i w zjednoczonej Europie, na krawędzi.”
Z okładki książki


Notatnik z wyspy (fragmenty)


10.08.2007
– Vicy opowiedziała mi pewną historyjkę – zagaja Mateusz. – A było to tak:
Pewien mężczyzna znalazł na ulicy perłę. Zaniósł ją do domu, przyglądał jej się długo z podziwem, schował ją do pudełka po zapałkach i próbował o niej zapomnieć, ale nie mógł zasnąć, zastanawiał się, kto mógł zgubić tak piękną rzecz i co z nią zrobić.
– I co było dalej? – pytam zaciekawiona.
– Oddał klejnot fundacji charytatywnej Red Cross, a potem sprzedał cały swój majątek i odkupił perłę. Musiał mieć pewność, że ona należy tylko do niego.
Str.33

4.01.2010
– Wiesz, tak naprawdę bardzo kochałam tylko R. – zwierza się na swoim wieczorze panieńskim pijana kumpela.
– Tak? To do cholery dlaczego go zostawiłaś?
– Bo widzisz, po naszej pierwszej, bardzo udanej nocy R. obudził się bladym świtem i zaczął zbierać swoje rozrzucone po dywanie ubrania.
– Głupia, cóż w tym dziwnego?
– On układał te wszystkie ciuchy w kostkę na fotelu.
Str.36



27.05.2009
Zaraz po Wielkanocy poszłam do Youth Clubu w Ryde świętować Songram – obchody jednego z najważniejszych świąt w Tajlandii. W tym kraju nowy rok oficjalnie obchodzi się pierwszego stycznia, ale tradycja każe świętować go w połowie kwietnia. W drzwiach tajlandzkie kobiety polewają mnie wodą. W ponurej sali błyszczą ich migdałowe oczy pociągnięte seledynowym eyelinerem, jaskrawo różowe wargi. Nie ma tu jednak piękności, jakie widziałam w fotoreportażach z podróży do Tajlandii. Przetworzona, skażona konserwantami żywność zachodnich korporacji zostawiła ślady na ich twarzach. Dzieci pożerają frytki i krokiety z parówkami. Na papierowych talerzach ogonki krewetek, poszarzałe frytki, makaron ryżowy, truskawki, sałatka śledziowa, rozmokłe plasterki papai z puszki, kwiaty z bibuły, tort polany lukrem, opuchłe faszerowane jaja po szkocku jak ulana twarz Buddy. W tle tajska muzyka ludowa. Gongi gamelanu.
Koleżanka z Chin tłumaczy łamaną angielszczyzną, że w niektórych krajach azjatyckich zachowano pierwotny sposób datowania lat według kalendarza buddyjskiego i to oznacza, że nasi tajscy znajomi świętują teraz rok 2552. Przestawiam czas. Wracam do domu. Włosy i ubranie mam przesiąknięte zapachem zielonego curry. Idę pod prysznic. Twarda woda spływa kropelkami po zaczerwienionych policzkach i wtedy przypomniałam sobie to zdjęcie z Kraj Radu: azjatycka kobieta zanurza małe stopy w strumieniu.
Str.39




01.08.2009
Podsłuchuję rozmowę w toalecie:
– Mój były wciąż mnie kocha – mówi młoda kobieta.
– Skąd wiesz? Tfu, dopiero w tym świetle widzę, że ta pomadka mnie postarza.
– Zobaczyłam go wczoraj przez okno sypialni. Zanosił nasz album ślubny do kosza.
– No cóż. On chyba stara się o tobie zapomnieć.
– Tak? To dlaczego następnej nocy wrócił po ten album?
Str.41


