Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Wakacyjne pocztówki
Bogdan Zdanowicz
Marek Przybyła i jeg...
Nauczyciele są ważni
21 marca Światowy Dz...
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Wioletta Grzegorzewska
Wioletta Grzegorzewska - poetka, ur. 9 lutego 1974 roku w Koziegłowach. Pochodzi z Rzeniszowa (województwo śląskie). Kilkanaście lat mieszkała w Częstochowie, gdzie ukończyła filologię polską na WSP (Obecnie Akademia im. Jana Długosza)i debiutowała na łamach lokalnych pism. W 2006 wyemigrowała z kraju. Mieszka w Ryde na Wyspie Wight. Jej wiersze ukazywały się w wielu czasopismach literackich, m.in.: Arkusz, Kresy, Pogranicza, Studium, Tygiel Kultury, Zeszyty Literackie oraz na portalach internetowych i w antologiach: Na końcu świata napisane. Autoportret współczesnej polskiej emigracji, Solistki: Antologia poezji kobiet (1989-2009), Free Over Blood. New Polish Poets Series (Londyn 2011). Opublikowała książki poetyckie: Wyobraźnia kontrolowana (1997), Parantele (2003), Orinoko(2008), Inne obroty(2010), arkusz poetycki Ruchy Browna(2011) oraz polsko-angielski wybór wierszy Pamięć Smieny/ Smena’s Memory z przekładami Marka Kazimierskiego. W roku 2008 otrzymała grand prix konkursu na najlepszy tom wierszy dla autorów po debiucie książkowym „Tyska Zima Poetycka”.



TWÓRCZOŚĆ:


"W połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku dany mi był kontakt z magicznym i zamkniętym światem kobiet w pewnym domu zakonnym sióstr bezhabitowych w Częstochowie, gdzie jako studentka filologii polskiej przez rok mieszkałam na stancji na poddaszu. W tym domostwie, gdzie sprawowała swe rządy przełożona Stanisława, jawa mieszała się ze snem, czas teraźniejszy z przeszłym, sacrum z profanum, rzeczy doczesne z nadprzyrodzonymi, asceza z erotyzmem, grzech ze świętością. Autarkiczne światy sióstr, Ryty Kolety, Adeli, Otylii, Anny, Zyty, Edyty i innych, starych i umierających kobiet, które od lat żyły w celibacie, ku memu zaskoczeniu wciąż tętniły życiem i rządziły się własnymi prawami. Siostry wypracowały własny język, apokryfy, przepisy kulinarne, recepty medyczne, rytuały i tradycje, a codzienność naznaczoną bólem, samotnością i wszechobecną śmiercią była dla nich do zniesienia dzięki wielkiej wyobraźni i pasji. Wybaczcie zatem, jeśli i ja pisząc ten poemat po kilkunastu latach wyprowadzki z zakonu, pomieszałam nieco wspomnienia i urojeniami".


W tysiącu i jednym kawałku

(poemat heroikomiczny)



Ach, Najświętsza Panienko, to życie jest jednak do szaleństwa piękne.
Bohumil Hrabal: Lekcje tańca dla starszych i zaawansowanych

Wybaczysz więc, jeżeli bawię się z tobą na wstępie.
Św. Augustyn: Dialogi





Głosy

Co tu robisz, dziewczyno, jawnogrzesznico,
studentko filologii, córko katoliczki i ormowca,
bezużyteczna gałązko w domu adoracji kurzu,
gdzie w wiekowym sejfie z dewocjonaliami
ciepło wzdyma błękitne brzuszki
plastikowych butelek ze święconą wodą,
a licznik tyka jak serce Giordana Bruna,
w snach to, co kiedyś siê zdarzy, nabiera kolorów.



Antyfona za siostrę przełożoną

Panie, który być może jesteś niewidzialny
w bezdennym oczku klasztornego ogrodu,
za życia kadziowałeś przełożoną do białości
i teraz zrzuca skórę, rojąc w letargach księgi
rachunkowe, gdzie spisała swoją krwawicę:
trzy łańcuchy z Kruka i broszkę z kameą,
nie to co dziadek, który zostawił po sobie
trzy sześcienne metry jurajskiego kamienia.
Panie, który byæ może jesteś jeszcze we mnie
aktywny jak butapren wąchany na strychu,
jak listki połykanego przeciw światu biseptolu,
niech spłoną wszystkie polecenia przelewów,
paprotka skażona papierosowym dymem opadnie
do nocnika, myszy zmielą dodatki Niedzieli,
ale skoro przełożona wciąż oddycha w złogach
kardiamidu i wolnych rodników, to gdy wybije
jej godzina na zaplombowanym przez inkasenta
liczniku, pamiętaj, że przyjęła mnie pod swój dach,
gdy włóczyłam siê głodna po ulicy Świętej Barbary.



