Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Marek Przybyła i jeg...
Nauczyciele są ważni
21 marca Światowy Dz...
Dobranocka nieco str...
kobieco
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Elżbieta Lipińska
Elżbieta Lipińska - warszawianka z urodzenia, wrocławianka z wyboru, prawnik, poetka. Po latach pisania do szuflady i do Nieszuflady, a także innych portali internetowych, zdecydowała się pokazać swoje wiersze na zewnątrz. Laureatka konkursów m.in. im. K. Ratonia, B.Faca, Tyskiej Zimy Poetyckiej. Jej wiersze drukowane były w Odrze, Redzie, Autografie, Frazie, Portrecie, Cegle, Arteriach, Zeszytach Poetyckich i innych czasopismach literackich, antologiach, m.in. „Anthologii #2” (Londyn 2010).
Wydała trzy książki poetyckie: „Pożegnanie z czerwienią”(2007), „Maj to łagodny miesiąc”(2008), „Rejestry”(2011) – dwie ostatnie jako nagrody główne w konkursach literackich.
Pisze także niewielkie formy prozatorskie; część z nich drukowały: Korespondencja z ojcem, Wakat, Notatnik satyryczny.





TWÓRCZOŚĆ:




Modlitwa

dobry boże
jeśli pozwolisz mi tu kiedyś wrócić
niech urodzę się altowiolistką albo skrzypaczką
pozwól mi być choć jedną nutą Mozarta

jeśli nie zasługuję na to by być człowiekiem
uczyń mnie świerszczem
będę godzinami grać za kominem
ale jeśli możesz niech słucha mnie
raczej Mary Peerybingle
niż Tackleton

jeśli i tego za dużo
niech będę wiolonczelą
palącą się między nogami czarownicy z Eastwick





Maj to łagodny miesiąc

Maj jest ciepły i zachęcający, ty zimny i dobrze wychowany
jak zwykle, a ta bidula nic z tego nie rozumie.
Sądzi, że mężczyzna nie może być szczęśliwy bez pieprzenia.
Nie rozumie, że szczęśliwi bywają nie tylko don Juani,
ale również Obłomowowie
. Szczęściem trochę wykastrowanym,
ale za to spokojnym i własnym. Niezakłóconym uniesieniami,
obowiązkową serwetką przy stole, zakazem dłubania w nosie
i tą nieznośną, nużącą kobiecą energią.

Maj to łagodny miesiąc, tak mówią, lecz dla niej
najokrutniejszy z wszystkich.
Nie przekonuje jej zdanie poety. Jeszcze nie dowierza,
że można pokochać pustkę bardziej od miłości, pasji,
która wypełnia ją po czubki palców.

Maj to łagodny miesiąc, ale tego dopiero się uczy.





Na końcu języka

Ciągle to jutro, jutro i znów jutro
Wije się w ciasnym kółku od dnia do dnia.


W szprychach coraz więcej piasku,
coraz go też więcej w oczach.
Myślisz, że to czas, ten, który bimba nam
przed nosem aż do ostatniej głoski?
Nie wierzę w czas. Gdzie się podziewa
wczoraj, przedwczoraj i ta cała banda?
Moim zdaniem chodzą jak lisek koło drogi;
my mozolnie próbujemy im nadać kierunek,
a droga kiepska, jak to u nas.

Więc właściwie jest swojsko,
a że czasem zazgrzyta w zębach?
Umówmy się, że to samum;
zaraz zrobi się egzotycznie i pociągająco.
To lepsze od marudzenia, że zimy ciepłe,
a lata zimne i w ogóle wszystko nie takie.

Zresztą życie jest tylko przechodnim półcieniem,
to pewne. Ale, zauważ, to wciąż jeszcze nie cień.




Z księgi wiatrów

Wierzycie, czy nie, widziałam dzisiaj klucz ptaków.
Nie wiem, jakich, bo leciały zbyt wysoko,
ale klucz pod koniec grudnia
musi otwierać lub zamykać jakąś tajemnicę.

Krzyczały. Bały się czy cieszyły? Odlatywały czy wracały?
Niektórzy uważają, że stąd należy tylko odlatywać.
Ale ptaki wiedzą lepiej.
Więc nie mieszaj im za bardzo, panie pogody i burz.
Są jedną z niewielu stałych w naszym życiu.