12.10.2009
Maluję usta. Wkładam mini, szpilki i cienkie rajstopy, bez fig. Idę do pobliskiego parku. Parkan pachnie zgniłymi renetami. Siadam na ławce. Przede mną pojawił się rudawy chłopak, ma dzikie oczy. Krąży na rowerze kilka minut. Uśmiecham się. Kilka rundek i zatrzymuje się przy mojej ławce. Opiera rower o kosz na śmieci i podaje papierową torebkę.
– Moja babcia sprzedaje precle i oscypki, więc przyniosłem kilka. Może się pani poczęstuje?
Wzięłam paczuszkę, ale nic nie odpowiedziałam.
– Pani mi kogoś przypomina.
– Pan też wydaje mi się znajomy. – Podaje rękę. – Ola – kłamię.
– Witek – odpowiada.
– Czekasz tu na kogoś?
– Nie, chciałam odpocząć po pracy.
Witek siada obok. Rozmawiamy kilka godzin, aż w parku robi się całkiem pusto i ciemno. Próbuje mnie pocałować, ale odwracam głowę. Przeprasza. Wkładam jego dłoń pod sukienkę. Pieści mnie przez rajstopy. Budzę się. Świt. Naciągam kołdrę na twarz.
Str.42



1.12. 2009
Od rana dziesięć telefonów w sprawie pracy, literowanie mojego polskiego nazwiska, które wydaje mi się teraz obce. Za oknem w kuchni mignęła pomarańczowa kurtka pocztowego posłańca Royal Mail. Jest list! Biegnę do drzwi z nadzieją, że może dostałam informację o nowej pracy, zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną albo chociaż decyzję o przyznaniu zasiłków dla samotnej matki. Rozrywam kopertę, a tu tomik wierszy.
Str.43



27.01.2010
Wracałam od znajomej o zmroku. Różowawe światła ulicznych lamp odbijały się w chodnikach pokrytych firnem. Córka mocno ściskała mnie za rękę, powtarzając:
– Trzymaj się, mamusiu!
A ja starałam się nie upaść, choć adidasy nie słuchały mnie wcale. Omal nie zrobiłam szpagatu na skrzyżowaniu Nelson i Melville Street.
– Zaraz będziemy w domu – uspokajałam ją. Czułam, że jest to jedna z tych magicznych chwil, gdy fragmenty naszych świadomości, matki i córki, przenikają się.
Str.48


9.02.2010
Śniłam, że cieśnina Solent zamarzła, a ja biegłam po lodzie z czerwoną reklamówką do Portsmouth po zakupy. Dzisiaj nie mogłam kupić mleka, ale poratowali mnie znajomi, którzy mieszkają na peryferiach Ryde i znaleźli je w osiedlowym sklepiku u Lankijczyków. Na oblodzonej High Street staruszki w kolorowych gumiakach przepoczwarzają się w dzieci i rzucają się śnieżkami. Widząc to, pomyślałam, że nasze, polskie emerytki rzucałyby raczej przekleństwami w takiej sytuacji. Dorośli odśnieżają sobie pamięć i też rozrabiają na poboczach. Widziałam faceta, który jak odbarwiony żuczek gnojny toczył śniegową kulę wzdłuż Nelson Street. Wieczorem Mateusz wymodził sanki z plastikowej ogrodowej zjeżdżalni i razem z innymi autochtonami ślizgał się w dół ulicy. W tym czasie, w ciemności, flagi Unii Europejskiej przy wejściu na molo zesztywniały od mrozu jak wykrochmalone spódnice mojej babki.
Str.49

28.10. 2010
Klemzer
– Dlaczego uprawiasz seks z mężczyznami, skoro, jak twierdzisz, tak naprawdę potrafisz kochać tylko kobiety? – Odważyłam się go wreszcie zapytać.
– Miłość z facetami jest jak ćwiczenia gry na skrzypcach, a relacje z kobietami… – zawahał się i odwrócił wzrok – to prawdziwa muzyka.
– Jak to?
– No, przecież znasz tę anegdotę: Do wielkiego kompozytora przyszedł młody skrzypek i poprosił, aby mistrz zechciał ocenić jego grę. Mistrz zgodził się. Uczeń grał i grał, a mistrz odganiał muchy bambusową klapką, wiercił się na otomanie, trzy razy kazał nalewać sobie wina z karafki i w końcu zasnął. Kiedy młodzieniec skończył prezentację, kompozytor obudził się i rzekł:
– Grasz wyjątkowo dobrze, ale ja nie czuję w tym muzyki
Str.58