Podkuchenna Klara

Marskość wątroby czy wiary? Wszystko jedno.
Mamy w klasztorze serię anomalii i schorzeń,
o których nie wypada mówić jak na spowiedzi,
ale przy każdej okazji, a najczęściej po kolacji,
gdy dym z czarnego lulka wypędza demony.
Tylko Klara cieszy się dobrym zdrowiem,
w dłoniach ma siłę mechanicznych koni.
W listopadzie gołymi rękami przegoniła
złodziei kabaczków, choć ja widziałam,
że wiatr ich wygonił, a może wpadli w te pędy
zmutowanej fasoli, ale wracając do Klary,
podkuchenna łamała siedzeniem orzechy;
zmiotła klapką z tego świata stada much,
a podczas ostatniego zatrucia grzybami
pobiegła do Społem po zbawienną colę.
Bąbelki wyparły z jej żołądka szatana
borowika, ale nie minął miesiąc, gdy złamała
kość strzałkową. Doktor Biegański powiedział,
że nic już jej nie pomoże, nawet, daj nam Boże,
apetyt na życie, które jest śmiertelną chorobą
i chcąc nie chcąc, trzeba się z niej wyleczyć.



Fazy. Uniesienia

Koniec końców – dzień doczesnych rozliczeń.
Do gabinetu przełożonej wpuszczam inkasenta,
który wymacawszy legalizującą plombę,
spisuje licznik, co tyka jak zegarowa bomba.
Zachowaj nas, Panie, od zbędnych nadpłat.
Skoro już dwukrotnie przekroczyłyśmy dotację
kurii, to grozi nam fuzja z innym klasztorem
i trzeba będzie znowu pakować manatki
albo iść do tych szarytek z naprzeciwka,                                                             
które poszczą nawet w tłusty czwartek.
Modli się siostra Otylia do prawdziwych
i zmyślonych świętych, prosząc o znikome
naliczanie kilowatogodzin, przytula teczkę
pana inkasenta z billingami pożeraczy prądu,
wypadkową ogrzewanych na lewo dni i nocy.
Ja przytulona do jej piersi, myślę z wyrzutem
o zmarnowanym czasie, gdy w tajemnicy
przed siostrą przełożoną, która po zjedzeniu
opakowania tramalu miewała fazy uniesień,
włączałam telewizor, aby oglądać Animal Planet.




Powszechne ciążenie siostry Ryty

Obok zardzewiałych łańcuchów, bretnali,
wiszących pod pułapem wiązek dziurawca,
kulawych świeczników, którym kulisty piorun
utracił kanty, zaprzeczając prawom grawitacji,
wieszał je przy więźbach na nie-wiem-czym.
Pod ukrzyżowanymi w ciemności pajęczakami,
nałykawszy się kurzu jak święty Franciszek,
siostra Ryta inwentaryzuje zapyziały strych.
Na polecenie góry dawno miała oporządzić
zachodnie skrzydło, ale wyleciało jej to z głowy,
potem zasypia na wypatroszonym tapczanie.
We śnie przenosi się na ulicę Siedmiu Kamienic,
gdzie przed wojną dała panu majstrowi zaliczkę
w naturze i po wszystkim matka zaciągnęła
ją do gabinetu, gdzie kulisty piorun utracał kanty
narowistym panienkom, przenosząc je wyżej
o dwie przecznicę, prosto do naszego zakonu.



Edyta, strażniczka miału

Paznokcie ma czyste jak proboszcz z Zawodzia,
który od dawna ma fioła na punkcie czystości.
Na ten przykład każe gospodyni Bednarskiej
prać koszule w najbardziej białym z wybielaczy,
codziennie odkurza fiata sto dwadzieścia i te pe,
kupuje pieskom karmę odświeżającą oddech.
We śnie pomrowik dobiera się do jego ukochanej
pelargonii, której jak dotąd nie zmogła zaraza,
choć innym zwiędły już kwiaty od rdzawych skaz.
Nasza strażniczka miału ma zgoła inne poglądy
na temat czystości. Umorusana, jak pan majster
po wypłacie, pilnuje ognia w centralnym piecu.



Nasiadówki i okłady

Niewiele wiemy o mękach papieża Zefiryna,
ale ponoć przeżywał boleśnie pierwszą ipsację
i nieżyt wątroby, a na żucie anielskiego ziela,
które według „Regimen Sanitatis Salernitanum”*
zapewnia długowieczność, było już za późno
bo wraz z przyrostem ciała ubyło mu czasu.
Podobnie Zyta bezskutecznie wiodąca
ustawiczną wojnę ze światem i ciałem.
Na tę przypadłość cierpieli Ojcowie Kościoła,
gdy podczas ślęczenia nad księgami
wyrywał ich z ekstazy nieziemski świąd.
A gdy siostra Zyta stawiała panu majstrowi
bańki, zapaliła się niechcący denaturatem
i wyglądała tak, jakby na ordaliach przypalali ją
rozżarzonym do białości pogrzebaczem.
– Życie to trwanie – powiada – w nieżycie
i obiera uda z resztek sflaczałych liści kapusty.



