Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

DOBRANOCKA
DOBRANOCKA
DOBRANOCKA
Po prawej stronie ge...
DOBRANOCKA
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Judyta Ciszewska

Judyta Ciszewska (ur. 05.12.1991 r. w Będzinie) Zadebiutowała wierszem ''Chwila szczęścia'' w Gazecie Kulturalnej. Publikowała m.in w ; Lamelli, Kuźni Literackiej, Libertasie, Angorze, Zagłębiarce - mapa miejsc ciekawych i Sosnarcie. Współautorka ''Antologii Poetów Wsi. Słowa przysiadły na miedzy..'' (2012). Związana jest z portalem liternet.pl. Ukończyła V Liceum Profilowane o profilu usługowo-gospodarczym kształcącym w specjalności rękodzieło artystyczne w Katowicach.
Mieszka w Kuźnicy Piaskowej.



TWÓRCZOŚĆ:




Mam dziewiętnaście lat

Mam dziewiętnaście lat
Jest ósma
Wstaję, by znów poznawać świat

Patrzę na telefon nieodebrane połączenie – mama
I myślę wtedy – wołała mnie

Wołania przez krzyk nie słyszę
Schodzę na dół, by zaparzyć kawę
I spytać czego chciała

Mówi – już nie ważne, to wtedy
Opowiadam sen niewyraźnie sepleniąc

(Matka jest początkiem wszystkiego
Ja w swojej
mieszkałam siedem miesięcy
Słyszałam ją – bo czułam, jak przełyka ślinę)

Wychodzi do sąsiadki
A ja oglądam telewizor
Gesty aktorów, są dla mnie słowami, których niedosłyszę

Wyłączam
Przychodzi natchnienie

Mam dziewiętnaście lat
Wadę słuchu
Ale czuję, więc piszę




TEŻ WIDZĘ UMARŁYCH, JOANNO.

(Zakalec - Joanna Fligiel)

Musiałam pojechać
do Buska Zdroju, by zgubić się w liściach. Zanim znalazł mnie
mój przyjaciel, wypełnił puste miejsca blaskiem. Cisza

stała się potrzebna. Często odwiedzał sklepy i barowe ćmy.
Rozdrapywał miłość, którą ktoś wyrzucił. Nikt na to
nie zwrócił uwagi, nawet coraz głębsze niebo.

Robił się blady na widok czyjejś tęsknoty za sierpniem.
Kiedyś ktoś zamienił ten miesiąc w cierpienie. Czekał na noc,
w niej mógł się przejrzeć, zobaczyć, co w nim wciąż rośnie

oprócz słów ciężkich jak ołów. Mówił o mnie napotkanym ludziom.
Pękały blizny tego miasta, sny, chcące pozostać w nich na zawsze.
Zmarli byli zdziwieni. Coś coraz bardziej zapadało się pod ziemią,

na której leżałam.




awersja

zdążyłam tylko wypić kawę
i już dławi mnie dzień. tam gdzie planowałam dziś
przypomnieć o sobie, burza rozburzyła wszystko. ludzie przez chwilę
życzą sobie jak najlepiej. staram się słuchać,

nie odbieram telefonów.
odkładam na później sprawy, w które wplątał mnie wiatr. na ból głowy,
nie pomagają tabletki, wspomnienia.

nadal sięgam po papierosy jak po poezję. uwierz - nie drżę,

tylko dlatego, że czas obraca mnie przez palce. zmarszczki przybywają,
blizny w niektórych miejscach bledną. przez pięć minut,
chcę przespać wszystko. jednak znów,
mrugam do świata za oknem. chociaż wiem czemu,
dobrzy ludzie też kłamią.




wybacz

wybacz, żadna ze mnie matka
polka. nie rób sobie nadziei, że wykarmiłabym
piersią nasze dzieci. wiem,
chciałbyś spędzić ze mną jedno życie,
żeby nie być samotnym
jak w poprzednich wcieleniach. czekasz,
aż zmienię zdanie. w tym czasie
sprawdzam ilu mężczyzn
dociera do punktu g. odnajduję adresy
starych przyjaciół. odwiedzam ich bez zapowiedzi,
bez niespokojnych myśli.
możliwe, że zmienię wiarę
bo bóg stracił do mnie wszelką cierpliwość.

próbuję zostać malarką,
aktorka ze mnie kiepska. nie potrafię
kłamać przed kamerą.
wyruszę w podróż do Itaki, pożądam przygód
i spotkania z Posejdonem. jednak,
zanim rozpozna we mnie kobietę
na jeden listopad,
ktoś zdąży go ukarać za niespełnione obietnice. uwierzysz?
będąc w Genewie, każę płacić
za każdy dotyk i uśmiech.
nie myśl, że opowiadam jak naprawiałeś
wszystko, co psułam. jeśli ktoś o mnie zapyta, powiedz,
że uczę się kochać
to, co nie jest do ciebie podobne.