26.04.2011
Spędziłam kiedyś noc ze znajomym na dworcu w Katowicach. Było zimno, a my po włóczęgach w nocnych klubach nie mieliśmy już pieniędzy nawet na herbatę. O trzeciej nad ranem zasnęliśmy na chwilę i nagle obudził nas dziwny chrobot. Z półmroku wyszli dwaj włóczędzy: staruszek i dziecko. Pchali dziurawą, ciągnikową oponę.
Str.71



12.07.2011
Moja koleżanka z pracy postanawia pokazać mi fotografie swoich najbliższych. Wyciąga z torby plik zdjęć i mówi:
– To mój szef z ostatniej pracy; to mój syn, kiedy miał trzy lata; to mój pies, labrador, fajnie prosi, kiedy jest głodny. – I po chwili dodaje: – O, zapomniałabym, a to mój obecny mąż.
Str. 76


18. 07.2011
Dzisiaj kotka zaczęła rodzić w kącie przy biurku w zaciemnionym pokoju syna. Źrenice miała powiększone jak rozpadające się galaktyki. W nich migały pyłki czegoś obcego.
Syn akurat grał w wojenną grę Black Ops. W czasach zimnej wojny jako amerykański komandos likwidował nazistowskich zombiaków.
Jeden czarny kotek urodził się; pomiaukiwał i pełzał po wykładzinie. Kotka wiła się w bólach. Zauważyłam, że drugi kotek nie może się wydostać. Jego oblepione śluzem nóżki zwisały bezwładnienie. Utknął w drogach rodnych i udusił się. Kotka wstawała, przysiadała, próbowała wypchnąć jego martwe ciałko.
Syn zdobywał kolejne punkty, ale i tak zginął ogłuszony przez granat i pogryziony przez członków Specnazu.
W tym samym czasie walczyłam o życie kotki. Nie wiedziałam, co robić. Masowałam jej brzuch. Nie chciałam ingerować, aby nie pogorszyć sytuacji. Żałowałam, że skończyłam filologię zamiast medycyny (tak jak planowałam w liceum) i nie doczytałam rozdziału biologii Villeego o rozmnażaniu ssaków. W końcu ciało kotki wygięło się jak podczas egzorcyzmów i nastąpił ostatni skurcz. Pokazała się martwa główka. Kotek był za długi jak na noworodka dachowca. Miał na nosku cztery dziwne, białe wypustki, pysk szczurka, a między sinymi paluszkami błony. „Mutant” – pomyślałam i wraz ze ścierwem łożyska zapakowałam go do plastikowej, śniadaniowej torebki. Tak musiało być. Natura go wyeliminowała. Po piętnastu minutach pierworodny, wylizany do czysta kotek znalazł sutek i łapczywie próbował go ssać. Czarne galaktyki w oczach kotki kurczyły się powoli. W pokoju rozległo się mruczenie.
Syn w kolejnej rundzie Black Ops jako agent CIA dostał nowe życie.
Str.77