Refektarz pęka w szwach

Na obiad znowu łazanki, jakby na całym świecie
nie było innej potrawy tylko te rąbnięte kwadraty
okraszone słoniną z Aleksandrii, a na deser
znany w całej gminie miodownik, pachnący
old spicem proboszcz z Zawodzia.
Siostrzyczki w mig nabierają ogłady,
rozłożywszy łyżeczki ze srebrnej zastawy,
pilnują się, żeby nie jeść kremówek palcami.
Znikają makowe babeczki. Pieski proboszcza
sikają na murawę i nie odstrasza ich nawet
nasz mechaniczny klown, który podryguje
jak nowicjuszki, które przed ślubowaniem
urywały się z klasztoru na odpustową zabawę.


Anna z sercem pomrowika

Pomagam siostrze Annie wynosić ślimaki
na łąkę za klasztorem. Deszcz zamydla pole
widzenia. Pomrowiki brunatne i lśniące
jak rozmokłe daktyle pożerają liście
ukryte pod baldachimami włoskiego kopru,
potem wiedzione tajemniczym światłem,
które emituje hałda koksu przy hucie
znikają jak anioły na wyblakłych freskach.
Mutują się serpenty wapna delikatne
jak kamyki w źródełku z Lelowa nad Białką,
które widziałam podczas parafialnej wycieczki
z okazji mojej pierwszej i ostatniej komunii.



Adela świetliczanka

Adela myje octem lodówkę. Jej włosy stają
w płomieniach, gdy pochylona nad stołami
wyciera tłuszcz po niemieckich pielgrzymach.
Szorujemy to, co na widoku. Resztę zjedzą myszy.
Byłby błysk, gdyby nie żyrandol oblepiony
grudkami zdechłych much i pajęczyn.
Chrobocze herbarz. Szyby tracą gęstość.
Pręgowane Predatory czatują na więźbie.
Wracam na świetlicę, otwieram lodówkę
z nadzieją, że któryś z niemiecki turystów
zostawił jakiś przysmak, a tam w świetle
ze skrzyżowania zapachów lenora i octu,
wyrastają marynowane gałązki
lawendy.



Koleta w tysiącu i jednym kawałku

Z sobą niezgodny i z różnych złożony
Barw – przeciw słońcu – blask od niego bije.
Czasem się tak zda, że szmaragd zielony,
Czasem, że rubin zapalony kryje.


Piotr Kochanowski, Tysiąc odmienności

W warsztacie nad wytopionym z ołowiu
gwiazdozbiorem przycina szkiełka.
Ubywa jej włosów. Ciało po milimetrze
zbliża się do krypty, gdzie wycisza
skały mech siwy jak broda Liberaty.
Nie odezwała się do mnie ani słowem,
spajając suknie świętych z polarną zorzą,
chmury ze skrzydełkami zimorodków,
kapucynki z duchami swoich przodków,
w witrażach powiedziała wszystko o sobie.
Mówią, że choroba uszkodziła jej ucho
środkowe albo jeszcze coś głębiej,
uwięziwszy ją w nienagannej ciszy,
jak w eskimoskiej legendzie lodowiec
zasklepił wszystkich ludzi na Ziemi.



Stancja u sióstr bezhabitowych

Siostry wyrzuciły mnie z poddasza za uciekanie
w nocy przez ostrą bramę tam gdzie świat
nie wlecze się monotonnie jak obłąkany pacierz.
Skończyło się sprzątanie śmieci po pielgrzymach,
mycie ludwikiem glinianych twarzy madonnom,
prowadzenie wojen z kurzem w ciasnej kaplicy,
zeskrobywanie gumy po proboszczu, który udzielał
miętowych rozgrzeszeń i podkradał z refektarza
resztki gulaszu dla swoich lśniących piesków.
W pokoju, który jeszcze nie wywietrzał, zamieszka
zakonnica Stanisława z przyjaciółką paprotką.
Pod lekką kołdrą zaciąży brzemienność dni.


*Regimen Sanitatis Salernitanum – czyli „Przepisy zdrowotne Szkoły Salerneńskiej”. Jest to dzieło anonimowego autora napisane po łacinie i wierszem, dedykowane ówczesnemu królowi angielskiemu, Ryszardowi I Lwie Serce, stanowi rodzaj poradnika lekarskiego, zbiór rad i aforyzmów, przeważnie higienicznych, dietetycznych i terapeutycznych
Komentarze
aleksandra 26/12/2011
Niesamowite, jestem pełna podziwu dla wyobraźni i talentu Poetki. pozdrawiam Świątecznie!smiley
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
6,434,767 Unikalnych wizyt