listopad nigdy już nie będzie słodki***

listopad nigdy już nie będzie słodki. jednak,
będę mogła oddychać. wiem,
że nie będę już miała tego co twoje,
na wyciągnięcie ręki. kiedy chciałeś,
umarłabym z tobą,
by inni wiedzieli, czym jest miłość.
sam wiesz - przysięgałam być na dobre
i złe pogody.
nie spodziewałam się,
że coś co wcześniej smakowało, jak dobra poezja,
utopi się w kieliszku wina i roztopi się w promieniach
dzikiego słońca.
o tym już się nie będzie mówić, ale śpiewać w miejscach,


które opuściłeś. ty nie czułeś, jak krople mojego deszczu,
chciały się połączyć z twoim morzem.
może powtórzyłeś sobie tysiąc razy,
przed twoim bogiem,
że nie jestem tą właściwą Afrodytą wyłonioną
z czyjejś śliny. chcesz, idź drogą,
na której nic się nie pali. najpierw nabierz powietrza
o zapachu niespełnionych marzeń. kiedyś się zatrzymasz
i wystraszysz,
bo wszystko nagle będzie ci obce.
uwierz. nie rozpoznasz w niczym siebie.




nie czytaj tego wiersza dzieciom


wyprowadziłeś się do świata bajek.
myślałeś, że tam coś nabierze barw i nikt nie wie
co to znaczy kłamać. wierzyłeś,
że miłość odwiedza każde miejsca
po wojnie, po kłótni.
teraz wiesz, że wróżki nie znają wszystkich zaklęć,
by odgonić złe myśli, cofnąć czas.
za siedmioma górami, niekoniecznie musi być
więcej szczęścia. wiesz,
śpiące królewne ze snu może wybudzić dziewica,

a nie tylko rycerz, rozplątujący warkocze
pod koniec dnia.
spadające korony z głów jednak ktoś kradnie
i nie zawsze zostają znalezione,
tak jak pantofelek kopciuszka. nie każdy Pan Piotruś
dotrzymuje słowa
i zabierze do domu dziewczynkę
z zapałkami. jeśli chcesz, to zamieszkaj tam
z kimkolwiek.
wiem, że wrócisz, bo zrozumiesz,
że nigdzie nie ma wiecznego spokoju
i czasem wszyscy, nawet jeszcze przed wschodem słońca
umierają kilka razy.




ten wiersz made in england***

ten wiersz made in england,
wcale nie pozostanie na długo w twojej
pamięci. chociaż czytałeś go więcej niż siedem
razy. raz cicho,
a potem coraz głośniej. za każdym razem
inaczej go rozumiałeś.
próbowałeś go przetłumaczyć na inne języki.
szukałeś jego autora i go znalazłeś
bez pomocy jasnowidzów.
dowiedziałeś się, że przeżył katastrofę
titanica,
dlatego zaczął pisać. pióro w ręce,
trzymał mocniej, niż dłoń przyjaciela.
w samotności chodził do miejsca w którym kiedyś,
postawił studnię bez dna. nie było dnia,

by tam nie napełniał butelek atramentem
albo winem. potem
wymyślał sobie problemy i płakał.
rozdrapywał stare rany. pluł na niedojrzałe owoce
i przeklinał nocne ptaki,
siedzące na kruchych gałęziach. ale one
nad świtem odlatywały i śpiewały o szaleństwie
jego oczu. potem już nie wracały,
bo wiatr połamał im skrzydła. nie dało się ich
posklejać żywicą ani błotem. a on
leżąc nieruchomo, nie zastanawiał się,
co się wydarzy, gdy go odnajdą ci, którzy mówią,
że został ulepiony ze złej gliny. przez długie
godziny, których nie liczył, miał
zamknięte powieki. jednak pod nimi widział cuda,
wymyślone przez kogoś innego. powoli
tracił słuch. a zapach wszystkiego co gdzieś się gotowało
i tego co kwitło, zanikał,
jakby stało się to na czyjeś życzenie. przed końcem
świata, przypomni sobie.



chwalona

nie pytaj czemu zostałam Judytą. hebrajczycy
to moi bracia
z mięsa i kości. w żyłach płyną mi rzeki Judei,
czystsze od kropli deszczu. mówiłam o świecie Holofernesowi
i uwierzył we wszystko. zobaczył we mnie wiersze,
których nie chciałam każdemu podarować. chcesz ?
szukaj człowieka, który widział
jak ucięłam mu głowę. nigdy tego czynu nie żałowałam.
zapragnęłam uchronić Betulli,
przed nieszczęściem. budowałam mury i za to
byłam chwalona.

wiatr nie zabrał stąd złych wspomnień. jednak
w każdym kącie tego miejsca
nastał spokój, niczym po burzy. nikt niczego nie burzył,
wszystko miało właściwą nazwę. każdy zasłużył na to
co zaczynało kwitnąć,
owijać się wokół stóp. nocą gwiazdy przybliżały się do okien,
a to ponoć coś znaczy.
zaufałam im, jednak ktoś miał z tym problem,
więc odszedł. pogodziłam się,
że deszcz zmył z niego
moje ślady. odtąd osobno będziemy żyć,
osobno umierać.


Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
5,552,310 Unikalnych wizyt