Autostrada do nieba

Brzytwa przecięła świat na pół, droga
prowadzi wzdłuż świeżej blizny;
na poboczach jeszcze łuszczą się strupy.

Bezpieczna nuda prowokuje, więc ahoj, przygodo!
Zbocz z drogi, niedaleko stąd nowy wspaniały świat.
Wielkie nadzieje mogą się stać udziałem każdego z nas,
Pip nie musi być wyjątkiem. Zapisani na tabliczkach
czujemy się prawie jak w Antologii Palatyńskiej,
choć chyba to nieprawomyślne.
Co z tego? Za to będą o nas pamiętać.
Panorama prawie jak Racławicka.
My prawie jak Kościuszko.

Za Licheniem już tylko zwykła krajowa.
Wracamy.




Carillon

Ułomnie próbujemy śpiewać nasze pieśni.
Nie, to one śpiewają nami, jak chcą,
lub nie śpiewają się wcale.

Marne z nas narzędzia. Melodia brzmi głucho
jak pęknięty dzwon, dopóki nie spodoba się pieśni.
Wtedy, o, wtedy słyszysz carillon w pełnej harmonii.

A ty, o czym byś mi zaśpiewał,
gdybyś mógł?




Bez cienia

Od pierwszej chwili trafiasz w światło
Tak intensywne, że zdaje się wsysać wszystko,
Szafir, który daje się polubić, zieleń, która w końcu
Będzie musiała wytrysnąć sokiem.

Tu nie ma miejsca na łagodne odcienie
Okrutnych kwietni w Paryżu czy Londynie.
Count Basie wypada zbyt blado.
Tu trzeba kogoś, kto nie da się
Zagłuszyć cykadom. Znasz Jingo?
Tak, Eric z Carlosem dają radę!

Słyszysz całą jaskrawość, wchłaniasz ją,
Wysysasz jak ostrygę. Ten smak zostaje
Na języku, na podniebieniu.
Będzie ci wyostrzać blade kwietnie.




Domena turkawek

O świcie budzi mnie głos,
który nawet wschodzące słońce
uznaje za zapowiedź nieszczęścia.
Lekceważąc ostrzeżenie, zapadam w sen.

Ostrzeżenie powtarza się pod prysznicem.
Tradycyjne trakty turkawek
przestały im wystarczać, teraz są wszędzie.
Mówią: uważaj, wystarczy
stracić równowagę, jesteś blisko.

Myślę, może coś w tym jest?
i postanawiam konsekwentnie
odtwarzać w myślach ten głos,
na wszelki wypadek,
choć wiem, że niczego nie powstrzyma.




osobność

świątecznie ubrana wybiera się w niedzielę do supermarketu
kupić najlepszy proszek
nosi najbielsze bluzki dla najlepszego z mężów
odprasowanego odkamienionym żelazkiem
karmi wypucowane dzieci laysami
czuje się całkiem bezpieczna nawet w najgorszych dniach

mój nr 1 na świecie zaplątał się w malinowy chruśniak

moje wspomnienie stało się bielszym ponad śnieg bez wybielacza
nie daję się rozdziobać krukom wronom
lubię uśmiechy bez kotów
na wpół ukryte psy
wciąż jestem obca wciąż bardziej obca tu

ja wasza quirky-alone




Ja, materia

Wioletcie Grzegorzewskiej

Dzień dobry, miły mężu, to ja, Pythias, twoja pokorna żona.
Z szacunku dla ciebie usiłuję poczuć się rolą uprawną,
jednak jakoś nie mogę się poczuć „tylko”.
Cóż, jestem zdeformowanym mężczyzną,
jak twierdzisz.
Mój ułomny rozum nie może objąć
wszystkich implikacji.

Dostarczyłam ci materii, skutkiem twojej formy
jest nasza piękna córka,
tak jak łóżko jest skutkiem stolarza i drewna.

Dlatego wypełniwszy jak umiałam rolę naczynia,
chciałabym za twoim pozwoleniem sprawdzić,
czy nie miał trochę racji Pitagoras,

czy naczynia Theano i Timychy
nie były także naczyniami wiedzy,

Zarządziwszy zatem domem, oddalam się do ksiąg.
Sto epanithi’n.*
Komentarze
swewa 11/01/2012
rozmowa z Elżbietą Lipińską: http://www.gender.pl/readarticle.php?article_id=168smiley
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
6,314,680 Unikalnych wizyt