Dobranocki
Dodane przez swewa dnia 02/12/2018
Roma Jegor

Marchwianka

Martwię się dzisiaj. Kobiety tak czasem mają. Jestem jak jakaś martwianka ( marchwianka - mówiła zmartwiona mama, kiedy podawała mi kleik na ból brzucha, a ja powtarzałam: „matwianka”).

I teraz te zmartwienia są jak góry, które się rozsiadły wokół. (A góry są jak siedmiu braci zbójców – mówił, kiedy opowiadał mi bajkę o złych czarodziejach, a ja dopowiadałam: góry-pazury).

Wspomnienia są jak wysypka. Tylko zatrzymaj się na moment na jakimś szczególe, który coś Ci przypomni, a zaraz rozsypują ci się po ciele i umyśle różne znaki, znaczki, ślady, krostki, bąble, strupki i zaczerwienienia.
Czasem wracają smaki, jak bąbelki z oranżady. I obrazy i dźwięki. I zapachy. Zapachów powinni używać spece od przywracania ( albo odwracania) pamięci. To działa lepiej niż niejedna naukowa terapia. Taki gadzi zmysł w ludziach, najpierwszy od czasów, kiedy byli w tamtym raju tylko w trójkę – ona, on i ten ich… wyrzut sumienia.

Kiedyś w wierszu napisałam: "moja dusza chce zamieszkać w perfumerii". Taka fanaberia. No chce. Ale myślę że nie musi. Świat rozdaje tyle zapachów, że nie ma co trwonić kasy.

No chyba że jest pilna potrzeba uleczenia duszy albo ciała. Albo pamięci.

Dawno temu zasypiałam ze smoczkiem pachnącym mlekiem, później z mamy apaszką, jeszcze później z twoim swetrem.

Teraz jestem już na tyle duża, że mogę sobie pozwolić, w smutnych okolicznościach przyrody na tę myśl, która przyszła do mnie chyba z jakiegoś filmu:

"A butelka wina niech smakuje tobą".

Niech.

Dobranoc.