Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Anna Stolarczyk
Wakacyjne pocztówki
Bogdan Zdanowicz
Marek Przybyła i jeg...
Nauczyciele są ważni
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

wywiad z Barbarą Weise
Z Basią Weise - poetką kobiecą, która przed tym określeniem się nie wzbrania. Prozatorką, malarką, znaną w środowisku artystycznym Polonii niemieckiej i amerykańskiej rozmawiałyśmy na Starym Mieście w Düsseldorfie po polsku; o wolności, o Noblu i o mistycznych doświadczeniach, związanych z poezją oraz o życiowych wyborach, które skrzyżowały nasze drogi w Niemczech. Joanna Fligiel.




Wywiad z Barbarą Weise




Barbara Weise: Tylko mnie nie pytaj, ile mam lat...

Joanna Fligiel: W takim razie zapytam, ilu miałaś mężów i dlaczego aż tylu?

B.W.: Bo aż (albo tylko) tylu panów chciało mnie mieć za żonę, albo inaczej: wracam myślą do czasów wczesno siedemdziesiątych minionego stulecia ... ale zabrzmiało (śmiech). Moje świeżutkie dwadzieścia lat, pierwsza praca, pierwsze własne pieniądze i ogromna potrzeba swobody, a dom tradycyjny - dziewczyna nie może wracać później jak o dwudziestej, jeśli chłopak odprowadza... to może trochę później, więc odprowadzali, odprowadzali, aż jeden powiedział - mam dość, ile ja tu będę chodził. No to za niego wyszłam.



J.F.: Teraz jesteś kobietą niezależną: dzieci ułożyły sobie życie, mieszkasz sama w wielkim mieście, pracujesz i znowu jesteś zakochana.

B.W.: Poprawka. Znalazła mnie miłość, to jest właściwe określenie. W momencie, kiedy powiedziałam „KONIEC - żadnych facetów”, znalazł się ktoś, kto nie bał się mnie odkrywać, poznawać. Ktoś, kto uczy mnie prostoty myślenia, rzeźbi we mnie miejsce dla siebie.



J.F.: Ładnie powiedziane. Czy pamiętasz swój pierwszy raz?

B.W.: Rozumiem, że chodzi o poezję (uśmiech). Pierwszy wiersz pamiętam jako wielkie przeżycie. Nie treść, a właśnie ekscytację, niepokój, wewnętrzne rozedrganie, ze świadomością, że dzieje się coś mistycznego. Nie miałam się tym z kim podzielić, pisałam po kryjomu na karteluszkach, w kalendarzyku obok symboli „płodne” - „niepłodne”... Następny poetycki poryw przypada na finisz mojego drugiego małżeństwa. I"wolność", która potem nastąpiła - czyli ja i moje dzieci - praca, wywiadówki, pranie, gotowanie, szara, mało poetycka codzienność. Dużo czytałam. W tomikach poezji zapisywałam leciutko ołówkiem swoje nieśmiałe wersy. Kolejna próba ułożenia sobie życia skończyła się tak jak poprzednie. W Polsce nastąpiły wielkie zmiany a ja straciłam pracę. Z tych, które znajdywałam, nie można było się utrzymać. Przyjechałam do Niemiec, tylko na trzy miesiące, a minęło już dziesięć lat.



J.F.: I niemiecki mąż. Co wniósł do twojego artystycznego życia, oprócz (niewątpliwie) mądrego nazwiska?

B.W.: Niemieckiego męża w ogóle nie planowałam. Nie znałam języka i uważałam, że to jest wystarczająca bariera przed zawieraniem jakichkolwiek tutaj znajomości. Stało się inaczej - był uparty - tak bardzo podobało mu się nasze polskie ciepło, zaradność, poczucie humoru. A potem okazało się, że jestem zbyt polska i zatęsknił do niemieckiej Frau.



J.F.: ale nie ma tego złego..

B.W.: Dokładnie tak, Joasiu. W tym czasie pisałam dużo smutnych wierszy. Odkryłam wirtualny świat. Publikowałam je na portalach, a na jednym z nich poznałam twoją twórczość. Kto by pomyślał, że spotkamy się przypadkiem w realnym świecie i to w dodatku tutaj? Nie ustrzegłam się jednak przed pułapką wirtualnych słów. Były dla mnie jak antidotum na wszystko, co mi się przydarzyło, a jednocześnie pustą studnią, do której na chwilę wrzuciłam swój rozsądek. Powstawała więc poezja pełna przefarbowanej rzeczywistości. Liryczna, przemetaforyzowana. Zaczęłam pisać prozę, w której rozprawiam się z sobą, opowiadania, felietoniki. Zaczęłam malować. To był bardzo płodny okres w moim życiu, dzięki nocom przy klawiaturze - przetrwałam.



J.F.: Lecz po "przebudzeniu" nabrałaś dystansu do swoich utworów. Stały się odważniejsze, czasami harde, z odrobiną tylko miękkiej melancholii.

B.W.: Tak, jak ja sama. Każdy powinien mieć swoją ścianę płaczu, coś co zatrzyma uwagę i pozwoli zapomnieć o bólu, bo, wbrew pozorom i dowcipnym komentarzom, każde następne rozstanie jest boleśniejsze, pomnożone przez liczbę obrączek, walizek, adresów, pod którymi zaczyna się od nowa.



J.F.: Twoje utwory publikowane są w amerykańskiej i niemieckiej prasie polonijnej. Niektóre teksty są śpiewane. Pisanie piosenek jest wyższą szkołą jazdy.