10.03.2012
Bardzo się zdziwiłam, kiedy ostatnio zauważyłam, że komplet kilkudziesięciu tomów dzieł Lenina na aukcjach internetowych osiąga cenę kilkuset złotych. Przypomniała się mi wtedy historia Sz., który w roku 1988, tuż przed maturą, postanowił wybrać się na pielgrzymkę do Częstochowy razem z uroczymi licealistkami z parafii św. Antoniego w intencji pomyślnego zdania egzaminu dojrzałości, oczywiście. W czasie wolnym od trajkotania uroczych licealistek i po zwiedzeniu pola namiotowego oraz łaźni pod Jasną Górą, Sz. postanowił wpaść do księgarni naukowo-technicznej przy częstochowskiej filharmonii, gdzie zauważył na regale w kącie zakurzone tomy Dzieł wszystkich Lenina. Sz. był wyposażony w wielki plecak na stelażu, ponieważ w drodze do Częstochowy całą dobę taszczył prowiant uroczych licealistek z parafii św. Antoniego. Natychmiast postanowił zakupić za bezcen pięćdziesięciotomówkę Włodzimierza Iljicza, którą tak bardzo wychwalał jego partyjny ojciec.
W drodze powrotnej na pole namiotowe Sz. zgłodniał i zajrzał do Karczmy Słupskiej przy ulicy Nowowiejskiego. Zawsze po dubeltowym mocnym, jednym sznapsie i zjedzeniu dwóch jaj w majonezie dopadały go wyrzuty sumienia i przypomniał sobie o chorej cioci Jadzi, która mieszkała samotnie. Sz. wsiadł do tramwaju i pojechał na Osiedle Północ. Jakaś babcia-matrioszka zasnęła sobie na Włodzimierzu Iljiczu. Po piętnastu minutach chłopak wysiadł z tramwaju trochę zmartwiony, ponieważ nie miał żadnego prezentu dla cioci. Kamień spadł mu z serca, kiedy za apteką zauważył skup makulatury. Natychmiast postanowić pozbyć się tomów Lenina, za które otrzymał sowitą zapłatę w postaci kilkunastu paczek papieru toaletowego. Ledwo wyszedł załadowany pakunkami ze skupu, gdy usłyszał za plecami:
– Ej, ty, synek! – Odwrócił się i zobaczył kioskarkę, która wyglądała przez boczne, oklejone plakatem Sabriny, drzwiczki z kiosku i potrząsała trwałą.
– No ty! Gdzie niesiesz tom srajtaśmę? – zapytała kioskarka.
– Idę do cioci Jadzi.
– Jadzi Nowak? Tej z parteru?
– Tak.
– A po co Jadzi tyle papieru? Sama mieszka. Podrzucę jej gazety. Odsprzedaj mi choć kilka paczek. Dobrze ci zapłacę.
Sz. szybko ubił interes z kioskarką i jak się okazało, w kilka godzin zarobił na dziełach Lenina pięciokrotnie. Usiadł na ławce przy placu zabaw. Spojrzał w kierunku bloku cioci, a potem w kierunku przystanku tramwajowego.
Po kilkudziesięciu minutach był już księgarni naukowo-technicznej przy częstochowskiej filharmonii i pakował do plecaka Dzieła wszystkie Lenina.
Str.86


Notatnik z wyspy, wydawnictwo e media, Częstochowa 2012
Książkę można zamawiać tutaj:
http://emedia-wydawnictwo.pl/ksiazka/47

Wioletta Grzegorzewska – ur. 9 lutego w 1974. roku w Koziegłowach, pochodzi z Rzeniszowa, kilkanaście lat mieszkała w Częstochowie, gdzie debiutowała na łamach lokalnych pism. W roku 2006. wyemigrowała z kraju do Anglii. Obecnie mieszka w wiktoriańskim miasteczku Ryde na wyspie Wight. Wydała tomy poetyckie: „Wyobraźnia kontrolowana” (Częstochowa 1998), „Parantele” ( Częstochowa 2003), „Orinoko” (Tychy 2008), „Inne obroty” (Rzeszów – Toronto), arkusz wierszy „Ruchy Browna” (Częstochowa 2011), dwujęzyczny zbiór wierszy „Pamięć Smieny. Smena’s Memory”(Londyn 2011, przeł. Marek Kazmierski) oraz książkę prozatorską „Notatnik z wyspy” (Częstochowa 2012). Jej wiersze były publikowane w kilkunastu antologiach, m.in.: „Solistki. Antologia poezji kobiet 1989 – 2009” (Warszawa 2009), „Free over Blood. New Polish Poets Series” (Londyn 2011) oraz na łamach pism literackich, m.in.: Zeszyty Literackie, Tygiel Kultury, Fraza, Arterie, Arkusz, Kresy, Studium. W 2008 r. poetka otrzymała Grand Prix za tom wierszy dla autorów po debiucie książkowym „Tyska Zima Poetycka”.
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
6,666,506 Unikalnych wizyt