B.W.: Muszę przyznać, że to bardzo miłe móc siebie przeczytać w druku, a nie na ekranie komputera. Posłuchać piosenki z własnym tekstem.



J.F.: Basieńko, obie przechodziłyśmy przez podobne doświadczenia życiowe i wiemy, że wielokrotne rozwodzenie się jest nadal oceniane negatywnie przez społeczeństwo.

B.W.: Przez społeczeństwo? Przepraszam, że przerywam. Dla mnie to "społeczeństwo” to Pani Dulska w wiadomo jakim berecie. Nie, nikt nie ma prawa wymagać od kobiety, żeby poświęciła życie dla podtrzymywania pozorów "normalnej rodziny". Bardzo często rozmawiałam o tym z moimi dziećmi, bo przecież w jakiś sposób jednak „skrzywiłam im dzieciństwo”. One doskonale rozumieją motywy moich decyzji i ... być może właśnie dlatego, że było nam trudno, dzisiaj spaja nas cudowna więź. To jest mój Nobel! A teraz, Joasiu, zmieńmy temat, bo się rozkleję.



J.F.: Gratuluję „Nobla”, Basiu. Wiem, jak ciąży stereotyp rozwódki. W oczach „koleżanek” jesteś zagrożeniem stabilności ich małżeństw. Zaproszenia do ich domów są coraz rzadsze, aż w końcu nie ma ich wcale.

B.W.: Tak, kiedyś bardzo ciążył mi kompleks rozwódki. Właśnie przez te utarte schematy. Wyzbyłam się ich, pokazując, jak jest mi świetnie - niezależnie. Inna rzecz - ciężar odpowiedzialności za rodzinę, której głównym członem byłam ja i dzieci. "Wujkowie", mimo starań, byli tylko wujkami. Dzisiaj i tutaj, w mieście ludzi o wszystkich kolorach skóry, kształtach oczu, religiach - ten problem nie istnieje. Jestem tutaj incognito. Co innego koszty utrzymania.



J.F.: Czym dla ciebie jest wolność?

B.W.: Powiem krótko: pracuję ponad pięćdziesiąt godzin tygodniowo. To jest cena "tej" wolności. A "moja" wolność to równowaga, łagodność, spokój, który spłynął na mnie w małym kościółku zupełnie niespodziewanie. Pod sklepieniem poprzecinanym smugami światła, w pięknej ciszy snuły się dźwięki gregoriańskiego chóru i zapadały we mnie, kołysały.
Moja wolność to każdy dzień, który staram się ładnie przeżyć, to oczekiwanie od jutra tylko otwarcia oczu po nocy. To budowanie tylko dobrych wspomnień. Wolność to dojrzałość moich pięćdziesięciu siedmiu lat i siła na następne.



J.F.: Jaką jest kobietą Barbara Weise?

B.W.: Z jednej strony dojrzałą, stabilną, a z drugiej, kobietką - kokietką.
Zobacz, siny świt nad Renem. Pierwsze pączki słońca tańczą na rozkołysanych falach. Jest cudnie. Zakończę naszą babską rozmowę wierszem.


Odkrywaj
rozchylając płatki duszy
niczym kwiat.

Unieś lekką
gołębią
bez wczoraj.


W białych rękawiczkach
dotykaj tam
gdzie bywa sama

i obudź
na poduszce swych dłoni.

Odchodząc
rozbij niebo w lodowe kry

ona i tak
poskłada z nich
kobietę.




J.F.: Kiedy możemy się spodziewać książki?

B.W.: Jest to marzenie każdego piszącego. Dzisiaj wystarczy pozbierać swoje utwory, wysłać do jednego z bardzo wielu wydawnictw i, za dość przyzwoitą cenę, otrzymać przesyłkę ze stoma, dwustoma egzemplarzami własnej poezji czy prozy. Nie jestem inna. Też mi się marzy... Ale przedtem chciałabym nabrać pewności, że mój taniec na klawiaturze jest wart tego, żeby stanąć na półce w księgarni. Bo tam - a nie w szafie, chciałabym widzieć książkę z moim nazwiskiem jako autorki. Materiału mam sporo i ciągle rośnie. Tak więc piszę i marzę...



J.F.: Dziękuję, Basiu, za rozmowę.







Komentarze
swewa 17/12/2011
przeczytałam z przyjemnościąsmiley
Grazyna Koszewska 17/12/2011
Dziękuję Aśka, za fajny wywiad. Może za mało było w nim o poezji samej Autorki a dużo o Jej życiu, ale w sumie dzięki tym przeżyciom są wiersze. pozdrawiam!
joanna fligiel 18/12/2011
"w sumie dzięki tym przeżyciom są wiersze" - w samo sedno, Grazynko.
Namowie Basie, zeby przyblizyla swoja poezje genderowiczkom w najblizszym czasie. smiley
Grazyna Koszewska 18/12/2011
Tak tak! To jest doskonały pomysł!
nalika 28/12/2011
Dziękuję Asiu za wywiad, który mnie samą zaskoczył, a to oznacza, że potrafisz otwierać duszę. Postaram się zaistnieć tutaj również poezją, prozą i... sobą. Znajdziecie mnie pod... nalika
Pozdrawiam...Basia smiley
swewa 29/12/2011
a tu wiersze Barbary Weise:
http://gender.pl/readarticle.php?article_id=174
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
6,666,296 Unikalnych wizyt